Moje okno na świat . Mój pierwszy krok w chmurach. Marek Hłasko.

Follow my blog with Bloglovin

Dawno nie było żadnego wpisu, wiele intrygujących i burzliwych myśli kołacze się w mojej głowie, jednak dziś zupełnie o czymś innym.

W ostatnich dniach, tygodniach wydarzyło się w moim życiu wiele. Zapukały „nieproszone“ emocje, „proszone“ również. Życie ze śmiercią przeplatały się nawzajem nie pozwalając sercu odpocząć choć na chwilę.

Gdyby każdy z nas spróbował zamknąć w garści wszystkie emocje dnia codziennego, byłoby to zadaniem absurdalnym. Nie da się bowiem ograniczyć zamknięciem dłoni wszystkich minionych przeżyć, jakiekolwiek by one nie były. Pierwsze promienie słoneczne dnia dzisiejszego oświecają białe kartki papieru leżące na moim biurku, wiatr muska moją twarz, wrażliwość przebudza się do życia, przede mną wiadomość – gotowa do wysłania.

Wiele trudnych decyzji czeka na każdego z nas, każdy jest budowniczym i buntownikiem swojego życia. Niby proste, a jakże trudne w realizacji. Moje życie nabrało już dawno barw szczęścia, rozpaliło do czerwoności wszelkie dziedziny życia osobistego i nie tylko, nadając im nieskazitelności i niewinności jednej z białych róż uśmiechających się do mnie z salonu.

Dziś trochę o mitomanie, którym był, ale sądzę, iż nie z potrzeby oszukiwania, lecz na skutek bujnej ochoczości kreowania swojego wizerunku. Kłamał koszmarnie i plątał się w swoich zeznaniach, jak złowiona ryba w sieci. To było często bardzo męczące, lecz częściej wspaniałe.

Był literackim guru pokolenia Października 56′. Był buntownikiem tamtych czasów. Jako jeden z pierwszych zawołał „nie”. W swoich opowiadaniach dobitnie sprzeciwiał się czasom, w których żył.

Napisał też jedno z najwspanialszych opowiadań miłośnych, w czasach, kiedy o miłości pisać było niełatwo. I chociaż nigdy nie planowałam wpisu o miłości. Dziś to się zmienia. Dla Niego, w imię Miłości, którą odnalazł.

Jak pewnie zauważyliście Kochani, często moje wpisy dedykowane są znajomym – nieznajomym osobom. Dziś, dla Człowieka, który odnalazł swoją Drogę ku Szczęściu, dla Niego jedno z najcudowniejszych opowiadań miłosnych Marka Hłaski, dla Przyjaciela, któremu Moje Serce życzy tego, co Najlepsze, tego, czego ludzki rozum czasami ogarnąć nie potrafi… miłości !!!

Marek Hłasko wbrew pozorom nie był ordynarnym chamem, jak się go przedstawia. Prawdą jest jednak, że przez swoją obojętność i dobre zachowanie rozkochiwał w sobie wiele kobiet. To nie Marek biegał za kobietami, tylko one za nim. Marek był wolnym dwudziestolatkiem z tą piękną cechą dobrze wychowanego chłopca, który komplementami zasypywał niemalże każdą spotkaną kobietę. Gdzieś w tej swojej miłosnej drodze jednak się pogubił, pozostawiając za sobą wiele zranionych kobiet, które – może dość brutalne, co napiszę – jednak, same świadomie dokonywały wyborów. Życie weryfikuje wiele naszych zachowań.

Hłasko to człowiek wielobarwny. Zanim jego kariera nabrała rozpędu miał swoje dziwactwa, zarówno twórcze, jak i osobiste, ale wbrew pozorom był bardzo autentyczny. W miarę, jak jego popularność rosła, zaczął się także zmieniać on sam. Stawał się idolem. Ze wszystkich stron zabiegano o jego towarzystwo. Wielu ludziom o znanych w ówczesnym świecie nazwiskach zaczął imponować. Oni zaś imponowali jemu. Zaczęto nawet kreować legendy, a on, chłopak dwudziestoletni, robił wiele, by te legendy ożywiać, by im na swój sposób dorastać. Nie miało to wpływu na rozwój jego talentu – ten był nie do pokonania – ale na jego styl życia i na niego samego wpływało to niepokojąco.

Marek Hłasko nie ograniczał się tylko do Warszawy i to z wielu względów. Ponieważ w jego tekstach zaczęły pojawiać się elementy polityczne, nie miał szans na wydawanie ich w kraju. Pisarz dojrzewał, ewoluował i nie zamierzał poddawać się rygorom partyjnych wydawców, co oznaczało, że był zmuszony do emigracji. Przebywał we Francji, Paryżu, USA, Izraelu. Marek stawał się „bardzo dobrym pisarzem”. Zdobycie wielu wyróżnień za granicą oznaczało jednak dla niego „śmierć cywilną w Polsce”. Komunistyczni notable zareagowali bowiem na poczynania Hłaski wyjątkowo nerwowo o czym świadczy chociażby sygnał do nagonki na pisarza wydany przez ówczesnego sekretarza KC PZPR Jerzego Morawskiego, który uzewnętrznił się licznymi niepochlebnymi dla pisarza artykułami ukazującymi Hłaskę jako pisarza szkodliwego, a jego twórczość jako paszkwile na socjalistyczną ojczyznę. W prozie Hłaski doszukiwano się nawet wpływu Orwella, co stanowiło zarzut najgrubszego kalibru. Szeroko komentowano niemalże wszystkie wywiady pisarza udzielane za granicą. W każdej jego wypowiedzi doszukiwano się ataków na PRL, a przy okazji informowano opinię publiczną, iż pisarz prowadzi hulaszczy tryb życia w otoczeniu wrogich Polsce imperialistów (sic!).

Hłasko faktycznie popełniał wiele błędów, chyba zresztą sam nie do końca wiedział czego chce. Kilka lat później w jednym z wywiadów bardzo surowo ocenił swoje zachowanie z lat młodzieńczych. Jak sam powiedział:

„Przyjechawszy do Paryża, zachowywałem się jak ostatni idiota. Nie wiem, dlaczego czułem się tak beznadziejnie śmieszny i samotny. Kiedy szedłem ulicą i patrzyłem na tych wszystkich siedzących ludzi w kawiarniach, śmiejących się i pijących, zdawało mi się, że jestem najbardziej nędzną figurą. Oczywiście nie przyszło mi nawet do głowy, że powinienem pewne sprawy inaczej potraktować, inaczej żyć”.

Jak widać Marek miotał się, wolny świat go na swój sposób rozczarował, czuł się niedowartościowany, z drugiej strony w Polsce był już skończony jako pisarz.

Tłumaczono go na wiele języków, zbiory jego opowiadań ukazały się: w Niemczech, Hiszpanii, Jugosławii, USA, Wielkiej Brytanii, we Włoszech, w Szwecji, Norwegii, Danii, Finlandii, Korei Południowej, Japonii. Drukowała go europejska praca, podpisywał umowy na nowe utwory, dostawał zamówienia na scenariusze, na podstawie których realizowano filmy. A jednak nie był do końca szczęśliwy odbierając sobie życie …

Nikt tak naprawdę nie wie, dlaczego z Markiem … nie było dobrze! Dlaczego pił strasznie, przepuszczał pieniądze, z czasem tracąc kontrolę nad swoją finansową sytuacją. Z powodu rozrywkowego tryby życia zmarnował zresztą niejedną szansę na kolejny sukces.

Nie będę pisała o kobietach Hłaski, bo było ich sporo. Młody pisarz chyba nie do końca zdawał sobie sprawę z tego, jak przejawia się i co znaczy prawdziwa, oddana miłość. Ale to moje własne odczucia, nie chciałabym tworzyć kolejnej gałęzi i tak już ogromne,j przez lata narastającego wokół pisarza legendy. Być może kochał bardziej, niż nam się wydaje …

Jedno jest pewne. W wieku 35 lat odebrał sobie życie. Nic nie wskazywało na to, iż zamierzał popełnić samobójstwo. Lekarz stwierdził, że śmierć nastąpiła wyjątkowo szybko na skutek zapaści spowodowanej przez alkohol w połączeniu ze środkami nasennymi. Jego śmierć stała się tematem dnia wielu niemieckich i szwajcarskich dzienników. Chyba najbardziej dosadny i poruszający ludzkie myślenie nekrolog zamieścił „Der Spiegel”, który napisał:

„Marek Hłasko, 35. Żył, pił i pisał. Ten polski pisarz żył w Warszawie, Berlinie, Londynie, w Hollywood. <<Pisanie – powiadał – jest tak samo wspaniałe, jak chlanie>>. Kierował się tą maksymą. Po zawarciu małżeństwa z Sonją Ziemann w 1961 roku nic więcej nie napisał”.

Marek Hłasko został pochowany na cmentarzu w niemieckim Wiesbaden. Dopiero sześć lat później polskie władze wyraziły zgodę na przeniesienie jego ciała do Polski. Spoczął na Starych Powązkach.  Nawet po tylu latach nie został zapomniany, tak naprawdę nikt, kogo kochasz, nie umarł. Może go nie być wśród nas, ale tak naprawdę nie umarł.

hłasko

Czytając jedno z opowiadań z tomiku „Pierwszy krok w chmurach” o tym samym tytule przekonałam się, iż w legendzie Hłaski nie ma żadnej przesady. „Pierwszy krok w chmurach” czytam po raz kolejny z wypiekami na twarzy. Rzadko zdarza mi się czytać rzeczy napisane z takim wewnętrznym przekonaniem i napięciem, jak opowiadania Marka. Pisarz w bardzo ujmujący o nader wnikliwy sposób potrafił nie tylko zdrapać politurę kłamstwa i mitologii propagandowej ówczesnego powojennego, zdegradowanego przez komunizm życia polskiego, ale również pod postacią tychże działań potrafił przekazać wartości ludzkiego życia, takie jak prawdziwa, czysta miłość, wzajemny szacunek, zrozumienie i wybaczanie. Uczynił to w sposób na tyle dojrzały artystycznie, iż operując samymi tylko realiami, dał coś więcej niż tylko wierny opis fotograficzny ówczesnej sytuacji politycznej. Stworzył atmosferę ludzkich uczuć i emocji, i to atmosferę niezapomnianą.

„Pierwszy krok w chmurach” to historia o tym, że prawdziwa miłość i szlachetność bardzo często przegrywa w zetknięciu z szarością i brutalnością rzeczywistości. Tym stwierdzeniem Marek Hłasko chciał zwrócić nam uwagę na takie wartości, jak szacunek do drugiego człowieka i jego spraw, jak szczerość, powinność walki i nadzieję na zbudowanie własnego szczęścia.

Przedstawiając nam w opowiadaniu atmosferę beznadziei i bezmyślnej egzystencji, bylejakości życia i ciągłego narzekania na tu i teraz, Hłasko próbuje obudzić nas pokazując nam, iż można a nawet trzeba walczyć z prymitywnymi instynktami, hamującymi nasz rozwój, rozwój naszej pozytywnej osobowości. Że warto podejmować konkretne życiowe decyzje, pozostając wiernym prawdzie i temu, co udało nam się w życiu zbudować, stworzyć rozwijając to w jeszcze większe dobro.

Historia dwójki zakochanych ludzi, przyłapanych na miłosnej schadzce przez grupę pijaków, zbudowana na kontraście pomiędzy nieskazitelnością a wulgarnością, to nic innego jak hymn miłości, hymn ukrytej w ludzkiej głębi chęci budowania wbrew światu lepszego jutra, zaczynając od człowieka, od jednostki, a kończąc na społeczeństwie. Bo nic bez nas i przez nas nie tchnie iskry nadziei na zmianę, ku lepszemu. Nieograniczająca miłosc człowieka do człowieka potrafi wiele.

Czytałam opowiadanie kilkakrotnie, za każdym razem ze ściśniętym sercem i drżeniem rąk i nie mogłam się oprzeć wrażeniu, iż oprócz czysto realistycznego ma ono jeszcze inne, znacznie głębsze dno. Jedno ukazujące osobisty problem autora, zanurzonego w swoim pijackim stylu życia. Drugie wskazujące na człowieka, jako element gry, pomiędzy tym ,co zostało przez „wielkich tego świata” narzucone i ocenzurowane, a tym, co w każdym ludzkim sercu cicho drzemie i winno się przebudzić.

I w Tobie się również przebudziło.

Marek Hłasko powiadał:

„Dla mnie jest oczywiste, że stanowię produkt czasu wojny, głodu i terroru. Stąd bierze się nędza intelektualna moich opowiadań; ja po prostu nie potrafię wymyślić opowiadania, które nie kończyłoby się śmiercią, katastrofą, samobójstwem czy też więzieniem. Nie ma w tym żadnej pozy na silnego człowieka, o co posądzają mnie niektórzy”

Pisarz wypowiadał się na temat swojej twórczości dość powściągliwie, z jednej strony skromnie, z drugiej zaś prawdziwie i naturalnie. Jednak nędza intelektualna, o której wspomina, ma wbrew pozorom ogromną wartość. Nie jest to bowiem nędza, której należy się bać, omijać i postrzegać jako rzecz gorszą . Bo nie o ubytkach literackich tu mowa, a o emocjonalnej biedzie świata, której doświadczają bohaterowie jego opowiadań. Wartością jest zaś czerpana z nich wiedza, świadomość, lekcja życia. 

Odcięcie się od idealistycznej prozy socrealistycznej i pokazywanie świata takim jakim jest naprawdę, wraz z całym jego brudem, złem i niesprawiedliwością to główne idee przyświecające Markowi Hłasce. Spotkamy więc w jego opowiadaniach zwykłych ludzi, prostych pracowników, przeciętne rodziny. Bo chociaż przytoczony wyżej cytat odnosi się do całej twórczości Marka Hłaski, znajduje swoje potwierdzenie przede wszystkim w zbiorze szesnastu opowiadań zawartych w tomie „Pierwszy krok w chmurach”. I chociaż nie wszystkie z nich kończą się śmiercią, samobójstwem czy więzieniem, wszystkie wiąże ta sama, gruba nić melancholii.

Każde opowiadanie ma swojego głównego bohatera, on sam zaś posiada zarówno swoje wady jak i zalety, grzechy oraz marzenia. Niejednokrotnie jednak mierzyć się musi z otoczeniem, w którym dominuje chłód i nihilizm. Stosunki między bohaterami opowiadań zdają się być zupełnie obojętne, oparte na złych emocjach, kreujące niedopowiedzenia i nieporozumienia.

To tak, jak w życiu. Wiele niedomówień, nieporozumień, ukrytych prawd, buduje góry nie do przeskoczenia.

Polubiłam opowiadania Hłaski. Pomimo tego, że kończą się równie szybko jak się zaczynają, i niejednokrotnie w brutalny sposób rozdzielają nas z bohaterami, to stanowią kondensacje tego co chce nam pokazać i być może także nauczyć autor.

Marek Hłasko jest w swoim pisarstwie niezwykle spokojny, ułożony i prosty. Te trzy składniki połączone są jednak ze sobą w sposób, który sprawia, że opowiadania czyta się płynnie, z uwagą i pełnym zrozumieniem. To, co przebija się przez wszystkie z nich to niesamowity spokój, cisza przed przysłowiową burzą. Bywają jednak chwile sprzeciwu, kiedy nie sposób nie zadać sobie pytania co kieruje ludźmi postępującymi tak a nie inaczej. Bo zazwyczaj pod słowem „zgody, tak” kryją się czyny niemoralne, odrzucające, godzące w podstawową wartość poszanowania drugiej osoby.

„Pierwszy krok w chmurach” , pokazuje, jak w brutalny sposób zdeptana zostaje intymność dwójki kochanków, pokazuje jak istniejące jeszcze w niektórych ludziach prostactwo i chamstwo potrafi zniszczyć marzenia. Jak okrutna może być rzeczywistość i zachowania, których nie sposób zrozumieć, ale też nie sposób ich uniknąć.

Życie wielu z nas, a może nawet każdego z nas, czasami przebiega po krętej drodze, posiadającej coraz więcej rozgałęzień, i jak tu wybrać właściwie. Wybory lepsze, gorsze, łatwiejsze, trudniejsze stają się naszymi wyborami, z nadzieją, na to, iż są właściwie.

Nie ma jednak nic piękniejszego od miłości człowieka do człowieka, która jest niewyobrażalnym cudem, dla którego warto żyć. I choćbyśmy trzy­mali się wier­nie podręczników, spra­wowa­li nadzór nad ser­cem, postępo­wali zgod­nie z góry us­ta­lonym pla­nem – wszys­tko to nie zda się na nic. Bo­wiem o wszys­tkim de­cydu­je ser­ce i ono us­ta­nawia prawa.

[Katarzyna Więcłąwska]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *