And the Oscar goes to… IDA

5c814d99-0c0b-402f-9b9f-33d79a118f67.file

Walczyłam ze sobą dwie noce i dwa dni – aby w końcu zdecydować, czy poruszyć ten temat na blogu, tematyka raczej nieadekwatna do moich blogowych planów. I raczej nie chcę się na niej koncentrować, dlatego też będzie krótko.
Nie mniej, nie więcej jednak chciałabym oddać „hołd” twórcy „Idy”, oddać „hołd” i złożyć ogromne gratulacje, za to, że jego praca została uhonorowana Oskarem, mimo, iż po części zgładzona przez „własne ognisko domowe” deszczem krytyki, pozostawiającej niesmak, czy jednak adekwatnej?

Jako początkująca pisarka kibicuję krytyce od pierwszych słów mojego bloga, czy też mojej książki „Przybysz. Skandalista”.

Czym jest zatem krytyka?

Od pradziejów wydawało mi się, iż krytyka otacza swoim płaszczem przede wszystkim sposób przekazania odbiorcy danego tematu, czyli pierwiastek twórczy, naszą pracę, nasz wkład, naszą „amunicję”, którą jest przekaz.
Nigdy jednak, nie zdawałam sobie sprawy – żyjąc w błędzie – że krytyka może opiewać sam temat przekazu, to, o czym piszemy, o czym tworzymy film, o czym tworzymy sztukę.
Patrząc jednak na ostatnie lata, miesiące, dni, minuty dociera do mnie, iż coraz częściej krytykujemy nie to co krytyce podlegać powinno, a fundament dzieła tworzonego, czyli wybór tematu.
Krytykujemy Pasikowskiego za jego „Pokłosie” temat, który zdecydował się nam przedstawić za pomocą obrazu, krytykujemy autorów książek o Polakach – zwyrodnialcach, pogubionych w czasie wojny, a od dwóch dni masakrujemy Pawlikowskiego za … za jego antysemityzm w „Idzie”.

Znam historię a przynajmniej tak mi się wydaje – pamiętam czego było „złego mniej” a czego „dobrego więcej” i na odwrót, jeśli w ogóle w taki sposób mam prawo porównywać – co nie oznacza, że tego, czego było „mniej – złego” mamy nie poznawać tematycznie, gloryfikując w postaci obrazu, czy przekazu słownego, tylko to czego było „dobrego – więcej”. Serce mi pęka, kiedy słyszę „polskie obozy zagłady”.

Trudno nakreślić dobry obraz, nagrać rewelacyjny film, tak, aby stwarzany przez nas przekaz trafił do odbiorcy w takiej formie, w jakiej rodzi się w naszej głowie. Z teoretycznego punktu widzenia i praktycznego łatwo zauważyć, że złe rzeczy, ciężkie do zaakceptowania, ukazujące nas, historię w trudnym świetle, pokazać najtrudniej.

W przypadku „Idy” staram się nie popadać w skrajność, co nie znaczy, że mi się to udaje. Zauważam jednak, iż nam Polakom brakuje dystansu do samych siebie, do naszej zagmatwanej przeszłości historycznej, brakuje nam szacunku do wartości wyznawanych przez innych, zwłaszcza jeśli są odmienne od naszych, brakuje nam radości, z sukcesu innych. Brakuje nam wybaczania, bo zapomnieć się nie da, nawet nie wypada. Pamięć to bardzo ważny aspekt historyczny pod warunkiem, że nie jest przepełniony nienawiścią i jadem. Wielu z Was zarzuci mi łgarstwo, zakłamanie i obrazę swoich. Nie zapominajcie jednak, że pisząc „nam” mówię również o sobie. Polak Polakowi i klęski i sukcesu zazdrości.

Wróćmy do „Idy” bo o niej przede wszystkim bym chciała. Pawlikowski stworzył dla mnie film z co najmniej kilku bardzo wyjątkowych i wartych zauważenia powodów i moim zdaniem dlatego dostał zasłużonego Oskara. Przede wszystkim obraz. „Ida” jest przepięknie fotografowana, klatka po klatce, z ostrością i bez, z bliska i oddali, a przede wszystkim bez przymrużenia oka. Po drugie Pawlikowski wykonał ponadludzką pracę tworząc niebywale powściągliwy emocjonalnie, fascynująco opowiadany tekst zbudowany z prostych dialogów, dokładnie dobranych obrazów, a po trzecie i przede wszystkim „Ida” ma w sobie duszę, głębię nieczęstą dla współczesnego kina.  Duszę ową zauważyłam również w „Lewiatanie”, aczkolwiek nie w tak dogłębny i poruszający sposób. I do mnie, jako potencjalnego odbiorcy, „Ida” trafia … prosto w serce.

Bo o czym jest „Ida”, bo tytuł filmu to „Ida” a nie „Krwawa Wanda” i to Ida jest główną postacią, i jak to w książkach czy filmach bywa, czy poezji to główny bohater czy podmiot liryczny są nosicielami tego głównego przekazu o który autorowi chodziło ! i to na głównym bohaterze się skupię.
Ida to młoda dziewczyna, która przed złożeniem wieczystych ślubów udaje się w odwiedziny do swojej ciotki Wandy, jedynej osobie z jej rodziny żyjącej. Od ciotki dowiaduje się, że jest żydowską sierotą. Kobiety udają się w podróż do przeszłości, która ma im pomóc w odkryciu własnej historii i uporaniu się z nią.

W tej z pozoru prostej historii zawiera się trudna polsko – żydowska przeszłość, powojenna polska rzeczywistość, a przede wszystkim droga pokryta prawdą o niezbędności wiary o ludzkie życie. Droga na której spotykają bohaterki wiele drogowskazów, droga, którą same na własny sposób przeżywają i kończą.

Dlaczego zatem wielu z Nas w „Idzie” wygenerowało zupełnie inny temat główny i zupełnie innego bohatera głównego? Dlaczego to nie Ida, a jej ciotka stała się postacią prowadzącą i to na niej skupiły się Nasze oczy w większości?

Może dlatego, że grała ją bardziej rozpoznawalna i mega dobra aktorka Kulesza?
Wiemy kim była Krwawa Wanda. Każdy, kto choć trochę posmakował historii wie kto stracił gen. Fieldorfa. I bardzo dobrze takie rzeczy wiedzieć się powinno! Ale czy to rzeczywiście ona jest główną bohaterką filmu Pawlikowskiego? Czy Wanda pokazuje się w filmie taką jaką byłą? Czy widzimy tam opluwającą wszystkich, syczącą jadem, skazującą bez skrupułów, okrutną, pozbawioną ludzkich uczuć Krwawą Wandę? Nie! i tu pada pytanie dlaczego? może to nie na niej chciał koncentrować się Pawlikowski, nie na jej historii i tym, czego dokonała, a na człowieku jako jednostce. Jednostce pogubionej, zatraconej w swoich czynach, z czeluści duszy której wydobywa się iskra ludzkiej życzliwości i dobroci.

Może Pawlikowski chciał pokazać nam zupełnie coś innego, zachęcić nas do retrospekcji, odkrycia wewnętrznej harmonii, wyciszenia się w obliczu przeszłości i pogodzenia się z nią w bardziej humanitarny sposób, niż sama przeszłość nam się jawiła.

Politolog i publicysta „Rzeczpospolitej” Michał Szułdrzyński napisał, iż: „Widzowie we Francji, czy w Stanach Zjednoczonych nie dowiedzą się, że „Ida” jest elementem szerszego rozliczania się z naszą historią. Usłyszą jeden przekaz: to polscy chłopi wyganiali Żydów po wojnie, bo chcieli przejąć ich majątek. Jeśli to jedyny głos, który ma szansę na wielkie nagrody, to jest to powód do niepokoju”.

Jeśli to rzeczywiście jedyny powód dla którego Pawlikowski dostał Oskara, to rzeczywiście powód do niepokoju mamy znaczący. Nie chcę jednak tracić wiary w człowieka, w polskość, w Pawlikowskiego, w ludzi, w ideę człowieczeństwa. Nie uważam również, że ten temat był tematem wiodącym „Idy”, zauważam tam przede wszystkim człowieka, jego zagubienie w obliczu trudnej rzeczywistości, jego zezwierzęcenie i obudzenie się w nim minimalnych ludzkich uczuć.

Cieszy mnie, kiedy świat wypowiadając się na temat „Idy” widzi film z perspektywy jego tworzenia, widzi tą ogromną pracę włożoną w każdy filmowy klaps, widzi tą niespotykanie rzadką a jakże piękną wyobraźnię i kreatywność reżysera w budowaniu scen filmowych.
Colin Firth w wywiadzie dla TVN:

http://www.wprost.pl/ar/494989/Colin-Firth-Moim-ulubionym-filmem-jest/

W swoim imieniu gratuluję Pawlikowskiemu za to, że jego ciężka praca nad filmem, obraz, fotografia, klatka po klatce nasze – ich życie zdobyło uznanie. Cieszę się, że polskie kino się podoba i że może konkurować z najlepszymi na świecie. Gratuluję również a może przede wszystkim Pawlikowskiemu – jako człowiekowi, za to że udało mu się spełnić swoje marzenia, raduję się z nim i cieszę jego szczęściem!

A na zakończenie wsłuchajmy się w to, co powiedział odbierając nagrodę:

„Nakręciłem czarno-biały film o potrzebie ciszy, wycofania się ze świata i kontemplacji, a teraz jestem tutaj – w epicentrum hałasu i uwagi świata – ŻYCIE jest pełne niespodzianek!”

może to jakiś przekaz, dla nas.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *