Niektórzy ludzie czują deszcz, inni po prostu mokną … – Bob Marley.

Follow my blog with Bloglovin

Niektórzy ludzie czują deszcz, inni po prostu mokną …

Ostatnie dwa lata, to były cudowne lata zarówno w życiu zawodowym, jak i prywatnym. Wiele dobrego dookoła, wiele życiowych mądrości, wiele niespodzianek od życia i sukcesu. Wiele szczęścia i radości. Uświadomiłam sobie kilka nietuzinkowych, ważnych, życiowych spraw. Pewne momenty nabrały zupełnie innych barw.

Dzisiejszy wpis – będzie takim właśnie wpisem. Wpisem o człowieku, o jego wytrwałości, o jego miłości do siebie i do drugiego człowieka. Nic bowiem tak nie uszczęśliwia nas, jak własne szczęście. Bo tylko człowiek szczęśliwy jest w stanie uszczęśliwić drugiego człowieka. Niby oczywiste, niby ..
Wszyscy cieszymy się z sukcesów, z naszych zwycięstw, a tak naprawdę najwięcej mądrość życiowej wyciągamy z naszych porażek. Wewnętrzne przebudzenie, miłość do siebie samego to nasza największa napędowa siła. Powiecie – egoizm!? Po trochu tak, ale jak ostatnio Ktoś mi powiedział: „egoizm to największa wartość”. I powiem Wam szczerze – to prawda.
Mówienie ludziom – nie! – jest wspaniałą rzeczą, jest to część przebudzenia. I to nie jest egoizm. Egoizmem jest wymaganie od innych, by byli życiem, które akurat Tobie wydaje się najwłaściwsze. To jest egoizm. Żyć swoim życiem nie jest egoizmem.

Życie jest drogą pełną znaków, więc gdy poruszamy się utartym szlakiem nie komplikujmy swego umysłu. Uciekajmy od nienawiści, niezgody i zawiści, nie zapominajmy swych myśli unosić ku wizji realności …

Mam wspaniałych Przyjaciół, a ponieważ ich mam miałam to szczęście tak niedawno – dzięki nim – przenieść się do pięknej krainy jaką jest Jamajka. Zielony ląd Boba Marleya i jego muzyki.

Bob Marley … wyrósł w świecie uprzedzeń rasowych. Jego ojciec był biały, matka czarna, a on ot taki półkrwi. Nigdy do końca nie utożsamiał się z żadną z tych ras, ani białą, ani czarną. Opowiadał się po stronie Boga. Jak powiadał on go stworzył na swe podobieństwo, on chciał, żeby nosił w sobie białą, czarną krew. Wolność oznaczała dla niego zjednoczenie ludzi. Uważał, że ludzie muszą być wolni i mieć prawo do samostanowienia. Miał tylko jedno marzenie. Jedną rzecz, którą chciał zobaczyć tak naprawdę. Chciał zobaczyć jak żyją razem – czarni, biali, Chińczycy, wszystko – to wszystko.

Właściwie nazywał się Robert Nesta Marley. Urodził się 6 lutego 1945 roku we wsi Nine Mile. Wychowywała go tylko matka. Jego ojcem był biały oficer armii brytyjskiej, starszy od matki o 35 lat. Opuścił jednak rodzinę, a mały Marley w zasadzie go nie znał. W roku 1959 przeprowadził się do Kingston, gdzie zamieszkał w dzielnicy slumsów – Trenchtown. W wieku 14 lat rzucił szkołę, znalazł pracę jako spawacz i założył swój pierwszy zespół. W 1962 roku nagrał debiutancki singiel „Judge not” w nurcie muzyki ska.

Wczesne utwory Marleya, takie jak „Put in On”, „Ten Commandments”, czy „Love and Affection”, opowiadały właśnie o życiu na ulicach Trenchtown. Wkrótce zaczął się krystalizować skład The Wailers – zespołu, z którym Jamajczyk zdobył światową sławę, koncertując w latach 1963 – 1973. Jego utwory, przesycone rewolucyjnymi treściami, trafiały do milionów zbuntowanych słuchaczy na całym świecie.
Muzyka reggae niesie przesłanie – jak sam powiadał – teksty czynią tę muzykę bardzo ważną. Tak bardzo ważne jest, aby ludzie zrozumieli teksty tych piosenek. Niosą one pewne przesłanie. Niektórzy ludzie rozumieją, niektórzy nie są w stanie doszukać się sensu. Muzyka reggae, to muzyka ludzi, to wiadomość, to opowieść o sobie samym, to historia przeszłości. To wszystkie te rzeczy, o których nie nauczą cię w szkole.

Niedawno oglądałam rewelacyjny dokument Kevina Macdonalda, który odsłania niepublikowane, kontrowersyjne fakty z życia króla reggae. Poznając krok po kroku losy pochodzącego z jamajki muzyka, słuchając kolejnych wypowiedzi członków jego rodziny, przyjaciół, współpracowników zobaczyłam człowieka, który może i miał wiele wad, ale równocześnie poznałam fascynującą osobę, której niektóre zachowania są godne pochwały i warte naśladowania.

Po pierwsze Bob Marley bardzo kochał swój kraj. Nawet gdy go opuścił, by zrobić wielką karierę, gdy gromadził na swoich koncertach na całym świecie setki tysięcy ludzi, nigdy nie zapomniał o swoim miejscu pochodzenia. Bardzo zależało mu na zgodzie i pokojowym rozwoju ojczyzny. Dlatego gdy w latach siedemdziesiątych, rywalizujące ze sobą ugrupowania polityczne, doprowadziły do skrajnych podziałów społeczeństwa jamajskiego, Marley przyjechał na Jamajkę i zorganizował koncert na rzecz pojednania. Pod sam koniec występu zaprosił na scenę przywódców walczących ze sobą frakcji. Był to moment wyjątkowy – po raz pierwszy od wielu miesięcy, stojący po przeciwnych stronach barykady ludzie, uścisnęli sobie dłonie.
Po drugie to podejście Boba Marleya do wiary. Od momentu zetknięcia się z ruchem Rastafari, Bob zaangażował się w niego całym sobą. Rastamanem może być każdy, biały i czarny, kto tylko uznaje braterstwo ludzi. Każdy, kto potrafi dostrzec to, co mówił Rass: „Dopóki społeczeństwa będą podzielone i dopóki niektórzy ludzie będą wiedzieli lepiej, co jest dobre dla innych, będzie istniał ucisk i niesprawiedliwość”. Sam Marley mówił: „nie jestem religijny, jestem rastamanem, więc to nie jet religia, to jest życie …!”. Rastafanie budzą również kontrowersje, zwłaszcza dlatego, iż uznają świętą moc marihuany oraz jedność człowieka z naturą. Ale ich największą zasadą jest wiara w dobro drugiego człowieka.

Czyż to nie najważniejsze?

Muzyka reggae stworzona przez rastamanów, nosi w sobie ziemską moc. To muzyka ludzi. Reggae jest rzeką miłości i jest dla tych, którzy wiedzą czym naprawdę jest miłość. Legenda Marleya jest wciąż żywa, bo przemawia do wszystkich ludzi na świecie.

Film Kevina Macdonalda doskonale pokazuje różnicę pomiędzy funkcjonującym dziś w świadomości społecznej obrazem Marleya, którego kojarzymy zazwyczaj z paleniem trawki, kolorowymi ubraniami, dredami i przyjemnymi dla ucha dźwiękami, a dużo bardziej złożoną rzeczywistość, którą reżyser filmu bardzo dobrze ukazuje.
Poznajemy wybory Boba, podjęte decyzje na tle wydarzeń, przemian społecznych i politycznych na Jamajce. Poznajemy dzieciństwo Marleya, zmagania z biedą, młodzieńcze poszukiwania sensu życia. Jeżeli dodamy do tego chorobę nowotworową i szybką konieczność stanięcia oko w oko ze śmiercią (Marley zmarł na raka w wieku 36 lat), to zobaczymy człowieka z krwi i kości. To cenna wartość tego dokumentu.

Miejsce Marleya było w lepiance. Oglądamy ją na zdjęciach i odwiedzamy rodzinną wioskę muzyka. Bieda – domki wciąż buduje się tu z falistej blachy. Wstrząsający jest spacer po slumsach, w których mieszkał Bob na obrzeżach stolicy.

12736906_957218767647981_1517776350_o12767993_957218704314654_442579066_o12755259_957218757647982_1928313248_o

12722195_957218970981294_745610418_o

12736718_957218790981312_1897590975_o

Nadzieję na lepsze życie dała mu nie tylko muzyka, ale i rastafarianizm. To z rastafarianizmu Marley czerpał siłę godzenia zwalczających się sił. Pamiętny koncert o którym już wspominałam.

Czy jest w Polsce artysta, który miałby tyle charyzmy, by nakłonić do tego „PIS” i „PO” ? 😉

Pokojowe przesłanie Boba Marleya nie trafiłoby do milionów słuchaczy gdyby nie jego muzyka, gdyby nie jego muzyczny talent i dobre serce. Przeboje „One Love”, „Redemption Song”, „No Woman, No Cry” zebrane na płycie „Legend” rozeszły się już w prawie 30 mln egzemplarzy. Wylansowane przez Marleya reggae zainspirowało Erica Claptona, The Police. U szczytu kariery, w dwa tygodnie zagrał dla 6 mln fanów czym pobił rekord Stonesów. To był nietuzinkowy człowiek, dusza harmonii wewnętrznej i zewnętrznej. Kula pozytywnej energii i dobra.

One Love

Redemption Song

Wstrząsający moment życia muzyka stanowi historia jego zaskakującej śmierci. Bob uwielbiał grać w piłkę nożną. W 1977 roku podczas jednego z meczów został zraniony w stopę, zaniedbanie leczenia, a potem nie zgodził się na amputację palca. Obawiał się, że nie będzie mógł tańczyć. Po trzech latach w czasie triumfalnego tournee zasłabł. Przyczyną był czerniak. Kiedy marihuana przestała uśmierzać ból, musiał zgodzić się na leczenie, chemię. Ściął dredy. Macdonald trafił do holistycznej kliniki w bawarskim Rottach – Egern, gdzie Bob leczył się na przełomie lat 1980/1981. Wzruszające są wspomnienia osobistej pielęgniarki Marleya. Opowiada ona o cierpliwości pacjenta i o jego ogromnej pogodzie ducha. Do końca nucił „Get Up, Stand Up, Fighting For Your Life”.

Get Up, Stand Up…

Film Kevina Macdonalda to kawał dobrego dokumentu, który każdemu polecam.

Kiedy byłem małym chłopcem, płakałem, że nie mam butów na stopach. Przestałem płakać, kiedy zobaczyłem dziecko, które płacze, bo nie ma stóp.

Bob Marley

[Katarzyna Więcławska]

A AA

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *