Kasprowiczowa … – Stachu i jego kobiety! Part III

Follow my blog with Bloglovin

Osobiste perypetie, kłopoty materialne oraz powracająca ciągle informacja o skandalicznej, zagadkowej śmierci porzuconej kochanki sprawiły, iż w Przybyszewskim zrodziła się po raz kolejny myśl powrotu do Polski. W momencie pojawienia się pod koniec 1899 roku „der geniale Pole” w Krakowie dało odczuć się powszechne zafascynowanie, pozytywne jak i negatywne, niecodziennym zjawiskiem. Maciej Szuniewicz w swoich „Wspomnieniach” opisuje w następujący sposób pojawienie się Przybyszewskiego na Wawelu:

„Bez feniga przy duszy, wieczny ptak niebieski,
Przyjechał do Krakowa „Stacho” Przybyszewski.
Jeszcze dobrze manatków swych nie rozpakował,
A już się wielki rumor począł koło niego
I Kraków ciągle o nim gadał i plotkował (…)

– Ponoś jest Przybyszewski, czy to prawda Panie?
– Przyjechał.
                        – Czy to prawda, czy gadanie głupie,

Że w „Vigilien” bohater ich kocha się w trupie?
– A co jest w „De Profundis”? Bo ludzie mówili,
Że mało w „Vigilien” jeszcze nekrofilij (…)
A prawda o jego żonie? – o jego Duszeńce –
Bo mówili, że już przeszła przez niejedne ręce,
Że, podobno, w faworach jest dla mężczyzn hojna.

A czy, przynajmniej, ładna?
                        – I owszem, przystojna,

A to, czy grzeszy: myślą, mową i uczynkiem,
To jesteśmy, w tych wszystkich sprawach, proszę pani,
Na ludzkie złe języki i na plotki zdani.
Jedno jest tylko prawdą (wiem to z pierwszej ręki),
Że Strindberg przez rok wielbił jej dziewicze wdzięki,
Niewieścim  zaś nasz Zenon dał swój akcent synkiem”[1].

dagny aa

Kraków ciągle „gadał i plotkował” na temat „cygańskiego małżeństwa”. Ich tryb życia w niczym nie przypominał tradycyjnej mieszczańskiej rodziny. Większość swojego czasu spędzali w knajpach lub restauracjach na pijackich „balangach” w otoczeniu wielbicieli Przybyszewskiego. Stanisław Wyrzykowski po latach tak wspominał spotkania z Przybyszewskimi w jednej z ówczesnych restauracji Ferdynanda Turlińskiego, zwanej potocznie „Paonem”:

„Pijacką serdecznością serdeczny dla wszystkich bywał tylko Przybyszewski. Udział jego i jego małżonki w Paonie polegał przede wszystkim na pochłanianiu niesłychanej ilości alkoholu. Zazwyczaj pijali sami, bo wszyscy inni poprzestawali na czarnej kawie lub herbacie. Pani Dagny nie upijała się nigdy. Pod wpływem koniaku, co był jej ulubionym napojem, tylko nieruchomiała i bladła w odróżnieniu od swego męża, który czerwieniał, stawał się ruchliwym i krzykliwym. Zakończeniem bywały dzikie i wariackie improwizacje fortepianowe”[2].

Również zachowanie samej Dagny Juel, jako kobiety budziło kontrowersje wśród społeczeństwa krakowskiego, mającego inny obraz żony – matki. Jeden z ówczesnych adoratorów Norweżki, Tadeusz Boy Żeleński tak wspominał kawiarniane spotkania:

„W <<Paonie>> obierałem zwykle najlepszą cząstkę, szedłem do ogólnej sali na bilard z Dagny Przybyszewską, którą wyuczyłem tej gry. Kobieta grająca w bilard to było dosyć, aby zgorszyć ówczesny Kraków, i niemało przyczyniło się do legend o <<orgiach>> <<Paonu>>”[3]. Przewodnictwo duchowe Przybyszewskiego osiągnęło apogeum. Przede wszystkim wśród krakowskiej młodzieży artystycznej stał się „bożyszczem”. Nie minęły trzy miesiące, a został mianowany redaktorem krakowskiego „Życia”, które prowadził wraz z Wyspiańskim, aż do upadku pisma w styczniu 1900 roku.[4] Nowy redaktor „Życia” dokonał rewolucji, wprowadził ożywczy ferment, zapowiadał, iż ścieranie się opinii i poglądów jest konieczne, aby z chaosu powstał nowy ład. Niektórzy uważali to za przejaw obiecującego kompromisu „pomiędzy obozem p. Przybyszewskiego, a obozem <<starych>>”[5], dlatego też wokół osoby Przybyszewskiego zaczęli skupiać się przedstawiciele różnych ugrupowań i światopoglądów.

Tak upłynęły Przybyszewskiemu pierwsze krakowskie miesiące.

Z początkiem czerwca 1899 roku Dagny wyjechała z dziećmi do Zakopanego. Życie krakowskie przestało ją bawić, nie czuła się już tak dobrze wśród Polaków. Przybyszewski tego nie rozumiał, nie zauważył, a może nie chciał zauważyć.  Zamiast podążyć za żoną i dziećmi, obrał zupełni przeciwny kierunek: Lwów, w którym miał się odbyć, od wielu tygodni zapowiadany w „Gazecie Lwowskiej” odczyt Stanisława Przybyszewskiego o Chopinie. Tu wdał się pisarz w romans. Właściwie w dwa równocześnie. Z żoną przyjaciela, Jadwigą Kasprowiczową oraz z młodą malarką Anielą Pająkówną. Burzliwe dwa lata – od czerwca 1899 do czerwca 1901 – stały się zdecydowanie największym skandalem w życiu pisarza. Po powrocie do Krakowa uczucie Przybyszewskiego do Jadwigi zaczęło wzrastać. Miłość ta doprowadziła do stopniowego rozkładu małżeństwa z Dagny, która dość szybko dowiedziała się o niewierności męża. Nie trzeba było nawet długo czekać, by lwowska przygoda pisarza stała się znana, co najmniej w gronie ich najbliższych przyjaciół. Zwłaszcza, iż urażony Jan Kasprowicz kazał oficjalnie wybierać żonie między mężem a kochankiem, gdy natomiast Kasprowiczowa zdecydowała się na życie u boku Stanisława Przybyszewskiego, poeta zabrał dzieci i wyprowadził się z domu.

Również Dagny, po kilku miesiącach oczekiwania na to, iż mąż się opamięta, postarała się o towarzystwo płci przeciwnej.  Na początku 1900 roku widywano ją często u boku Wincentego Brzozowskiego. Po wielu latach fakt ten zinterpretował w następujący sposób niedarzący Przybyszewskich zbyt dużą sympatią Ludwik Krzywicki:

„Dagny, maskując swoje zachowanie różnymi teoriami i różnymi emocjami, kompletnie sprzedawała siebie. A co ciekawsze, mąż pchał ją do tego. Pchał, aby się od niej odczepić. Przeszły pierwsze lata upojenia. Dagny była przeszkodą, powstrzymującą szukanie nowych wrażeń i doświadczenie nowych dreszczów. I znów <<dobroć>> Przybyszewskiego, ta dobroć, która więcej krzywd ludziom narobiła niż postępowanie wolne od dobroci, pchnęła Przybyszewskiego do dziwnych czynów. Nie miał odwagi powiedzenie Dagnie, że chciałby się od niej uwolnić, więc podsuwał jej adoratorów, żeby wywołać taką sytuację, w której rzuciłaby go. Dagna adoratorów przyjmowała, Przybyszewski przyłapał ją w zbyt drastycznych objęciach z Brzozowskim, ale oburącz trzymała się Przybyszewskiego, poznała jego słabość, zrozumiała, że z tym człowiekiem – ścierką wszystko można było zrobić”[6].

O rozstaniu Przybyszewskich huczał cały Kraków. Pisarz wielokrotnie uskarżał się na zachowanie małżonki. W listach do Kasprowiczowej pisał: „Ta pani, którą z domu wyrzuciłem, wtrąciła mnie w wielkie nieszczęście. Nie mogę sobie dać rady. W jednej chwili rozszedł się skandal po Krakowie. Wierzyciele zlecieli się jak kruki na żer. Dom mój w ustawicznym i niezmiernie przykrym oblężeniu”[7].

Kilka dni po odejściu od męża Dagny dała plotkarskiemu światu kolejny temat do roztrząsania. Lawinę spekulacji wywołał wyjazd Dagny z kochankiem za miasto. O wyjeździe tym pisała m.in. Julia Tetmajerowi w liście do syna Kazimierza z dnia 6 stycznia 1900 roku:

„Wyobraź sobie Dagny opuściła męża i córeczkę i z p. Wincentym Brzozowskim wyjechała w świat. Tadzio [Żeleński[ nic o tym nie wiedział, wstał kiedyś i prosto z łóżka poszedł do niej, i już nie zastał! Powrócił do domu w stanie okropnym – nic nie powiedział o tym fakcie i nie wiedziałyśmy, czemu ten stan przypisać. On nam wczoraj dopiero opowiedział o jej wyjeździe, ale inaczej, jak było naprawdę – <<wyjechała sama, piekło tam się działo nie do zniesienia – bił ją, zabijał mąż za to, że nie jest Polką, za to, że się przy nim nie urodziła>> itp. Włodzio rzecz tę przedstawił w innym świetle – oznajmiła wprost, że syn nie jest jego, więc go zabiera ze sobą, a córeczkę zostawia i odjechała. – Przewidujemy jednak, że to dopiero koniec pierwszego aktu i że się mają z Tadziem zjechać w Wiedniu, bo o ile dotąd utrzymywał, że nie warto zdawać egzaminów na to, żeby naraz być zmuszonym wyjeżdżać do Wiednia, o tyle teraz postanawia jak najprędzej pozbyć się tych egzaminów i pojechać zaraz do Wiednia (…)”[8].

Dagny wyjechała do Szwecji, potem do Berlina, a następnie do Lwowa. Do Berlina udał się również sam Przybyszewski, podobno pojechał za nią, by tam przeprowadzić rozwód. Ze swojej podróży musiał się drogą listowną tłumaczyć Kasprowiczowej:

„Nie jadę za nią do Berlina, ona przestała już dla mnie zupełnie istnieć, była kobieta marna, marniejsza, aniżeli przypuszczał, nie dlatego, że to zrobiła, tylko, że zrobiła to w brutalny, podły sposób. Zresztą nie ma o czym gadać. Prócz innych niezmiernie ważnych, wydawniczych spraw, jadę głównie, by szybko rozwód przeprowadzić, a mogę go tylko w Berlinie”[9].

Przybyszewscy nie spotkali się w Berlinie, nie doszło również do formalnego zerwania małżeństwa. Przybyszewski pozbywszy się niewygodnej małżonki, ostatecznie opuścił swoje krakowskie mieszkanie i osiedlił się w Lwowie. Wśród znajomych mówił, iż przyczyną zmiany zamieszkania są wyłącznie interesy wydawnicze, ale jedynym powodem dla którego przeprowadził się do Lwowa była tak naprawdę Jadwiga Kasprowiczowa.

Na początku 1901 Dagny powróciła do męża, co również wywołało niemałe poruszenie w plotkarskim świecie. Powszechnie było bowiem wiadome, iż Przybyszewski nie myślał o zakończeniu swojego romansu z Jadwigą Kasprowiczową. Małżonkowie osiedlili się na jakiś czas w Warszawie. Jednak zaledwie ucichł skandal związany z rozstaniem Przybyszewskich, wybuchł nowy, tym razem sprowokowany przez samego pisarza. Wszystko za sprawą pierwszej części powieści Przybyszewskiego „Synowie ziemi” zatytułowanej „Malaria”, opublikowanej na łamach „Chimery”. Pisarz od samego początku nie ukrywał autobiograficznych powiązań z napisaną przez niego powieścią. W jednym z listów do Zenona Przesmyckiego pisał nawet, kto jest pierwowzorem stworzonych postaci:

„Teraz jestem szczęśliwy. Pisze bezustannie i z wielką łatwością (…) <<Sceny z życia krakowskiej literatury”, He, He … W tym, co Ci przesłałem i co Ci przesyłam, zawarta ekspozycja, nazwiemy go <<Malaria>> – drugie będzie się nazywał „Zmierzch” – dostaniesz go 15 stycznia (…) Wiesz, że gdyby nie jeden ustęp w Twoim liście, to byłbym Ci rzeczywiście zawód robił, bo przecież z pustego w próżne nie naleje. (…) Ale nagle przed czterema dniami czytam Twój list: <<Zdaje się, że nowe źródła się w Tobie otworzyły>>. W jednej chwili stanęła mi przed oczami Jadwiga K. W tej sekundzie miałem postać Hanki Glińskiej, bohaterki <<Synów ziemi>> – Ciebie nie spotka zawód, a ja tworzę wielką rzecz. Bo rzeczywiście otworzyły się nowe źródła – ona je wreszcie otworzyła swą miłością i dobrocią, i tym, ze mnie kochać nauczyła”[10].

Przybyszewski opisał na stronach „Synów ziemi” całą swoją niechęć do żony i miłość do Jadwigi. Początkowo Dagny nie znała treści utworu, nieświadoma złego, żyła w nadziei, że złe czasy dla ich małżeństwa już dawno minęły. Ale z czasem nie tylko sama Dagny zrozumiała treść „Synów ziemi”, ale również cały literacki świat Warszawy, Krakowa, a nawet odległego Lwowa, wiedział, kto ukrywa się pod postaciami powieści Przybyszewskiego. Pojawiły się liczne głosy oburzenia, narastające do tego stopnia, iż zdecydowano o przerwaniu druku powieści na łamach „Chimery”. Swojego zgorszenia nie ukrywał nawet Ignacy Sewer-Maciejewski, który w jednym z listów do Tadeusza Micińskiego pisał:

„Przybyszewski w <<Chimerze>> drukuje powieść o pobycie swoim w Krakowie z Dagny. W powieści tej pisze, że Dagny zrobiła z jego domu <<dom publiczny>>, on to widział i na to pozwalał! (…) Jest to skończony nikczemnik, uwiódł tu we Lwowie biedną, nieszczęśliwą sierotę, obdarł ją z pieniędzy i pojechał do Warszawy do Zenona Przesmyckiego, i tam ma się znów połączyć z Dagny, i wspólnie operować młodzież. Jest to podlec, cynik i kryminalista, jakiego nie tak łatwo spotyka się w Europie … Kochany Tadku, mało się znasz na ludziach – ja go od razu odgadłem węchem przez skórę”[11].

Przybyszewski nadal romansował z Kasprowiczową. W środowisku artystycznym narastało coraz większe oburzenie i niechęć w stosunku do zachowania pisarza. Ujawniać zaczęła się również niewspółmierność pokładanych w Przybyszewskim artystycznych nadziei do rzeczywistości, zwłaszcza po ogłoszeniu manifestu artystycznego „Confiteor”. Wystąpienie programowe „genialnego Polaka” doprowadziło do skrystalizowania się opozycji. Ignacy Maciejowski, który wcześniej chlubił się tym, iż oddaje „Życie” w ręce „najwybitniejszego modernisty” zaczął krytykować niektóre stanowiska Przybyszewskiego. Nie podobało mu się to, że u redaktora bywają reprezentanci antysemicko – klerykalnego dziennika „Głos Narodu”, kierowanego do sfer drobnomieszczańskich. Natomiast drukowaną w „Życiu” „Synagogę szatan” Przybyszewskiego określił jako „wielkie głupstwa i niedorzeczności”, natomiast samego autora nazwał „zwykłym szują i najzwyczajniejszym szubrawcem, który wszystko z gotówkę sprzeda”[12].

2806 en_00915349_0016s1

Wkrótce miało nadejść jednak to, co stało się apogeum skandalu w życiu Stanisława Przybyszewskiego. W Warszawie pojawił się dawny znajomy pisarza, wielbiciel Dagny, zafascynowany wizjami „genialnego Polaka” dwudziestoparoletni student Władysław Emeryk, który zaproponował Przybyszewskim gościnę w rodzinnej posiadłości na Kaukazie. Tragicznym epilogiem owego zaproszenia było zamordowanie Norweżki w Tyfilisie 5 czerwca 1901 roku, przez podróżującego z nią studenta. Okoliczności tej tragedii zostały okryte, jak większość wydarzeń w życiu Przybyszewskiego skandaliczną legendą. Fakty związane z wyjazdem Dagny i małego Zenona w towarzystwie młodego studenta wskazują, iż były omówione przez małżonków. Jednak relacje związane z wyjazdem Dagny i  następującym po nim wydarzeniu mówią zupełnie coś innego. E. Kolińska w swojej książce opisuje to tak:

„Przybyszewski lokuje bagaże, chwyta synka w ramiona, obsypuje pocałunkami twarz Dagny. A potem, umykając spojrzeniem tłumaczy, że przyjedzie do nich za kilka dni (…) bowiem nagle zatrzymały go sprawy spektaklu <<Złotego runa>>, i że pojutrze sam musi odebrać duże pieniądze z wydawnictwa. Zaskoczenie było tak nagłe, że nie mogła wykrztusić żadnego pytania, żadnego okrzyku”.[13]

Inni z kolei relacjonują całe to wydarzenie nieco odmiennie. Boy na przykład pisze: „Mąż miał jechać razem, ale na razie nie mógł… z powodu interesów, które go zatrzymywały”.[14] Jak zauważa Makowiecki owo „nie mógł” wcale nie sugerowało, iż tą informację uzyskała Dagny dopiero na dworcu, tak jak to sugeruje Kolińska w swojej książce.

Jaka zatem jest prawda?

Nigdy do końca nie wyjaśniono tego zdarzenia. Faktem jest jednak, iż historia ta na zawsze zaciążyła na biografii Przybyszewskiego, nadając mu piętno skandalisty. Jeden fakt i różne, krążące wokół niego reinterpretacje, stworzyły kolejny element legendy o „der geniale Pole”.

Biografów Przybyszewskiego dręczyła także odpowiedź na pytanie, dlaczego młody student zabił Dagny a potem siebie?

Odpowiedzią na to pytanie jest znów legenda, niesprawdzalna, zrekonstruowana za pomocą plotki towarzyskiej, udokumentowanej jedynie w przekazie ustnym. Mówiono, iż „Dagny zaczęła kokietować jakiegoś oficera i zazdrosny Emeryk, który wywiózł Dagnę  z Warszawy, żeby odsunąć od niej wielbicieli, w gwałtownym poruszeniu zastrzelił ją”.[15] Inna z kolei  pogłoska mówiła o porozumieniu między Stanisławem Brzozowskim (poetą) a młodym studentem „mówiono o jakichś tajnych między nimi rozmowach, o wymienianych ślubach na tle nieszczęsnej miłości do jednej kobiety.[16] U Grzymały – Siedleckiego czytamy:

„Natomiast jeden z triumwiratu: Brzozowski – Żeleński – Emeryk, opowiada, że wszyscy zadurzeni w Dagnie i przedstawiani przez nią sobie nawzajem porozumieli się i postanowili ją usunąć jako osobę, która sprowadza na nich jedynie ciężkie chwile. Los padł na Emeryka”.[17]

Nie wiadomo tak do końca, która wersja jest ostateczną. Przytoczone tu przykłady ukazują jak element prawdziwości ograniczonej przepleciony z elementem fikcji prawdopodobnej tworzą przypuszczenia, do końca nie sprecyzowane, przekształcające się w krążącą wokół całej tej sprawy legendę. Przyczyna tajemniczego zabójstwa Dagny Juel uległa głębokiemu zafałszowaniu. Każdy z piszących o tym zdarzeniu, wypełnił własnymi domniemaniami miejsca puste, snując własne hipotezy na temat motywacji tragedii, tworząc tym samym niemożność pełnej weryfikacji całego zajścia.

Z biegiem czasu skandal wokół śmierci Dagny i romansu Przybyszewskiego ucichł. Po latach pisarz zawarł legalny związek z Jadwigą Kasprowiczową, z którą był już do samej śmierci. Jadwiga, żywiąca nienawiść do swojej poprzedniczki, cały czas kontrolowała życie Przybyszewskiego, nie tylko prywatne, ale i zawodowe. We wspomnieniach J. Hena czytamy:

„Przychodził czasem [Przybyszewski] do Stanisława Lama w redakcji Tygodnika Ilustrowanego na plotki, przeglądanie pism i książek. Lam nie mógł się otrząsnąć ze zdumienia. <<Kiedy miał lat pięćdziesiąt – pisze w swoich pamiętnikach (Życie wśród wielu)  był już starcem. Dobrotliwie patrzył na wszystko wypłowiałymi oczami, a jedyną troską jego była pełna manierka blaszana ordynarnej wódki, którą miał zawsze ze sobą …>>. Zdumiewało redaktora to, że ten piewca buntu, światoburczy kochanek, <<siedzi pod pantoflem rozhisteryzowanej, małej, zasuszonej, brzydkiej kobiety i drży przed jej spazmami, jest na każde zawołanie i chodzi za nią pokornie>>. Kiedyś, opowiada Lam, odsłonił przed nim <<rąbek tajemnicy>>: otóż rękopisy będzie przynosić Jadwiga, zapowiedziana przez telefon, >>przy którym ona stale zazdrośnie stoi>>. Lam ma jej od razu wypłacić honorarium. <<Ale odliczaj, robaczku, tak, aby nie więcej jak połowę dostała. A ja w godzinę najdalej po niej przyjdę sam odebrać resztę. I nie dziw się, robaczku, jeśli usłyszysz przez telefon o niej jako o moim aniele opiekuńczym, bo ona tego wymaga!>>”[19].

Pod wpływem despotycznych zachować drugiej żony zmianie uległ nie tylko charakter twórczości Przybyszewskiego, ale również sposób jego bycia ( mamy tu do czynienia z tym co A. Z. Makowiecki nazwał elementem ewolucji, w tym przypadku określanym jako „zaprzeczeniem ewolucji” – gwałtownym zwrocie w postępowaniu ). Od momentu ślubu z Jadwigą szkalował na stronach swoich dzieł pamięć Dagny, apoteozując nową małżonkę.

Czy zgodnie z własnymi przekonaniami i własną chęcią?

Jak mówi Helsztyński: „Wszelkie odprzysięganie się Przybyszewskiego od Dagny, zaprzeczenie jej wpływu na pięć wielkich rapsodów: „Totenmesse”, „Vigilien”, „De profundis”, „Androgyne”, „Am Meer” – jest krzywdą wyrządzoną dobrej sławie i pamięci Dagny. W roku 1917 Przybyszewski ryczałtowo odwołał te oszczerstwa rzucane przez siebie na Dagny, mając na myśli potomnych. Uczynił to na egzemplarzu powieści „Krzyk”, gdzie w przedmowie, napisanej widocznie pod naciskiem żony Jadwigi, po raz nie wiadomo który wywrócił na ręby istotną prawdę swego życia, wykreślając z niego Dagny. W obecności przyjaciela, Jakuba Geszwinda, poprzekreślał pochwały wydrukowane pod adresem Jadwigi i ujemne uwagi dotyczące Dagny, zaopatrując je lapidarnymi wykrzyknikami: Falschspieler [20], by odrobinę spokoju zdobyć! Biedny <<Falschspieler>>, by jedną sekundę spokoju sobie w krwawym trudzie wywalczyć. Czasem kłamstwo – najwyższą cnotą, by się ratować”.[21]

Patrząc na życie Przybyszewskiego z boku dziwić może zachowanie jego bliskich. Dlaczego Marta Foerder nie zostawiła go, nie uciekała przed jego złudnymi obietnicami, które nie przynosiły jej nic prócz głodu i cierpienia? Dlaczego Dagny Juel odrzucała swoich adoratorów i perspektywę wygodnego życia u ich boku, dla biedy i niepewnych dni, które miały z czasem nadejść? Dlaczego Jadwiga Kasprowiczowi nie czuła, że jest oszukiwana i zdradzana? Czy wszystkie te kobiety były naiwne i głupie? A może dobrze wiedziały, co je czeka, biernie zgadzając się na swoje nieszczęście i cierpienia. Wpadły w sidła charyzmatycznego „smutnego Szatana”, który im spoglądał w oczy, mówił tajemniczym, dźwięcznym, przyciszonym głosem czułe słówka. Uwodził je, rozkochiwał w sobie, obiecywał dozgonną miłość a potem zdradzał i pozostawiał.

Była zatem Marta Foerder. Była Dagny Juel i był „łańcuch samobójstw”. Czy ktoś mógłby powiedzieć, że to Przybyszewski, „smutny Szatan”, włożył w ręce Marty flakonik z trucizną, pozbywając się jej, albo czy strzałem z ręki Władysława Emeryka wyeliminował z gry „niepotrzebną” już Dagny, pozwalając jej umrzeć, unikając tym samym kłopotów z rozwodem aby bezproblemowo złączyć się z Kasprowiczową?

Wydawać by się mogło, iż Przybyszewski robił to, co było mu wygodne, co dawało mu pewność, że świadomie szerzył ową infekcję psychiczną powodującą lawinę samobójstw. Ale nie można Stanisława Przybyszewskiego jednoznacznie osądzić, jakoby wykorzystywał niewieście serca, był kłamcą i bluźniercą.  Owszem, zabił, nie dobywając „ostrego narzędzia” Martę Foerder. Przez kłamstwa i niespełnione obietnice. Przez odejście. Był na drodze do zabicia Dagny. Ale czy takie działania są wystarczające do tego, aby nadać Przybyszewskiemu na zawsze miano „skandalisty i zbrodniarza”?.

Pytanie dość trudne, ale jeszcze trudniejsze jest odnalezienie odpowiedzi na nie. Bo jak odróżnić prawdę o Przybyszewskim od zakłamania, jak wyrobić sobie własne zdania na temat poety, jeśli nawet badacze twórczości Przybyszewskiego, pisząc o nim, o jego życiu, twórczości dodają coś od siebie, własną interpretację, przeistaczając dość często rzeczywistość. Za przykład niech posłuży M. Kuncewiczowa, która w swojej pracy nad i o Przybyszewskim sama przyznaje się do tego, iż:

„Dowolność rzeczywiście posunęłam daleko; teksty, które rozważam, zlewają się z moją interpretacją, cytaty i tłumaczenia nie są dosłowne. Po prostu: ot tak, a nie inaczej, w latach siedemdziesiątych XX wieku odbieram młodego Przybyszewskiego – jego poezję, prozę i jego życie”[22]. W takim stanowisku Kuncewiczowa nie była odosobniona, również kinematografia, czy literatura obfitowały w reinterpretacje postaw i zachowań autora „Totenmesse”.

Alkoholik, kobieciarz, cygan – tak dziś kojarzony jest pisarz.

[Katarzyna Więcławska „Przybysz. Skandalista]

Zapraszam do innych wpisów o kobietach Przybyszewskiego:

Dagny Juel Przybyszewska … – Stachu i jego kobiety. Part II.

[1] Cyt. za. E. Kossak, „Dagny Przybyszewska. Zbłąkana gwiazda”, op. cit., s. 243-244.
[2]  S. Wyrzykowski, „Ver sacrum. Poemat mojej młodości”, s. 87. Zbiory rękopiśmienne Biblioteki Narodowej w Warszawie, sygn. III 10478, niepublikowane. Cyt za. Aleksandra Sawicka, „Skandalista Przybyszewski – życiowe i literackie faux-pas młodopolskiego Archicygana”, s. 187. w: Napis, Seria X 2004, „Formy i normy stosowności”, s. 187.
[3] T. Boy Żeleński, „Ludzie żywi”, w: idem, Pisma, Warszawa 1956, t. 3, s. 93.
[4] Upadek ten spowodowany był częstymi konfiskatami cenzury oraz bankructwem finansowym, pismo szokowało krakowskich filistrów bełkotem półanalfabetów. Próba zerwania z tradycją romantyczno – pozytywistyczną zakończyła się plonem w postaci tekstów zwykłych prostaków nie posiadających ambicji literackich.
[5] A. Chołoniewski, „Rewolucja literacka”, „Dziennik Polski” 1898, nr 329.
[6] L. Krzywicki, ”Stanisław Przybyszewski”, op. cit., t. 2, s. 447.
[7] S. Przybyszewski, „Listy”, op. cit., t. 1, s. 243.
[8] E. Kossak, „Dagny Przybyszewska. Zbłąkana gwiazda”, op. cit., s. 302.
[9] S. Przybyszewski, „Listy”, op. cit., s.248-249.
[10] „Inedita listów Stanisława Przybyszewskiego”, w: S. Helsztyński, „Meteory Młodej Polski”, Kraków 1968, s. 258.
[11] „Listy Ignacego Sewera Maciejewskiego do Tadeusza Micińskiego”, opracował S. Pigoń, „Archiwum Literackie”t. 2: „Miscellanea Literackie 1864-1910”, Wrocław 1957, s. 314-315.
[12] „Miscellanea literackie 1864-1910”, Wrocław 1957, s. 309.
[13] K. Kolińska, „Stachu, jego kobiety, jego dzieci”, op. cit., s. 211.
[14] Cyt za A. Z. Makowiecki, „Trzy legendy literackie. Przybyszewski, Witkacy, Gałczyński”, op. cit., s. 69.
[15] L. Krzywicki, „Stanisław Przybyszewski”, op. cit, t. 2, s. 447-448.
[16] Tamże, s.447.
[17] A. Grzymała – Siedlecki, „Rozmowy z samym sobą”, Warszawa 1972, s. 174.
[18] E. Kossak, „Dagny Przybyszewska. Zbłąkana gwiazda”, op. cit., s. 370 – 371.
[19] J. Hen, „Tadeusz, Stachu i Dagny”, „Gazeta Wyborcza” 1998; ttp://niniwa2.cba.pl/boy_tadeusz_stachu_i_dagny.htm
[20] Falschspieler (niem) – szuler.
[21] S. Helsztyński, „Przybyszewski. Opowieść biograficzna”, op. cit., s. 400.
[22] M. Kuncewiczowa, „Fantasia alla polacca”, Warszawa 1979, s. 130.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *