Groteskowa śmierć …. a rzeczywistość !

Follow my blog with Bloglovin

Każdy z nas zadaje sobie pytanie: czy wszys­tko po­zos­ta­nie tak sa­mo, kiedy mnie już nie będzie?

Czy moja życie ziemskie zakończy się w momencie kiedy moje serce przestanie bić, umrze mózg, a ciało stanie się zimnym?

Czy książki od­wykną od do­tyku moich rąk, czy suk­nie za­pomną o za­pachu mo­jego ciała? Czy pozostanie po mnie mój oddech gdzieś, gdziekolwiek, czy moje stopy zostawią jakiekolwiek ślady, a ciało cień?

A ludzie? A ludzie?

Przyjaciele, czy wrogowie. Nagle zapomną wszystkie krzywdy, nagle stanę się przez ułamek sekundy dla wszystkich ideałem, autorytetem godnym naśladowania? A może przez chwilę będą mówić o mnie, będą dzi­wić się mo­jej śmier­ci – za­pomną. Nie łudźmy się, Przy­jacielu, ludzie pog­rze­bią nas w pa­mięci równie szyb­ko, jak pog­rze­bią w ziemi nasze ciała. Nasz ból, naszą miłość, wszys­tkie nasze prag­nienia odejdą ra­zem z na­mi i nie zos­ta­nie po nich na­wet pus­te miej­sce. Na ziemi nie ma pus­tych miej­sc.

Ostatnie kilka dni, to bardzo ciężkie dni. Nagle zakończył swoją ziemską Wędrówkę. Pozostawił po sobie wiele niewyjaśnionych pytań, wiele niedokończonych spraw, wiele energii i uśmiechu, zostawił po sobie wiele krzywd, wiele cierpienia, nie pozwalając życiu na odpowiedzi na tysiące znaków zapytania. Żal. Ogromny żal! Po śmierci zawsze pojawia się ból, cierpienie i żal…

Dopiero w momencie kiedy Człowiek odchodzi naprawdę zaczynamy doceniać jego istnienie.  Bez względu na wszystko. A jednak – za późno.

Z literackiego punktu widzenia odkąd pamiętam uwielbiałam „Teatrzyk Zielona Gęś”. Żart słowny połączony z wybitnym talentem gry słownej wprowadzający Czytelnika w pozytywne uniesienia. Dopiero kilka dni temu dotknięta nagłą śmiercią znanej mi osoby, burza mózgów wywołała dziwne, na pozór adekwatne do sytuacji myśli.  Śmierć w „Teatrzyku Zielona Gęś” jest jednym z głównych motywów widocznym niemalże w każdej z krótkich scen. Bohaterowie giną w dziwacznych okolicznościach, często z całkiem banalnych przyczyn, co wprowadza w całą sytuację dawkę czarnego humoru. I jako czytelnik i początkujący pisarz jestem naprawdę pod ogromny wrażeniem tego słowa pisanego.  Jednakże w momencie zderzenia z brutalną rzeczywistością zaczynam zastanawiać się, czy istnieje jakaś granica, za którą nawet pisarz przestaje być sobą?

Przepełniony scenami śmierci „Teatrzyk Zielona Gęś” staje się miniaturką teatru groteskowego. O takiej formie literackiej decydują karykaturalne postacie, niespotykane, a wręcz nienormalne zjawiska, naturalizm i brzydota, obrazy śmierci czy okaleczenia. Za przykład może służyć chociażby scenka „Dziwny Kelner”. Tytułowy bohater podlicza zamówienia gości nie zawsze zgodnie z rzeczywistością. W końcu jeden z klientów traci cierpliwość „(wstaje i za pomocą dębowej laski robi dziurę w głowie Dziwnego Kelnera)”.  I tu następuje zderzenie rzeczywistości ze słowem pisanym. Pojawia się charakterystyczne dla Teatrzyku Zielona Gęś łączenie ze sobą w jedną, zaskakującą całość jakości estetycznie sprzecznych, skontrastowanych wzajemnie i posiadających odmienną naturę, jak chociażby: tragizm i komizm. To dlatego w teatrzyku śmierć straciła moc ważności, stała się paradoksalnie mówiąc: śmieszną śmiercią. Sposób jej przedstawienia i irracjonalne sytuacje, w jakich znajdują się bohaterowie, sprawiają, że nie reagujemy na krzywdę w normalny sposób, nie czujemy strachu czy współczucia, nie wstrząsa nami tragiczna sytuacja bohaterów. Doprowadzona do absurdu wywołuje nasz uśmiech, bawi nas. Śmierć przestaje być tragedią, staje się sposobem na wyzwolenie cierpienia i bólu, a co za tym idzie, nie jest niczym, czego powinniśmy się lękać. To właśnie śmierć wybawiła z szarej rzeczywistości Tatunia ze scenki pt. „Szczęście rodzinne”. Wszystko wydawało się takie doskonałe. Cukrowy obrazek rodzinki, która zasiadła w zaciszu domowego ogniska, aby napawać się bliskością. Jednak Tatunio wygłasza kwestię:

„Nie, ja zgniję w tym mieszczańskim domu! Ja mam tego dosyć! Ja jestem stworzony do innych rzeczy! Ja czuję w sobie nieograniczone możliwości! Trzymajcie mnie ! (patrząc na Babunię i Dziecinę) Niech to wszystko piorun strzeli”

I rzeczywiście piorun uderza i likwiduje problem Tatunia.

Właśnie w grotesce śmierć staje się swą własną karykaturą i zamiast straszyć – śmieszy. Dlatego brzydota nie jest tu czymś wstrząsającym, ale zupełnie naturalnym. Bohaterowie giną zabijani przez błyskawice, lub uderzeni gazetą, tak jakby było to najnormalniejszą czynnością na świecie. Właśnie w ten prawdziwy sposób z rąk Brutusa, ginie Juliusz Cezar:

„(nie może znaleźć sztyletu. Wyciąga rocznik tygodnika „Szpilki” i czyta Cezarowi na głos wiersze i prozę)”. Działa to na Cezara co najmniej jakby Brutus przebił go sztyletem.

„(umiera automatycznie)”.

Zgodnie z kierunkiem groteski ciało podlega ciągłym procesom życiowym, a groteska eksponuje tą cielesność i przeciwstawia ją sferze idealnej.  Śmierć staje się czymś naturalnym, nie wzbudzającym lęku, ale wywołującym uśmiech. Na pozór wydaje się, że świat przedstawiony w Teatrzyku można wyobrazić sobie jako autonomiczny i możliwy do zaistnienia w warunkach rzeczywistości pozascenicznej. Jest to jednak mylne wrażenie, światem tym nie rządzi jednolity system zasad, równocześnie są wprowadzone do niego rozmaite, często sprzeczne porządki motywacyjne.

Postacie to tylko na pozór przeciętni ludzie. W rzeczywistości narzuca im się rolę bezwolnych marionetek miotających się w absurdalnych sytuacjach bez celu i bez wyjścia.

Jak chociażby Profesor Bączyński w scence pt. „Ostrożność”.  Wychodząc z domu, wszystko dokładnie sprawdza, nawet barykaduje klozet i zatyka dziurę od klucza. Bardzo ostrożnie wychodzi na ulicę i co go spotyka?

„wpada pod pędzącą z szybkością 60 km ciężarówkę z kapustą”.

Wszystkie jego czynności okazują się zupełnie bezcelowe, wręcz bezsensowne. Starał się za wszelką cenę zabezpieczyć swój dorobek, a tymczasem nawet nie spodziewał się, że wcale mu się on nie przyda. Wszystko robił machinalnie, niczym marionetka pociągana za sznurki. Cały świat Teatrzyku jest śmieszny i niepoważny.

Oto czym jest „Teatrzyk Zielona Gęś”. Jest miniaturką teatru groteskowego, zestawem makabresek, pełnych przeciwności scenek, w których komizm miesza się z tragizmem. Oto dlaczego jedna ze zmor, która napawa człowieka lękiem, stała się obiektem naszego uśmiechu.

Oto gdzie możemy spotkać śmierć, ale w zupełnie innym wydaniu, niż byśmy się spodziewali. Już nie musimy się jej lękać, tu możemy się z niej śmiać.

Ale czy oto w  życiu chodzi?

Tak naprawdę śmierć, to moment uświadomienia sobie, że już nigdy nie spotkamy zmarłego, nie zobaczymy jego uśmiechu, jego energii. Nie poczujemy jego zapachu ani dotyku. Nie spotkamy się z nim przy kawie, ani nie będziemy mogli razem z nim się poróżnić. Już nigdy nie poczujemy pozytywnych emocji i negatywnych związanych z tym człowiekiem.

Nagle wszystko okaże się dobre i wspaniałe. Nagle zatęsknimy i poczujemy żal oraz smutek …niestety za późno, dużo za późno.

Czy zdajemy sobie sprawę z ważności ludzkiego życia rzucając wiele absurdalnych słów na wiatr?

Życie jest tak krótkie, tak piękne, że warto otoczyć drugiego człowieka poczuciem bezpieczeństwa, poczuciem ważności jego istnienia dla nas jako Przyjaciela, członka Rodziny, Partnera czy chociażby zwykłego przechodnia na ulicy.

Teatrzyk Zielona Gęś to nietuzinkowy, fantastyczny zestaw słów. Pozwala nam śmiać się, ale nie pozwala też sięgnąć głębiej. Cała jego groteska zaślepia prawdziwy aspekt życia. I mimo swojego literackiego piękna, wydaje mi się, że respekt do pewnych ludzkich kolei życia powinien każdego z nas zawsze zatrzymać chwilę, czcząc tą chwilę minutą zadumy i ciszy …

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *