Czy legendy literackie są potrzebne? A jeśli tak – to komu? Przybyszewski na tle legend bliższych naszym czasom. Part II. Edward Stachura.

Follow my blog with Bloglovin

Wracając do wpisu o legendach literackich Przybyszewski a Wojaczek dziś słów kilka o Edwardzie Stachurze i jego legendzie.

Edward Stachura urodził się 18 sierpnia 1937 roku we Francji. W wieku 11 lat powrócił wraz z rodzicami do Polski. W 1959 podjął studia romanistyczne na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim, kontynuowane w latach 1960 – 1965 na Uniwersytecie Warszawskim. W latach 1967 – 1970 studiował w Meksyku. Bardzo dużo podróżował, jak na czasy w których przyszło mu żyć (były to przecież realia PRL-u) zarówno po Polsce, jak i po świecie: 1971 – Bliski Wschód, 1972 – Norwegia, 1973 – Francja i Szwajcaria, 1974 – USA i Kanada, a 1978 ponownie Francja. Zajmował się tłumaczeniami. Przekładał teksty m.in.: Marca Schella, Gaszona Miron, Octavo Paza. Pracował nad wierszami Rimbauda, Valery’ego i Michaela Deguy. Największy rozgłos przyniosły mu jednak tłumaczenia twórczości Jorge’a Luisa Borgesa. Do tej pory prowadzone są liczne spory, o datę debiutu poety. Krzysztof Rutkowski za prasowy debiut Stachury przyjął druk dwóch pierwszych wierszy pisarza: „Metamorfoza” i „Odnalazły się marzenia” w dwutygodniku „Uwaga” (nr 6/1957).
Zmarł śmiercią samobójczą 24 lipca 1979 w Warszawie. W pokoju zmarłego, na stole, oprócz przewróconej szklanki i śladów rozlanej herbaty leżał rękopis wiersza: „List do pozostałych”, zaczynający się od słów: Umieram…

Edward Stachura – List do Pozostałych

Umieram
za winy moje i niewinność moją
za brak, który czuję każdą cząstkę ciała i każdą cząstkę duszy,
za brak rozdzierający mnie na strzępy jak gazetę zapisaną
hałaśliwymi nic nie mówiącymi słowami
za możliwość zjednoczenia się z Bezimiennym, z Pozasłownym,
Nieznanym
za nowy dzień
za cudne manowce
za widok nad widoki
za zjawę realną
za kropkę nad ypsylonem
za tajemnicę śmierci
w lęku, w grozie i pocie czoła
za zagubione oczywistości
za zagubione klucze rozumienia
z malutką iskierką ufności, że jeżeli ziarno
obumrze, to wyda owoce
za samotność umierania
bo trupem jest wszelkie ciało
bo ciężkie, straszne i nie do zniesienia
za możliwość przemienienia
za nieszczęście ludzi i moje własne, które dźwigam na sobie
i w sobie
bo to wszystko wygląda, że snem jest tylko, koszmarem
bo to wszystko wygląda, że nieprawdą jest
bo to wszystko wygląda, że absurdem jest
bo wszystko tu niszczeje, gnije i nie masz tu nic trwałego
poza tęsknotą za trwałością
bo już nie jestem z tego świata i może nigdy z niego nie byłem
bo wygląda, że nie ma tu dla mnie żadnego ratunku
bo już nie potrafię kochać ziemską miłością
bo noli me tangere
bo jestem bardzo zmęczony, nieopisanie wycieńczony
bo już wycierpiałem
bo już zostałem, choć to się działo w obłędzie, najdosłowniej
i najcieleśniej ukrzyżowany i jakże bardzo
i realnie mnie to bolało
bo chciałem zbawić od wszelkiego złego ludzi wszystkich
i świat cały i jeżeli się tak nie stało, to winy mojej w tym
nie umiem znaleźć
bo wygląda, że już nic tu po mnie
bo nie czuję się oszukany, co by mi pozwoliło raczej trwać
niż umierać; trwać i szukać winnego, może w sobie;
ale nie czuję się oszukany
bo kto może trwać w tym świecie — niechaj trwa i ja mu życzę
zdrowia, a kiedy przyjdzie mu umierać — niechaj śmierć
ma lekką
bo co do mnie, to idę do ciebie Ojcze pastewny
żeby może wreszcie znaleźć uspokojenie,
zasłużone jak mniemam, zasłużone jak mniemam,
bo nawet obłęd nie został mi zaoszczędzony
bo wszystko mnie boli straszliwie
[…]
bo duszę się w tej klatce
bo samotna jest dusza moja aż do śmierci
bo kończy się w porę ostatni papier i już tylko krok i niech
Żyje Życie
bo stanąłem na początku, bo pociągnął mnie Ojciec i stanę na
końcu i nie skosztuję śmierci.
//1979

Wielką popularność zyskał w kręgach młodzieżowych, stając się pisarzem kultowym, głównie jako twórca piosenek. Postrzegano go często jako poetę czasu hipisów, narodzin rock and rolla, poetę młodego i zbuntowanego, przeciwko światu w którym przyszło mu żyć i zastałym normom społecznym, moralnym i politycznym. A przecież życie to nie teatr …

Wielu uważa, iż Stachura w swoich utworach skrupulatnie zacierał granicę pomiędzy literaturą a życiem. Twórczość była dla niego formą autoanalizy. Ale jak twierdzi Krzysztof Rutkowski: „W tej kwestii wylano, od czasu debiutu Stachury aż do końca lat dziewięćdziesiątych, czyli w ciągu blisko trzydziestu pięciu lat, morze atramentu i żadnych przekonujących wniosków sformułować się nie udało. Pewnie dlatego, że w wypadku mistyków oraz poetów, dla których ciało staje się słowem, stawianie pytań o zależność twórczości i biografii w kategoriach akademickiej poetyki i teorii literatury musi prowadzić na manowce”.
Stachura w swoich utworach szczegółowo ilustrował drogę, którą uparcie kroczył, zgłębiając tajemnicę życia i śmierci. Kresem tej wędrówki poety stała się śmierć samobójcza, jego książki zaś okazały się dla wielu literackim dokumentem zagłady. W pamięci czytelników zapisał się jako dziwak – outsiderem z gitarą, wieczny wędrowiec, buntownik nie pogodzony z urbanistyczną degradacją jednostki ludzkiej, poddanej „wilczym prawom”. Taki stosunek do otaczającej rzeczywistości był odzwierciedleniem tęsknot i marzeń ówczesnego młodego pokolenia.

Edward Stachura

W latach siedemdziesiątych XIX wieku stał się Edward Stachura legendą literacką.
Istnieje wiele artykułów – wspomnień o Stachurze pisanych przez ludzi, którzy byli z nim blisko związani.

Ale nawet w nich nie udało się znaleźć odpowiedzi na pytanie: jaki był pisarz naprawdę?

Wspomnienia przesycone były co prawda wiedzą wyniesioną z bezpośrednich kontaktów z artystą, potwierdzoną jednak twórczością Stachury, którą bardzo często traktowano jako możliwość wglądu w osobowość pisarza. Faktem jest jednak, iż Stachura cenił sobie wolność, nie utrzymywał bliższych kontaktów z rodziną, obce były mu dążenia do stabilizacji życiowej, której wyznacznikiem byłyby stała praca, dom i rodzina.
W przypadku legendy Stachury podobnie jak u Przybyszewskiego działalność demitologizująca zmierzała do wykazania, iż twórczość pisarza pozbawiona jest jakichkolwiek wartości artystycznych. „Paradoksy, aforyzmy nie poszerzające kręgu obiegowych prawd, przekorne prawdy i współprawdy, sentymentalna demagogia rozmaitych chwytliwych formuł, jak ta: <<Wszystko jest poezją tam, gdzie jest poeta>> – ale ani jednej myśli, ani jednego zdarzenia, ani jednego wiersza, po którego przeczytaniu czytelnik mógłby powiedzieć – skoro to napisał, to znaczy, że życie jego nie było daremne” . Krytykowano dziwaczny styl życia Stachury, „wyraźnie naznaczony piętnem fatalizmu o podłożu psychopatycznym.

Tak jak legenda Wojaczka i Przybyszewskiego dopuszcza istnienie w świadomości społecznej nazwiska podmiotu legendotwórczego nawet bez znajomości jego dzieła, tak legenda Stachury, nie może istnieć bez jego twórczości, albowiem bohater Stachury i on – to jedność. „Jego pisarstwo jest tożsame z jego życiem, jedno z drugiego wynika, jedno jest drugim, jest to jedność, jedność nierozdzielna, jedność całkowita” . Liczne utwory i zdarzenia w biografii pisarza, ugruntowały mu opinię artysty, który nie uprawiał literatury, tylko ją tworzył swoim własnym życiem.

Przybyszewski, Wojaczek i Stachura należą do tzw. „poetów przeklętych”. Początek całemu pochodowi tych nieprzystosowanych do społeczeństwa i zastałej rzeczywistości mistrzów pióra dał Stanisław Przybyszewski. W jego biografii można odnaleźć niemalże wszystkie elementy charakteryzujące „poetę przeklętego”: kontrowersje i skandale, jakie wzbudzał wśród sobie współczesnych, erotyczno – alkoholowe ekscesy, które odcisnęły piętno zarówno na jego życiu artystycznym, jak i osobistym, twórczość, która miała rewolucyjny wpływ na literaturę okresu, w którym żył oraz narastająca za jego życia, ale trwała także po śmierci legenda.
Istnieje jednak coś, co wyróżnia Przybyszewskiego od Stachury i Wojaczka – „poetów przeklętych” czasu PRL-u. Oni wybrali samobójstwo. Przybyszewski natomiast zmarł jako niemalże nawrócony na wiarę katolicką staruszek.

Z pewnością można mówić o podobnych procesach kształtowania się legendy literackiej trzech wyżej opisanych twórców. W ich legendach fascynuje jedność życia i twórczości. Wszystko jedno czy mniej czy bardziej prawdziwa, mniej czy bardziej świadomie kreowana przez artystów, czy w końcu narzucona przez tych, którym ich legenda była potrzebna.
Ich legenda to legenda mniej lub bardziej zbuntowanych samotników odrzucających struktury społeczne. Legenda istniejąca jeszcze za ich życia ( chociaż gdyby przyjąć wersję K. Mętrak, M. Z. Bordowicza należałoby stwierdzić, iż Stachura za życia żadną jeszcze legendą nie był).
Było sprawą oczywistą, że zgodnie z prawami legendy, zabiegom „hagiograficznym” wyżej wymienionych legend zaczęły z czasem towarzyszyć „demitologizacyjne”. Ci trzej artyści zaszli jednak z pewnością „dalej, niż my doszliśmy, dojdziemy. Stworzyli legendy życia i dzieła. Nie ma w tym niebezpieczeństw dla kultury, choć są dla poetów. Bywają nawet pożytki: do nich należy sygnalizowanie newralgicznych zagrożeń bytu jednostkowego i zbiorowego, przełomów itp. (…) U jednych siłą sprawczą była natura, u drugich ich własna wola, wina, czy zachłanne pragnienie pełnego, nieskrępowanego życia. Okazuje się, że w obydwu wypadkach niebezpieczeństwa są olbrzymie. Byłoby tylko bardzo niedobrze i smutno, gdyby płytka i przemijająca legenda, oparta na plotce, zastąpiła czytanie i rozumienie [ich] dzieł” .

[Katarzyna Więcławska]


Wędrówką życie jest człowieka

Wędrówką jedną życie jest człowieka;
Idzie wciąż,
Dalej wciąż,
Dokąd? Skąd?
Dokąd? Skąd?

Jak zjawa senna życie jest człowieka;
Zjawia się,
Dotknąć chcesz,
Lecz ucieka?
Lecz ucieka!

To nic! To nic! To nic!
Dopóki sił
Jednak iść! Przecież iść!
Będę iść!

To nic! To nic! To nic!
Dopóki sił,
Będę szedł! Będę biegł!
Nie dam się!

Wędrówką jedną życie jest człowieka;
Idzie tam,
Idzie tu,
Brak mu tchu?
Brak mu tchu!

Jak chmura zwiewna życie jest człowieka!
Płynie wzwyż,
Płynie w niż!
Śmierć go czeka?
Śmierć go czeka!

To nic! To nic! To nic!
Dopóki sił
Jednak iść! Przecież iść!
Będę iść! 

To nic! To nic! To nic!
Dopóki sił,
Będę szedł! Będę biegł!
Nie dam się!
Edward Stachura
Przypisy:
  1. M. Buchowski, „Edward Stachura. Biografia i legenda”, Opole 1992.
  2. „Kaskaderzy literatury. O twórczości i legendzie”, pod red. E. Kolbusa,  s. 10.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *