Bez zniewolenia… – „Aquarius”. „Dwa Brzegi”.

Follow my blog with Bloglovin

Jest takie miejsce, które raz do roku zamienia się w „krainę filmową” – to Kazimierz Dolny nad Wisłą, w którym od 10 lat, latem, czy to słońce, czy to deszcz, odbywa się Festiwal Filmowy „Dwa Brzegi”.

http://www.dwabrzegi.pl/category/strona-glowna/

Jednych zachwyca, drugich nuży, mnie zachwyca.
Każde spotkanie wnosi jakąś wartość, mniejszą czy większą, ale wartość – najcenniejszą.
Uwielbiam ten klimat nadwiślańskiego festiwalu, rozstawione namioty, kolejki do kas, zapełnione knajpy, kafeterie, tawerny, uliczny gwar do późna w nocy …
Kazimierz zachwyca!

Spośród listy wielu wdzięcznych filmów festiwalu dziś chciałabym kilka słów o filmie „Aquarius”, reż. Kleber Mendonça Filho .
Tytułowy Aquarius to położony nad wybrzeżem Recife dwukondygnacyjny budynek, którego lata świetności dawno już minęły.
Jego jedyną lokatorką pozostała Clara, była dziennikarka, kobieta delikatnej urody, elegancka, obdarzona niebywałym wdziękiem i lekkością (powracająca na ekran Sonia Braga). Pozostałe mieszkania Aquariusa wykupił agresywny deweloper, który zamierza zamienić stylowy budynek w nowoczesny apartamentowiec, dzięki któremu zysk byłby niepodważalny.

sonia-braga

Dwie strony – dwa brzegi – ludzkiego myślenia. Walki jednostki z zamaszystą machiną kapitalizmu.
Ciężko wybrać, do którego brzegu nam bliżej. Co ważniejsze czy ludzka pamięć i wspomnienia zachowane w sercu, czy materialne przedmioty i miejsce, do którego Clara jest przywiązana?

W tym całym rozgardiaszu, walce o swoje racje, reżyser przedstawia portret kobiety, która wychowała trójkę wspaniałych dzieci, pokonała raka piersi, zrobiła karierę krytyka muzycznego i bez zniewolenia pragnie czerpać jak najwięcej z życia, które każdy z nas ma tylko jedno. I to – jak dla mnie – najmocniejsza strona filmu.
I mimo, iż momentami film nuży, chciałoby się przyśpieszyć akcję … to z czasem zauważam, iż każda minuta, każda sekunda miała tu swoją wartość. Może właśnie oto chodziło reżyserowi, może dzięki temu można było bez pośpiechu pomyśleć, dotrzeć w głąb siebie, zrozumieć, pojąć, co w życiu jest najważniejsze i jak chcemy żyć.
Każdy znajdzie tu coś dla siebie.
Pod pozorem banalnych momentami scen i działań, które można przewidzieć zostały ukryte prawdy, które w dzisiejszym biegu często ulatniają się, jak słowa. O jednej z wielu w filmie ukrytych prawd słów kilka…

Perspektywa dwóch światów, w których każdy walczy o swoje marzenia zastanawia. Zastanawia sposób walki i to właśnie ten sposób sprawia, iż w zmąconych rzeczywistością myślach zapala się czerwona lampka, która wysyła SOS, stając się symboliczną latarnią wskazującą drogę zagubionym. Są tacy, którym tego tłumaczyć nie trzeba i tacy, którzy nigdy nie zrozumieją Każdej ze stron chce się kibicować, bo każda ze stron ma swoje cele, o które toczy się bitwa, na śmierć i życie.

Tyle o fabule filmu.

I chociaż w filmie nie brakuje świetnych scen, to żadna nie działa mocniej niż moment urodzin ciotki bohaterki. Sceny, w której otumaniona gwarem siedemdziesięcioletnia kobieta spogląda w stronę starego kredensu i odpływa w przeszłość, przypominając sobie, jak uprawiała seks z nieżyjącym już kochankiem. Drastyczne? Ludzkie? Wstydliwe? Dla wielu zapewne tak …jakże jednak wymowne. Nic dziwnego, że jej bratanica będzie walczyła o kredens i o każdy metr mieszkania jak lwica.

Można oczy zamknąć na rzeczywistość, ale nie na wspomnienia. Wspomnienia głównej bohaterki mają w sobie wiele poetyckiej swobody, są jak perły: mają w sobie coś z klejnotów i coś z łez. Aquarius to dla niej coś więcej niż dwukondygnacyjny budynek to ojczyzna jej duszy. To raj, z którego nikt nie ma prawa jej wygnać. I choćby nie wiem, jaki zysk materialny przyniósł nowy apartament, ponad wszystkim jest człowiek. Dla wielu ponad wszystkim, nie dla każdego…
Ja – człowiek, Ty – człowiek. Egzystencja jednego człowieka egzystencji drugiego nierówna. Ważność mojego celu ponad ważnością pragnień drugiego.
Dokąd zmierzamy? Quo vadis Człowieku?

Bardziej żyjemy naszymi celami i naszymi pragnieniami, bardziej cenimy swoje mniemanie niż rzeczywistość. Używanie „drugiego człowieka” staje się codziennością. Gdzie jest granica? Gdzie jest ta cienka czerwona linia, za którą przestajemy być sobą?
Ile jeszcze musi się wydarzyć, abyśmy powiedzieli sobie dość?!
Wieczna omyłka, jakiej ulegamy nie może być notoryczną wymówką. Wielu patrzy na świat i pyta: Dlaczego? Niewielu patrzy na siebie pytając: Dlaczego?

Nikt nie poświęca się w „ofierze”. Czasami jednak lepiej przegrać agresywną bitwę o swoje cele niż wyzbyć się moralności, której żadne pieniądze nie odkupią. Wyrastające coraz częściej między nami mury obojętności stają się ścianami płaczu. W cenie jest zdobywanie. Wrażliwość to oznaka słabości. Łzy wstydu.

W „Aquariusie” porusza reżyser wiele innych aspektów. Życie bez zniewolenia sześćdziesięcioletniej kobiety to kolejny temat na dłuższy wpis. Tyle ukrytych prawd i pragnień w tak na pozór banalnej fabule – to rzadkość. Odniosłam wrażenia, iż reżyser bardzo przemyślał każdą minutę z tych 142 minut. To co nuży, ma nużyć. Znużenie w „Aquariusie” ma zupełnie – jak dla mnie – inny wydźwięk, to droga do głębszej refleksji. I za to jestem wdzięczna.

[Katarzyna Więcławska]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *