Historie Niezwykłe Zwykłych-Niezwykłych Ludzi … willa Żabińskich

 

Dziś rozpoczynamy zapiski z serii „Historie Niezwykłe Zwykłych-Niezwykłych Ludzi”

Dziś miałam być w Oslo … Nie jestem ! (sic!). Zakupiony bilet, zarezerwowany nocleg. Nie zdążyłam. Ale zdążę. Moja wymarzona, wyczekana podróż do Parku Vigelanda, aby ucałować wzrokiem kolejne jego rzeźby nie odbyła się. Niestety.

Jednak dzięki uprzejmości dobrego człowieka, nie utraciłam swojego finansowego wkładu w oslowskie noclegi, tym samym postanowiłam zainwestować „uratowaną kwotę” w podróż niezwykłą, dzięki której ta oto inspiracja.

Warszawskie ZOO … ! Dominiku dziękuję !

WARSZAWSKIE ZOO zapewne znane wielu z Was. To przepiękny Ogród Zoologiczny przy ulicy Ratuszowj. Krótko o jego historii, bo to ona niesie wraz ze sobą historię niezwykłą, historię, o której niewielu z nas wie …

WARSZAWSKIE ZOO nie było pierwszym ogrodem w stolicy. Już w czasach króla Jana III Sobieskiego mieściła się menażeria w Wilanowie, ze sporą liczbą zwierząt i wszelakich odmian gatunków egzotycznych. Była to królewska własność. Wiek XIX był okresem, w którym w Warszawie działało kilka prywatnych zwierzyńców, ale wszystkie one z czasem przestawały egzystować. Przez wiele lat XX wieku dryfowaliśmy ku końcowi posiadania w Warszawie jakiejkolwiek namiastki ogrodu zoologicznego. Tymczasem na świecie powstawało takich miejsc coraz więcej. Warszawiacy z niecierpliwością czekali na własny Ogród Zoologiczny.

Doczekali się go w 1926 roku dzięki pomysłowi wielkiego miłośnika przyrody M. Pągowskiego, który na powierzchni zaledwie 750 m2 stworzył przy ul. Koszykowej pierwsze warszawskie ZOO. W jego posiadaniu były: lemury, koczkodany, aligator, niedźwiedź brunatny, jeżozwierz, aguti i wiele egzotycznych ptaków. Zainteresowanie mieszkańców ogrodem było ogromne. Niespełna w 7 tygodni po otwarciu zwierzyniec odwiedziło ponad 20 tysięcy osób. Ogród rozwijał się wspaniale, przybywało coraz więcej gatunków przeróżnych zwierząt i ptaków. Na świat przyszło wiele nowych zwierząt, w tym Tuzinka – jako dotychczas – na ile mnie moja wiedza nie myli – chyba jedyny słoń urodzony w polskim ZOO. Niestety ten wspaniały okres rozkwitu przerywa wojna. Część zwierząt zostaje ubita na mięso dla mieszkańców Warszawy, część ginie od pocisków, bombardowań. Te najcenniejsze natomiast wywieziono do Rzeszy. Nie oznacza to jednak, iż w czasie wojny na terenie warszawskiego ogrodu zoologicznego nie dzieje się nic. Dzieje się wiele i to spraw ważnych. I tu zaczyna się moja historia…

W roku 1929 dyrektorem warszawskiego ogrodu zoologicznego został Jan Żabiński – pasjonat i niestrudzony badacz życia zwierząt. Miłośnik o gołębim sercu i lwiej odwadze. Jeszcze przed wybuchem wojny podjął decyzję o budowie swojego mieszkania służbowego na terenie zoo. Wraz z rodziną, żoną i małym synkiem zamieszkał tam od momentu oddania domu do użytku. W czasie wojny willa była świadkiem niezwykłych wydarzeń…

Od samego początku temu domowi towarzyszył „dobry duch”. W czasie bombardowania Warszawy willa nie została zniszczona, właściwie jako jedyny budynek w ogrodzie zoologicznym. Ale widocznie tak miało być Kochani. Właśnie po to, aby mogły się tam rozgrywać wydarzenia, o których warto pamiętać, które warto pokazywać światu, które warto zachować we własnych sercach ku przestrodze pokoleń i ku odkryciu w chwilach słabości własnej moralnej drogi.

Państwo Żabińscy to ludzie niezwykli. Przyszło żyć im w czasach niełatwych, w czasach okrutnej wojny, która poróżniła wielu i poróżnia do dnia dzisiejszego. Przyszło im żyć w czasach, kiedy człowiek musi dokonywać wyborów niełatwych, kiedy budzi się w człowieku jego zwierzęca natura, która bardzo często doprowadza do działań nieludzkich, wręcz okrutnych. Takich, których żaden z nas nigdy nie uczyniłby. Nigdy nie wiemy, kiedy nasza zwierzęca natura zawładnie nami, dlatego nie oceniajmy…

Przyszło im żyć w czasach, w których to los rzucił ich na głęboką wodę zmuszając do walki z rozumem, sercem, drugim człowiekiem.

Podczas okupacji Państwo Żabińscy, a właściwie Rodzina Żabińskich, bo Jan i Antonina w tym okrutnym czasie mieli jeszcze pod swoją ochroną własnego 10 letniego syna udzielili schronieniu w sumie ponad trzystu Żydom, uciekinierom z warszawskiego getta.

(zaduma)

Państwo Żabińscy

Podczas okupacji Żabiński uzyskał przepustkę, upoważniającą go do wchodzenia na teren getta bez żadnej kontroli. Jan postanowił to wykorzystać i zaczął wyprowadzać stamtąd ludzi i ukrywać ich w swoim domu na terenie ogrodu ryzykując życie własne i życie swojej rodziny.

Wyszarpnięci śmierci zajmowali miejsca w klatkach dla zwierząt, w podziemnych częściach ogrodu, w wykopanych pod ziemią bunkrach, na zapleczu dla lwów, w wewnętrznych pomieszczeniach, do których nikt nie miał dostępu. Przebywali też jednak w wilii, w której przetrzymywano dzieci oraz osoby chore. W piwnicy pod domem był tunel, którym uciekano do schronów w momencie zagrożenia, którym była najzwyklejsza wizyta niemieckiego żołnierza.

Wszystkim przebywającym nadawano pseudonimy zwierząt. Nie bez powodu dom Żabińskich został nazwany Arką Noego. Bo to była przyjazna barka, dzięki której ocalono wiele istnień, nie tylko zwierzęcych, ale przede wszystkim ludzkich. Inna, bardzo znana nazwa wilii to, „Willa pod zwariowaną gwiazdą”. Nazwa ta została wymyślona przez jedną z ukrywających się tam żydowskich rodzin, a powtarzała ją często w swoich wspomnieniach Magdalena Gross – rzeźbiarka, która przed wojną często odwiedzała zoo, spędziła w domu Żabińskich chyba najwięcej czasu.

Żabińscy uratowali wiele żyć, w tym życie znanego entomologa Szymona Tanenbauma. Wiele razy byli od włos od zdemaskowania. I mimo, iż każdorazowo groziła im śmierć, nie likwidowali systemu schronień i nie wyparli się moralnego obowiązku pomocy potrzebującym, „idącym na śmierć”.

Farbowali uciekinierom włosy, przenosili ich często z jednej części zoo do drugiej. Warto podkreślić, iż nie narażali na życie tylko siebie, ale również swojego małego syna Ryszarda, który w całym systemie odkrywał także ważną rolę. Wystawał na czatach, przejmował od zbiegów małe dzieci – co najważniejsze – musiał milczeć, nie mógł nikomu wyjawić tajemnicy warszawskiego ogrodu zoologicznego. Jakże ogromne zaufanie rodziców do dziesięcioletniego dziecka.

Zresztą milczeć musiał każdy, kto wiedział o działaniu konspiracyjnym, ale wtajemniczenie szerokiego kręgu zaufanych było przemyślaną strategią Żabińskich.

Wszak komu przyszłoby do głowy ukrywanie Żydów w miejscu, które odwiedzane było przez tłumy?

Najcenniejsze w tym wszystkim jest to, że przez willę Żabińskich przewinęło się ponad 300 osób, prawie wszystkim udało się przeżyć. Przyświecało im ogromne szczęście. Ogród zoologiczny stał się miejscem niezwykłym pod opieką zwykłych-niezwykłych ludzi. Byli wyspą na oceanie krwi.

I takich ludzi jak Państwo Żabińscy warto wspominać, warto o nich mówić. A takich ludzi było wielu. Willa Żabińskich była bowiem tylko przystankiem na drodze ucieczki z getta. To była ucieczka wieloetapowa, przystanek na drodze do kolejnego miejsca, mieszkania, które zabezpieczałoby los uciekających. Żabińscy byli cegiełką w całym wielkim oceanie ludzkiej dobrej woli.

Warto wspomnieć o sygnałach, jakie między sobą mieli ukrywający i ukrywani. Jednym z najważniejszych sprzętów w domu był fortepian. I to on służył jako jeden z najważniejszych sygnałów wśród „domowników”. Kiedy do zwierzyńca zbliżali się oficerowie niemieccy, którzy przychodzili tam w różnym celu, często na spacery bądź konsultacje w sprawie zwierząt, najczęściej nie zapowiadając się, Pani Antonina siadała do fortepianu i zaczynała grać. Grać utwory nieprzypadkowe. Grała na przykład arię „Piękna Helena” z operetki Offenbacha. To był sygnał dla Żydów, by się ukryli, zeszli do piwnic i bunkrów. Kiedy brzmiał inny określony utwór wiedzieli na przykład, iż muszą, jak najszybciej tunelem wydostać się z budynku i schować na terenie ogrodu.

Ten cały strach panujący w wilii Żabińskich trzeba było zapewne „oswoić”

W 1965 roku działalność bohaterskiego małżeństwa została doceniona przez izraelski instytut Jad Waszem, który przyznał obojgu tytuł „Sprawiedliwych Wśród Narodów Świata”. Podczas ceremonii jego nadania zostali zapytani, dlaczego to robili, tak narażając siebie i swoje dzieci. Pan Jan odpowiedział:

„Po prostu uważaliśmy, że tak trzeba. Nie wyobrażaliśmy sobie, że można inaczej. Zwykła ludzka przyzwoitość”.

Staraniem dyrekcji warszawskiego zoo, władz stolicy, Mazowieckiej Regionalnej Organizacji Turystycznej oraz Stowarzyszeniu Monopol „willa pod zwariowaną gwiazdą” została w ostatnim czasie zrewitalizowana. Swój dawny charakter odzyskało też jej wnętrze. Od maja 2015 roku niewzykłe mieszkanie Państwa Żabińskich jest dostępne dla zwiedzających. Z uwagi na rozmiary pomieszczeń, w budynku jednocześnie przebywać może około 15 osób. Do 15 czerwca we wszystkie dni powszednie willę odwiedzać mogą tylko grupy zorganizowane. Zwiedzanie indywidualne możliwe jest w soboty, za dodatkową opłatą 5 zł. W środku  można też wysłuchać opowieści o wojennych sekretach warszawskiego zoo. Zapraszam Was naprawdę bardzo serdecznie.

Polecam, to bardzo ważna część naszej historii. W tym mieszkaniu powinna być cząstka każdego z nas, a jeśli nie ma, idźmy tam, i postarajmy się ją tam w nas odnaleźć.

Budynek został znakomicie odrestaurowany. Mieszkaniu przywrócono dawną świetność. Można pójść, dotknąć, zatrzymać się chwilę, zwolnić oddechu, podziękować tym ludziom, za ich odwagę. Za ich człowieczeństwo. Zobaczyć tam można akwarium, fotografie, rzeźby i inne eksponaty, w tym oczywiście sławny fortepian Pani Antoniny. Nie można też przejść obok, bo się nie da, obok piwnicy z tunelem, która niegdyś dawała szansę na przetrwanie, była światełkiem w tunelu pełnym zła i okrucieństwa.

willa fortepian pokoj tunel1 tunel Żabińscy zoo

Ale to nie koniec znakomitych wiadomości. Bardzo się cieszę, że takie miejsce jak willa Państwa Żabińskich w końcu została odrestaurowana i udostępniona światu, jako „świadek historii”. Bardzo się cieszę, że miasto w końcu znalazło pieniądze.

Nie mniej jednak, najbardziej cieszę się z tego, iż gdzieś, Ktoś wsłuchał się w historię Jana i Antoniny Żabińskich, ich rodziny, i zdecydował się przekazać ich historię światu za pomocą filmu.

W 2007 roku losy Żabińskich opisała amerykańska autorka Diane Ackerman w książce wydanej w Polsce pt. „Azyl. Opowieść o Żydach ukrywanych w warszawskim zoo”. W głównej mierze opierała się na pamiętnikach Antoniny Żabińskiej. To właśnie książka Ackerman sprawiła, że historią zainteresowali się amerykańscy filmowcy i na jej podstawie powstał scenariusz filmu. Jego reżyserką będzie Niki Caro, a główną rolę Żabińskiej zagrać ma znana z filmów „Wróg numer jeden” i „Służące” Jessica Chastain. Kochani historyczna produkcja ma być gotowa już w przyszłym roku.

Zatem już teraz, wybierajcie się do wilii Żabińskich, a za rok usiądźcie wygodnie w fotelu i obejrzyjcie historię tej niezwykłej rodziny.

Zatrzymajcie się na chwilę, pomyślcie o Was, o Waszych Rodzinach, o historii i przyszłości i pamiętajcie największą skarbnicą pamięci jest ludzkie serce i zapach papieru. Dopóki żyją ludzie, dopóki jest papier, i pismo, to co w ludzkich sercach przetrwa. Starajmy się, aby na ten papier przelewano same dobre historie, aby było w przypadku zagrożenia takich historii, jak historia Żabińskich jak najwięcej.

Nie wstydźmy się też złych historii, bo życie weryfikuje wszystko. Nie wiemy, jak będzie nam dane przeżyć kolejne lata, w pokoju czy lęku.

Poniżej film ze wspomnieniami ocalałego dzięki pomocy państwa Żabińskich Moshe Torosha:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *