*** Król Żab… Tryptyk Gościnny

Follow my blog with Bloglovin
W wyschniętej po ropie czarnej sadzawce umierał w ciszy ostatni Król Żab.
Bez honorów, salw armatnich, skrzeku poddanych czy łodzi podpalanych strzałą z łuku.
Jedynie żuraw stalowy posępnie patrzył z daleka, zatopiony w betonie,
przekrzywiony podmuchem niewidocznych cząsteczek stworzonych przez dwunogie cienie.
Nie wiedział Król Żab, bo i wiedzieć nie mógł dlaczego jest tym bardziej dlaczego jest ostatni.
Czemu kraina jezior, bagien i traw zielonych nagle niespodziewanie wyschła,
a wiatr nie przynosi już przyjemnej ochłody, tylko śnieg, który śniegiem nie jest.
Dlaczego białe trójkąty zniknęły i nie sunął już po taflach jego królestwa.
Zamyślił się na chwilę, odwlekając siłą woli to co nieuniknione, ale zrozumieć nie mógł.
Wszystkie jego myśli powędrowały do córki najmłodszej, której żal mu było najbardziej.
Ostatni oddech przysunął myśl: czy wyschęnite źródło nakarmi kwiat jakimś sposobem?
Czy może lepiej, żeby kwiat bezwonny odszedł?

 

[Autor Tryptyku, Hiacynt, maj 2016]

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *