Kulawy talent z Moulin Rouge … – twórca nowoczesnego plakatu Henri Toulouse Lautrec.

Follow my blog with Bloglovin

Od mojego pobytu w Paryżu minęło prawie pół roku a sercem i duszą nadal na paryskim Montmartre. W snach przechadzam się po paryskim bruku, słucham Clair de Lune w mieszkanku przy Avenue Edgar Faure z widokiem na wieżę Eiffla, popołudniami odwiedzam Rodina, zatapiam się w Montmartre, popijam kawę w zacisznej knajpie przy Boulevard de La Tour-Maubourg. Są takie chwile i takie radości, które mimo upływu czasu pozostają wyryte w pamięci niezniszczalnej wzbogacając każdy sen ułamkiem rzeczywistości.
Sen srebrny … Salomei!

lautrec_banner
Z wielkimi artystami zazwyczaj bywa tak, że znamy niektóre ich dzieła, zwłaszcza te najbardziej „chodliwe” i może kilka faktów z ich życia prywatnego, najczęściej tych kontrowersyjnych i tu kończy się nasza „bajka” o nich. Smutne, a jednak prawdziwe. Sama nie jestem Wikipedią, a szkoda (sic!) .

„Każda brzydota ma jakąś piękną stronę, fascynujące jest odkrywanie piękna tam, gdzie nikt go nie dostrzega” powiadał człowiek, o którym dziś ten wpis. Przez całe swe życie szukał inspiracji, tam gdzie – jemu ówczesny świat nie tylko artystyczny, ale świat w ogóle – inspiracji szukać nie pozwalał – na ulicy, w rynsztokach, wśród biedoty, świata nierządu, burdelach. Niektórzy z nas bardzo łatwo odnajdują brzydotę w pięknie, dlatego znaleźć dla nich w brzydocie piękno jest tak bardzo trudno … Oto historia małego, wielkiego człowieka. Kulawego talentu, ukrytego pod płaszczem „zewnętrznej brzydoty” WEWNĘTRZNEGO PIĘKNA, które dla wielu niezauważalne – najistotniejsze jest! Oto historia hrabiego Henriego de Toulouse-Lautrec. Francuskiego malarza i grafika, przedstawiciela postimpresjonizmu, twórcy wielu wspaniałych obrazów i litografii, na których uwiecznił życie bohemy XIX – wiecznego Paryża. Historia człowieka, który mimo braku w niego wiary najbliższych mu osób, osób go otaczających postanowił iść własną drogą, niewątpliwie kontrowersyjną i trudną, aby uzyskać wewnętrzne spełnienie i radość z życia, jakąkolwiek radością by ona nie była …

Jakże cudownie byłoby skorzystać z wehikułu czasu wybudowanego przez dra. Emmetta Brown i wraz z jego przyjacielem Marty McFly przenieść się do czasu bella epoque, doświadczyć jego aury, uścisnąć dłoń człowiekowi i jego historii.
Zadymione knajpy, zapach absyntu, unoszące się nad głowami opary opium. Sztuka wyrywająca się z panujących od wieków konwenansów. Niespokojna dusza ukryta pod płaszczem harmonii i spokoju. Jest coś niepokojącego we mnie … czasami można się całkowicie zatopić w marzeniach 😉

Henri Marie Raymound de Toulouse-Lautrec-Montfa, znany jako Henri Lautrec, bądź po prostu Lautrec urodził się w 1864 roku w Albi na południu Francji. Jego matka, Adele, miała wówczas 23 lata. Jej mężem był jej cioteczny brat Alphonse, hrabia de Toulouse-Lautrec. Fakt nadania młodemu Henriemu tylu imion świadczył o świetności jego rodowodu. Arystokratyczne pochodzenie niosło za sobą ogromny prestiż, ale także ryzyko, które niósł za sobą fakt małżeństwa pomiędzy osobami sobie tak bliskimi – mimo, iż w ówczesnych czasach często praktykowany. Z punktu widzenia potężnych rodów zwyczaj ten zapobiegał „rozdrabnianiu” majątku. I mimo, iż zwiększał prawdopodobieństwo pojawienia się chorób genetycznych u potomstwa, zachowanie całego dziedzictwa w rodzinie było priorytetem. Młody Henri co prawda urodził się zdrowym dzieckiem i nic nie zapowiadało jego kalectwa. Jednakże bardzo często zmagał się z różnymi chorobami mniejszymi czy większymi, ogólnie był bardzo wątłym dzieckiem. Ogromnym ciosem dla rodziny oprócz chorób Henriego była śmierć jego brata. Na domiar złego, Henri jako nastolatek złamał sobie obie kości udowe, które najprawdopodobniej na skutek wad genetycznych nie zrosły się prawidłowo, a nogi chłopaka przestały rosnąć. Państwo Lautrec całkowicie odsunęli się od siebie. Henri wychowywał się właściwie bez ojca, dla którego ułomny syn stał się przysłowiową kulą u nogi.

lautrec-and-poster
W rzeczywistości dorosły mężczyzna mierzył niewiele ponad półtora metra wzrostu. Do przemieszczania się używał haczykowato zakończonej laski, którą żartobliwie nazywał „haczykiem do butów”. Nazywano go karłem, odmieńcem, wytykano palcem, wyszydzano, sponiewierano nie raz i nie drugi. Skopano jego dzieciństwo, zszargano jego młodość. Wydarzenia te odcisnęły ogromne piętno na życiu Lautreca. Największy błąd nie tylko dzisiejszego świat. Dać życie, dać nadzieję, a potem najcudowniejsze słowo „kocham Cię” ubrać w brzydotę kłamstwa i bezduszności. Życie Lautreca to niewątpliwie nieustanna walka miłości i nienawiści, przyjaźni i obojętności, radości i smutku, dobra i zła, piękna i brzydoty.

Czy w innych okolicznościach spadkobierca tak ogromnego majątku, hrabia, Pan na włościach poświęciłby swoje życie sztuce i to tak kontrowersyjnej dla ówczesnego środowiska artystycznego?

Są takie książki, które wręcz połyka się jednym tchem … – i nie zawsze to są kryminały i tym podobne, których ostatnio na rynku, jak grzybów po deszczu. Nie zawsze są to thrillery bądź książki sensacyjne, pełne nieoczekiwanych zwrotów akcji, romansów, czy też teorii spiskowych. Magia książki jest niewyobrażalna, bywa, iż spokojna lektura o powoli płynącej narracji porusza nas bardziej niż Agent 007. Są takie książki, o których nie można nie wspomnieć pisząc o Lautrecu. Tę lukę wypełnia około 600 stronicowa biografia o Lautrecu – Julii Frey – rewelacyjna książką, która mimo swej objętości nie nuży ani przez chwilę. Frey stworzyła dzieło godne najwyższego uznania. Druga pozycja to „Moulin Rouge” – Pierre La Murre. Obydwie bardzo warto przeczytać zachęcam !

Każdy pragnie mieć przy swoim boku kogoś i Lautrec zapewne w tym pragnieniu odosobniony nie był.  W poczuciu ułomności, brzydoty fizycznej, niedowartościowany, odkrył najciemniejsze strony nocnego Paryża, zwłaszcza Montmartre’u i Moulin Rouge, m.in. środowisko kabaretów oraz domów publicznych i stał się ich najwierniejszym kronikarzem. Czerwony Młyn traktował go jak domownika. Targany wewnętrznym światem uczuć, bagażem rodowodu, obojętnością ojcowską, nie potrafił zbuntować się przeciwko najbliższym, aby im prosto w twarz wykrzyczeć, jak bardzo go ranią … i odszedł. Odszedł w świat, który na swój sposób go doceniał.
Człowiek bardzo często przytłoczony światem, jego planem na życie człowieka, pozbawiony siły ku działaniu, zamiast walczyć wbrew wszelkim konsekwencjom, wbrew wszelkim obawom, o to, co powiedzą inni, zamyka się w sobie, zamyka się we własnym wnętrzu, zatrzaskując za sobą wszelkie drzwi ratunku. Tak też uczynił Lautrec. Niszczył go nałóg pijaństwa, w którym upatrywał iluzjonistycznego ukojenia. Sam nazywał siebie moralnym samobójcą. Szokował ekstrawaganckim ubiorem oraz zachowaniem. Mieszkał w publicznych domach, zadawał się z prostytutkami, w poszukiwaniu miłości zaraził się kiłą, zmarł w wieku 36 lat, na skutek powikłań związanych z alkoholizmem i syfilizmem. Na pierwszy rzut oka wydawał się nie interesować tym, co myślą o nim inni. Tryb życia artysty budził skrajne emocje mieszkańców ówczesnego Paryża. On jednak – wydawało się – nie martwił się tym.

Jednak, czy opinia hedonisty w oparach absurdu jest jak najbardziej adekwatna do tego co Henri czuł w swoim wnętrzu? Co na zewnątrz chciało wykrzyczeć jego serce i jego dusza?

Życiowo przygnębiony, odsunięty od rodzinnego ciepła, sponiewierany przez najbliższych, wyśmiewany, wyszydzany, odrobinę ciepła, którego oczekuje od drugiego człowieka każdy z nas, pozyskiwał w domach publicznych. Nie jestem w stanie ocenić Henriego przez ten pryzmat, nie jestem w stanie skrytykować. Niewątpliwie ogromny ból musiał przeszywać jego serce, skoro „zszedł do rynsztoku”.

Jedno jest prawdą niezaprzeczalną, był Lautrec artystą o niewątpliwie ogromny talencie. Talencie niepowtarzalnego efektu za pomocą fenomenalnych środków. W sztuce robienia afiszów odkrył Henri dla siebie możliwości, których nie podejrzewał. Monumentalność i dekoracyjność przemawiają do odbiorcy wprost i z mocą ! Bohaterem jego dzieł jest człowiek malowany z pasją, pośpiesznie i szkicowo, wraz z ukazaniem najistotniejszych jego cech wewnętrznych. Niemożliwe – a jednak!

Moulin_rouge

Lautrec dążył do tego, aby jak najdokładniej uchwycić ruch, nie tylko ten zewnętrzny. W swoich plakatach, afiszach, płótnach, rysunkach tworzył świat szczególny, nietuzinkowy: świat tańca, śpiewu, kabaretu, alkoholików, prostytutek, słynnych aktorek. Bywało, iż swoje postaci ujmował nieco karykaturalnie, zdarzało się, że były zdeformowane, wynaturzone, przerysowane. Wszystko to miało swój określony cel! u Lautreca nic nie działo się bez przyczyny. Z jego obrazów emanuje bukiet wielobarwnych emocji: od goryczy, żalu, cierpienia, po hedonizm, radość, czy dystans malarza do przedstawianej rzeczywistości. Bezdyskusyjnie talent, wrodzony talent ! Samouk, który posługiwał się plamą i linią – głównymi środkami artystycznymi po które sięgał van Gogh czy Gaugin. Wszystko to czynił w sposób niezwykle wymowny i sugestywny. Geniusz o indywidualnym stylu!
Henri używał mocny nasyconych tonów. Ten „malarz – reportażysta” żył swoimi dziełami. W wielu swoich projektach uwidacznia własne wewnętrzne rozterki, samotność, pragnienie bycia kochanym, może nie bezpośrednio, a jednak. Jednym z pierwszych plakatów artysty był plakat „Moulin Rouge: La Goulue”. Praca ta powstała w 1891 roku w technice litografii barwnej. Plakat miał być swego rodzaju reklamą dla nowo powstałego Moulin Rouge, miał go rozsławić i natychmiast stał się niewątpliwie największym sukcesem Lautreca. I mimo sensacji jaką wzbudził w Paryżu z powodu widocznych na nim nóg i bielizny tancerek, stał się bardzo szybko najbardziej rozpoznawalnym afiszem francuskiej stolicy. Warto przypomnieć, że taki plakat w XIX wieku przekraczał wszelkie normy przyzwoitości, był skandaliczny, bulwersował ! 🙂 I wystarczyło niewiele ponad 100 lat, i tyle zmian … ach!


W Moulin Rouge łatwo można było znaleźć płatną miłość, której szukało wielu gości. Renoma kabaretu na pewno nie była wyłącznie skutkiem odbywających się tam przedstawień. Do rozsławienia lokalu przyczynił się najbardziej sam Lautrec i jego plakaty reklamujące kolejne przedstawienia i ich gwiazdy. Henri był świadomy tego, iż pod blichtrem kryje się świat prostytucji i wyzysku, upadku moralnego i nędzy ludzkiej. W końcu był Henri członkiem „tej rodziny”.

Nigdy nie przestawał malować. Był świetnym karykaturzystą. Jednym pociągnięciem był w stanie oddać ekspresję ciała, ruch, charakterystyczny szczegół. Używał przy tym wielu technik i narzędzi – ołówka, atramentu, pasteli, węgla. Artysta wybierał przede wszystkim postaci, które bardzo dobrze znał, które go inspirowały i interesowały. To prawda, że wiele jego dzieł pokazuje paryskie prostytutki, ale malował również innych artystów, pisarzy czy też zwyczajne twarze z Montmartre. Paryskie prostytutki uważał jednak za modelki idealne, obdarzone niepowtarzalną spontanicznością, charyzmą w sposobie poruszania się, być może i wyćwiczoną, ale charyzmą. Często były nagie bądź półnagie, takie jak je na co dzień widywał. Nie moralizował ich, próbował odnaleźć w nich magię. Można w sumie rzec, iż był to swego rodzaju fetysz. Ot, taki właśnie był Henri de Toulouse – Lautrec!

taniec_w_moulin_rougelautreclautrec moulin

Artysta pozostawił po sobie gigantyczną spuściznę. Tysiące plakatów, rysunków, mnóstwo akwareli, a także witraże czy projekty scenografii. Jest to niebywała ilość jak na artystę czynnego zawodowo z niespełna dwudziestoletnim stażem. Do najsłynniejszy jego dzieł należy zaliczyć: „Kobieta zakładająca rajstopy”, „Taniec w Moulin Rouge”, „Leżąca naga kobieta”, „Jane Avrii”, „Ambassadeurs. Aristide Bruant”.

[Katarzyna Więcławska]

11009934_10152727547973671_3189588849335361349_n 11024716_10152724477783671_4904791089834995801_n

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *