Mam tak samo jak Ty … – Suzina 6, Teatr TrzyRzecze

Follow my blog with Bloglovin

Suzina 6. Warszawski Żoliborz. Zapewne wielu z Was kojarzy się z kinem „Tęcza”. Parę metrów dalej Kalinowe Serce – miejsce, które stało się literackim salonem Warszawy. Kto był, ten wie. Kto jeszcze nie był – zachęcam.

Suzina 6. Przed wojną działał tu teatr prowadzony przez Irenę Solską, znaną aktorkę. Niestety, teatr zbankrutował w krótkim czasie i na jego miejscu powstało kino „Świt”. Artystyczną działalność kina przerwało Powstanie Warszawskie. Pierwsze strzały padły tu w 1944 roku. Przez niemal całe Powstanie w budynku mieścił się powstańczy skład broni. Upamiętnia to tablica na ścianie budynku umiejscowiona tuż obok wejścia do „Kotłowni”. Po wojnie artyści wrócili na Suzina, tworząc ponownie kino, zmieniając tylko nazwę na „Tęcza”. Z czasem jednak i „Tęcza” przestała działać.

Życie do opuszczonego budynku wróciło w 1989 r., gdy znalazła tu swoją siedzibę Akademia Ruchu – awangardowa grupa performatywna. Jej szef, Wojciech Krukowski stworzył w Tęczy interdyscyplinarne centrum artystyczne, którego model rozwijał potem na stanowisku dyrektora Centrum Sztuki Współczesnej w Warszawie.

Działalność Akademii Ruchu skończyła się w Tęczy w 1997 roku i od tamtej pory budynek przechodził z rąk do rąk kolejnych najemców, jednak żaden nie zagrzał tu na dłużej miejsca. W 2011 r. postanowiono w miejscu kina postawić apartamentowiec, jednak pomysły te spotkały się ze sprzeciwem mieszkańców. Jeszcze jesienią 2014r. lokalni społecznicy zorganizowali akcję „Odpalmy Tęczę”, w którą zaangażowali się min. Artur Żmijewski i Paweł Althamer, wówczas włączono zabytkowy neon Kino Tęcza po raz ostatni. W budynku dawnego kina od kwietnia 2015 roku działa Teatr „TrzyRzecze”.

Zniszczone wnętrze, upstrzona graffiti elewacja, powyrywane przez złomiarzy rury centralnego ogrzewania – w takim był budynek stanie, gdy weszliśmy do środka na początku 2015r. – czytamy na stronie Teatru „TrzyRzecze”. Smutne, a jednak prawdziwe.

Suzina 6 to miejsce z artystycznymi tradycjami. Cieszę się, że są wśród nas ludzie, którzy wierzą w miejsca, w których na każdym kroku czuć ducha przeszłości, teraźniejszości i przyszłości. Trzymam za nich kciuki, bo to, co próbują budować – jest po prostu piękne. Takich miejsc brakuje na mapie Warszawy…

Jeśli masz tak samo jak ja, zapraszam Cię do Teatru „TrzyRzecze”, bo to Teatr, który swoją prostotą i niewinnością przekazuje wiele szlachetności, wdzięku i artystycznego uroku. Wystarczy się wsłuchać.

27 maja w Teatrze „TrzyRzecze” miała miejsce premiera spektaklu ”Mam tak samo, jak Ty” w reżyserii Konrada Dulkowskiego. Spektakl sięga po tematy tabu, będące dla wielu mityczną „puszką Pandory”, z którą jedni sobie radzą, a drudzy nie. I ja tam byłam. Rozmiłowałam się w przekazie sztuki. Odkryłam w sobie dotąd niespotykaną wręcz wrażliwość na dźwięk i barwę głosu występujących w spektaklu aktorów. Muzyka – grana na żywo – dotknęła bezpośrednio mego serca. Znalazłam w niej absolutnie coś pięknego, nieopisywalnego, niewyrażalnego werbalnie, co porusza najdelikatniejsze i najczulsze struny duszy. Momentami spokojna, kojąca, momentami potrząsająca do bólu, niemy krzyk w emocje zamieniając.

„Mam tak samo jak ty miasto moje a w nim
Stół mały, w kuchni.
Poza tym trzy pokoje, cztery lokatorki
wszystkie w stadium larwalnym
gotowe zmienić się w ćmy, ważki, muszki owocówki
ale każda marzy, że to właśnie ona zostanie motylem”

„Mam tak samo jak Ty” – to sztuka o mnie i o Tobie, o was, o nich. To przez­wy­ciężanie wszys­tkiego, co niedołężne, ułom­ne i niedoj­rzałe, poszu­kiwa­nie co­raz to dos­ko­nal­szej for­my, co­raz to pełniej­sze­go wyrazu. Każdy odnajdzie coś dla siebie, „odgrzebie” podczas podróży w głąb siebie.

Na stronie teatru „TrzyRzecze” czytamy:
„To o mnie i o tobie. Uchodźcach z Radomia, Suwałk, Rzeszowa, miejsc nieistotnych, pogardzanych i wyśmiewanych. To o nas.
W mieście jak ocean, w wynajętych klitkach, w Mordorze i na Zbawiksie. Współcześni budowniczy piramid.
Cztery dziewczyny, trzy pokoje wynajętego mieszkania.
Studiujemy, chwytamy się doraźnych zajęć, wchodzimy w przelotne związki. Z wiarą, że to tylko na chwilę, a potem wyśni się upragniony „warszawski sen”.
W tym mieście to grzech być przeciętnym”.

Głębi spektaklu nie da się przekazać w tych kilku słowach. Dość odważne momentami sceny, mogące zgorszyć co poniektórych, uderzają bowiem jak dzwon Zygmunta w samo serce. Trudy życia bywają kręte. Bardzo łatwo na drobne się rozmienić, zwłaszcza w czasach, kiedy presja otoczenia jest ogromna. Mam ochotę opisać Wam krok po kroku podróż, w którą zabrała mnie Beata Kacprzyk, ale powstrzymam się, abyście sami, z wolną głową, własnym spojrzeniem mogli doświadczyć tego fenomenalnego zjawiska, jakim jest sztuka „Mam tak samo jak Ty”.

Opowiem Wam jednak historię „o Szlachetności”, o ludziach, którzy są wśród nas, których nazywam „lekarzami artystycznej duszy”. Na scenie „Mam tak samo jak Ty” występuje trzech aktorów, trio (nie umniejszam tu roli zespołu, który gra na żywo, to bezdyskusyjnie niezastąpiony element spektaklu: bas, gitara, perkusja). To trio kojarzy mi się – może tylko mi – z powrotem do korzeni, z pewnego rodzaju zamknięciem głównego bohatera. Może to zamysł świadomy reżysera, a może nieświadomy. Może tak miało być. Elementem nietuzinkowym i bardzo wymownym owego trio jest Beata Kacprzyk

– wokalistka legendarnego zespołu „DeSu”. Przeglądam tu i ówdzie portale plotkarskie, muzyczne etc. aby cofnąć się do lat 90-tych i dochodzę do wniosku, jak wiele nam umyka. Wielu rozpisuje się  o niepowetowanej stracie, o smutku związanym z zakończeniem muzycznej działalności zespołu „DeSu”. Też czuję smutek, ale czas żałoby dawno minął. Życie jest niewyobrażalnym cudem, cudem, który przekazany w dobre ręce potrafi krzewić dobro.
Minęło prawie 20 lat od momentu, kiedy zespół „DeSu” przestał funkcjonować w składzie Małgorzata Pruszyńska, Daria Druzgała i Beata Kacprzyk. I tu pstryk w nos dla nas wszystkich, którzy nie dostrzegli piękna działalności artystycznej Beaty, „po DeSu”.

Dlaczego zatrzymaliśmy się w odległej przeszłości nie patrząc ile piękna i szlachetności wnosi teraźniejszość?

Poznałam Beatę dwa dni temu. Nie było mi dane poznać jej bliżej, ale te 90 minut na scenie wystarczyło, aby zgłębić człowieka, aby poczuć szlachetność tego, co robi i w co wierzy. Szlachetność działania, które ma wydźwięk. Bohaterem sztuki jest każdy z nas. Spektakl jest dla wielu grup wiekowych, od 18 – latków po 70 latków. To spojrzenie wstecz. Dla wielu będzie sentymentem, dla innych przestrogą, dla każdego szczypta wartości. Ja czerpałam garściami – szczypta mi nie wystarczyła. Obudziłam się w nowym świecie,  który chciałabym tworzyć i wspierać.

Aby odkryć piękno ukryte między słowami spektaklu należy najpierw odbyć krótką podróż w głąb siebie. Potem spojrzeć na rodzinę, bliskich, Przyjaciół, na swoje życie i życie innych.

Muszę też przyznać, że tematy poruszane podczas spektaklu wcale mnie nie zgorszyły. Jestem wdzięczna, że mówi się o tym, jak jest. Koniec z wytykaniem palcami „inności” czy „nagannego zachowania”, kiedy co drugi z nas to robi, tudzież robił.  Dziękuję za to reżyserowi sztuki, jak i aktorom, że mieli odwagę pokazać mową swojego ciało wszystko tak jak jest, bez retuszu i upiększeń, nawet, jeśli przez moment widz czuł obruszenie albo drastyczne wbijanie w fotel.  Mam tak samo jak Ty, wy, czy oni. Sztuka Dulkowskiego to kawał serca, to przestroga, to obraz, przekazany po to, aby każdy z nas mógł wybrać tę Drogę, która mu najbliższa. Sztuka Dulkowskiego to prezent w postaci wielu cennych Drogowskazów zarówno intelektualnych, jak i moralnych i za to zarówno reżyserowi spektaklu, jak i aktorom z wdzięcznością dziękuję.

A Was zapraszam na sztukę już 18 czerwca, w Teatrze „TrzyRzecze” – naprawdę warto.

„Aby zdobyć wielkość, człowiek musi tworzyć, a nie odtwarzać.”

Katarzyna Więcławska

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *