Dla A.

Follow my blog with Bloglovin

Wypatrują poeci matki swej jesieni,
co melancholią spadających liści przyniesie natchnienie.
Za wiosną parkami płynącą tęsknią kochankowie
i o letnich nocach burzowych niecierpliwie marzą.
A ja tak czekam na zimę w Warszawie.
Na noce długie tonące w półświetle
otulonych śniegiem smukłych latarni.
Na skrzypiące spacery nad rzekę,
po której między gwiazdami żeglują
w nieruchomym tańcu zabójczynie statków.
Na dni gasnące wcześnie w mglistym półmroku
skrywając puste ulice, po których
przemykają jedynie postaci z legend.
Na chwile napięcia na Dworcu Gdańskim
gdzie opóźniony pociąg, wjedzie na tor drugi
przy peronie trzecim.
Na kolorowe neony i ciepły gwar kawiarni
niedaleko Placu Trzech Krzyży.
I smak papierosa trzymanego dłonią w skórzanej rękawiczce.
Na wieczorną podróż drogą mleczną
z Żoliborza na Wilanów i z powrotem.
Na Twoje czerwone policzki
i oczy błyszczące – tak wyjątkowe
jak srebrne igiełki lodu wirujące w tajemniczej harmonii.
Na jedno krótkie „Jak się masz? Nie zmarzłeś?

– trochę zmarzłem, ale już jesteś…

 

[Hiacynt]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *