Marta Foerder …. kobiety a Stanisław Przybyszewski! Part I.

Follow my blog with Bloglovin

Marta Foerder na stałe zawitała w życiu Stanisława Przybyszewskiego 8 maja 1891 roku. Pojawiła się nagle z życzeniami imieninowymi w progu berlińskiego mieszkania pisarza, przyszła i została – na parę lat. W Berlinie mieszkała od niedawna, przeprowadziła się tu po śmierci ojca z rodzinnego Wągrowca wraz z matką i siostrą. Dla Przybyszewskiego była na początku przedmiotem dumy, określanym mianem własności, i to napawało go radością. Z czasem jednak stała się kulą u nogi, początkiem jego a przede wszystkim jej życiowej katastrofy, fatum zakończonym samobójczą śmiercią Marty dnia 9 czerwca 1896 roku. Na początku młodzi kochankowie zamieszkali razem, ich położenie materialne było rozpaczliwe. Przybyszewskiemu cofnięto stypendium, czasem tylko coś dostali od ojca Stacha. Materialne położenie pisarza było tak złe, iż starał się korespondencyjnie wyżebrać wsparcie u proboszcza rodzinnego Wągrowca. Niestety bezskutecznie.

Po  dziewięciu miesiącach od pamiętnego majowego popołudnia przyszło na świat pierwsze, nieślubne dziecko „państwa Przybyszewskich”. Chłopiec otrzymał imię Bolesław, jednak na nazwisko ojca musiał czekać latami. Przybyszewski nie kochał Marty, była dla niego raczej „wypełnieniem” tej bezgranicznej pustki, która otaczała go od jakiegoś czasu. Nie miał nikogo bliskiego, nikogo, kto przynależałby tylko i wyłącznie do niego. Marta dawała mu to poczucie przynależności, wypełniała pustkę i pozwalała na chwilę zapomnieć o narastających wokół problemach i kłopotach, nie tylko finansowych. Sam pisarz, po latach w swoich wspomnieniach tak opisywał narodziny ich pierwszego dziecka:

„Boleś spłodzony fizjologicznie i nie z miłości, bom Marty na chwilę nie kochał, tylko litość – litość – litość. […] Ona za mną szalała, a ja, prosty łotr, widząc to, dla eksperymentu ją wziąłem. […] Przyszedłeś Boleś na świat, spłodzony po pijanemu”.[1] Przybyszewski swój związek z Martą Foerder oraz istnienie chłopca ukrywał skrzętnie. Do swojego potomka nie przyznał się nawet podczas kilkudniowego pobytu w rodzinnym Łojewie w którym nadal uznawany był za „kawalera do wzięcia”. Przybyszewskiemu ten stan rzeczy odpowiadał, zawiązał nawet w tym czasie zażyłą przyjaźń z Bogumiłą Łukomską, nauczycielką spod Wągrowca. „Panna wywarła na Stanisławie piorunujące wrażenie. Przelał je natychmiast na papier, zapisując w czasie kilku dni wiele kartek. Nowo poznane zjawisko tak bez reszty wypełniło teraz świadomość syna pani Doroty, że ni pozostało już ani odrobiny miejsca, gdzie mogłaby kołatać myśl o pozostawionej w Berlinie Marcie i nowo narodzonym dziecięciu”.[2]

Przed wyjazdem do Łojewa objął Przybyszewski stanowisko redaktora naczelnego „Gazety Robotniczej” o czym wspominałam w poprzednim wpisie. Z pensją 120 marek miesięcznie kłopoty materialne Stacha zniknęły na ponad rok. Mógł wreszcie wyprowadzić się z ciasnego pokoiku na Lindowerstrasse 16, przenosząc się do większego mieszkania na Woehlerstrasse 14, zamieszkiwanego przez brata Przybyszewskiego, Antoniego i jego żonę Mariannę. Z tego też okresu pochodzi jedyny oficjalny dokument, w którym Stachu określił Martę, jako towarzyszkę swojego życia, pisząc na kartce imieninowej dla bratowej życzenia następującej treści: „Kochanej bratowej w dniu jej imienin składają swe najserdeczniejsze życzenia Stachu i Marta, i Boleś Przybyszewscy”.[3]

Tak naprawdę nie wiadomo jakim uczuciem darzył Przybyszewski Martę. Miłości? Litości? A może przywiązania? Na temat Marty wypowiadał się rzadko, była jego „słodką tajemnicą”, ukrywaną przed światem. Coś jednak musiał do niej czuć skoro 14 listopada 1982 roku przyszło na świat drugie dziecko Stacha i Marty – Mieczysława. Tajemniczość Przybyszewskiego coraz częściej przyczyniała się do narastania wokół jego osoby kontrowersyjnych informacji. Rzadko kto wiedział o istnieniu Marty, a ci którzy wiedzieli mieli zrozumienie dla skrzywdzonej kobiety. On sam tworzył wokół siebie pewną aurę tajemniczości o zabarwieniu negatywnym. Miał kobietę przy swoim boku, która urodziła mu dwoje nieślubnych dzieci, natomiast w kręgu bohemy berlińskiej oraz wśród członków partii socjalistycznej ukazywał się, jako wolny człowiek, bez zobowiązań. Jednak ciągły lęk, aby do publicznej wiadomości nie dotarła wieść o Marcie, Bolesiu i Mieczysławie dręczył go nieustannie. W szczególności zabiegał o to, aby informacja ta nie przedostała się do rodzinnego Wągrowca. W listach do rodziców wyszukiwał coraz to nowsze powody odwlekające jego odwiedziny.

Okres „płodzenia dzieci z Marty Foerder” był również okresem wzmożonej aktywności Przybyszewskiego zarówno zawodowej – praca w „Gazecie Robotniczej” pochłaniała większość jego wolnego czasu, jak i twórczej – opublikowanie dwóch broszurek z cyklu Zur Psychologie des Individuums wprowadziło młodego Polaka w kręgi ówczesnej berlińskiej niemiecko – skandynawskiej cyganerii artystycznej. Zanim jednak wydano pracę Przybyszewskiego doszło do ważnego wydarzenia w życiu Stacha. Pisarz poznał Olę Hanssona, będącego inspiracją do napisania drugiej części wyżej wymienionego cyklu.

Życie Stanisława zaczęło kwitnąć, częste spotkania w winiarni „Pod Czarnym Prosiakiem” będącej miejscem spotkań bohemy berlińskiej, dawały mu poczucie siły. Tu prezentował się na kształt guru, czerpał przyjemność z przebywania w szerokim gronie znajomych. „Balanguje” ze Strindbergiem, Dehmlem, Lunchem zapominając o czekającej w domu Marcie i dwojgu nieślubnych potomkach. Początkiem końca dla względnego szczęścia Marty Foerder było pojawienie się w życiu Przybyszewskiego Norweżki, Dagny Juel.

cdn …

[Katarzyna Więcławska]

O Stanisławie Przybyszewskim słów kilka

Przybysz – Skandalista

[1] Cyt za K. Kolińska, Stachu …, s. 49.  [2] K. Kolińska, Stachu …, s. 50. [3] Cyt za S. Helsztyński, Stanisław Przybyszewski, s. 93

4 thoughts on “Marta Foerder …. kobiety a Stanisław Przybyszewski! Part I.

  1. Ulica w dzielnicy Weddimg, gdzie zamieszkał Przybyszewski z Martą u swojego przyrodniego brata Antoniego nazywała
    się Wohlertstrasse

    1. Witaj Aniu,
      zgadza się, literówka się wkradła.
      dziękuję!
      najlepiej gdybym napisała Wöhlertstraße.
      pozdrawiam noworoczenie,
      Katarzyna Więcławska

  2. Witaj Katarzyno, milo mi, ze uwzglednilas 😊 moją poprawkę , czytałam Twoją książkę o SP,tam tez jest kilka drobnych pomylek, pisze to z życzliwością jako wieloletnia 😊 pasjonatka Dagny i Stacha, serdecznie pozdrawiam Ania

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *