PARYSKIE ODKRYCIA PART II ….AUGUSTE RODIN 1840-1917

PARYSKIE ODKRYCIA PART II …. OD PRZECZUCIA DO DŁONI – RZEŹBA !!!

Follow my blog with Bloglovin

Samolot już dawno temu wylądował. Ja już powróciłam do warszawskiej rzeczywistości wpisując się jakby „na nowo” w rutynę dnia codziennego, przełamując ją przepięknymi, duchowymi przeżyciami – wspomnieniami, towarzyszącymi mi w sercu i duszy od momentu mojego pobytu w Paryżu.

Było o Nenufarach …. o duchowości przekazanej za pomocą obrazu namalowanego, dziś będzie o … rzeźbie!

Jeśli sięgnę wzrokiem wstecz i otworzę moje serce na przeszłość zauważam, iż istniała w moim sercu Droga, po której nikt nie chodził i nie słyszało się na niej głosu człowieka. Istniała w mej duszy ścieżka, po której nikt się nie przechadzał. Aż pojawił się na niej francuski rzeźbiarz, prekursor nowoczesnego rzeźbiarstwa Auguste Rodin.

Stało się to całkiem przypadkiem. Paryż ma w sobie jakąś magię, której nie potrafię wyjaśnić, ma w sobie jakąś ukrytą tajemniczą i dobrą ludzką energię, obejmuje swoim magicznym ramieniem, otula swoją klarownością, zaprasza całym sobą wielu Wędrowców, wtłaczając w ich dusze światło, które rzeźbi uczucia.

Jest rzeczą niezwykła, jak w ciągu tych kilku dni zmienił się obraz mojego świata, jak wiele zmieniło się w płaszczyźnie poznania ludzi – człowieka, którego wydawać się by mogło … – znałam. Jak wiele mu zawdzięczam, a już na pewno zawdzięczam mu to, że tchnął we mnie Ducha – nie rzeźbiarskiego – bo w rzeźbie umiłowana byłam od dawna, ale to on zapalił we mnie płomień o nazwie Auguste Rodin. Paul – dziękuję ! za cenne uwagi, za być może nieświadome, jednakże jakże poruszające moją artystyczną duszę, wprowadzenie mnie na nową drogę odkrywania rzeźby, dzięki Tobie, ja i Rodin rozpoczęliśmy nasz „wspólny romans”. Zakochałam się w Auguste od pierwszego wejrzenia, od jego pierwszego „Pocałunku”, od „Bram Piekieł” stojących nieopodal „Myślącego”.

Do Hotelu Biron i mieszczącego się w nim od 1919 roku Muzeum Rodina trafiłam za namową Przyjaciela. Wyszłam z mieszkania przy Avenue Edgar Faure około południa, był piękny marcowy dzień – tak piękny, bo miałam to szczęście, że w marcu do Paryża zawitała wiosna. Na skraj ulicy Vernne numer 77 dotarłam szczęśliwa i przekonana, iż nic dobrego w tym niewielkim budynku spotkać mnie nie może, mając jeszcze w sercu wizytę dnia poprzedniego w Louvre.

Muzeum mieści się w siódmej dzielnicy tuż obok Pałacu Inwalidów i niedaleko Champs Elysee i dzięki 3 hektarom ogrodu jest oazą spokoju o każdej porze roku, oazą spokoju w sercu tętniącego życiem miasta. Założone zostało w 1919 roku w dwóch miejscach jednocześnie: w wyżej wspomnianym już Hotelu Biron, w którym na parterze znajdowała się paryska pracownia Rodina oraz w miasteczku Meudon, gdzie artysta mieszkał.

Swoją paryską pracownię Auguste odkrył dzięki poecie – Rainerze Maria Rilke – który był jednocześnie osobistym sekretarzem Rodina.

Prywatnie powiem Wam Kochani, iż nic nie dzieje się bez przyczyny. Reiner Maria Rilke jest moim ukochanym poetą, odkąd to dzięki niemu i jego wierszowi „Klage” … O wie ist alles fern und lange vergangen, którego interpretacji podjęłam się zdając egzaminy na jeden z uniwersytetów niemieckich – udało mi się nie tylko zdać ten egzamin, ale napisać go tak dobrze, iż zwolniono mnie z części ustnej!   Wiersz ów wyszedł spod pióra Reinera Maria Rilke !!!  I jakże ogromna moja radość była, kiedy dowiedziałam się, iż Rodin i Rilke uwielbiali się nawzajem. Coś w tym musi być, że łańcuch ludzki zazębia się w najmniej oczekiwanych momentach.

Wracając do Rodina. Rzeźbiarz bardzo szybko docenił zalety usytuowanej w centrum Paryża rezydencji, która umożliwiała mu kontakt z marszandami, klientami, modelami i modelkami a jednocześnie oferowała mu dostęp do wielkiego, pięknego ogrodu, którego magiczna atmosfera sprzyjała tworzeniu, wyzwalając coraz to nowsze pomysły z czeluści ludzkiej kreatywności. I to właśnie ten ogród, w którym niektóre ze znanych mi w dzisiejszym świecie osób spędziły wiele pięknych dni z głową pochyloną nad książką, z głową w chmurach o własnej twórczości, która zawiera  w sobie niewyobrażalnego ducha, dla którego warto tworzyć,  to właśnie ten ogród – ośmielam się napisać – jest najpiękniejsza częścią całego muzeum. Kameralny, pełen drzew, pełen zieleni, kwitnących żonkili, krokusów, budzących się do życia drzew. Niewielki – ale w przeciwieństwie do innych parków Paryża – niezatłoczony. A najbardziej urokliwą w nim niespodzianką są rozsiane po wszystkich jego zakątkach rzeźby Mistrza z „Myślicielem” i „Balzakiem” na czele.

Myślący Rodin

Coś zapierającego dech w piersiach. Wszystkie rzeźby, swoim własnych jestestwem, nawet ułożeniem, niektóre z nich ukryte między drzewami nadają całej posiadłości charakter boski. Przechadzając się alejami parku łatwo można odczuć przewagę natury nad nami. Łatwo zatracić się w tych rzeźbach bez reszty do ostatniego oddechu. Łatwo skomponować własną symfonię uczuć i doznań. Łatwo wyrzeźbić swoje serce, pokierować się fantazją i przenieś do roku 1908, kiedy Auguste Rodin tworzył i pracował w tym miejscu.

I tylko tak naprawdę dyskretna obecność okazałej kopuły Pałacu Inwalidów, która wyłania się zza płotu otaczającego park, olśniewając nas swoim „złocistym blaskiem” przypomina nam, że ten tajemniczy ogród mieści się zaledwie 10 min spacerem od jednej z najbardziej zatłoczonych ulic Paryża, a może nawet i Europy!

DSC00530

Wracając do Rodina i jego rzeźb. Spróbuję pokierować się fantazją, stworzyć taką mozaikę uczuć, wyrzeźbić Wam taki obraz za pomocą słowa pisanego, abyście swoim sercem spacerując z zamkniętymi oczami potrafili wyobrazić sobie jak piękny był świat widziany „oczami wyrzeźbionych natchnień” Auguste Rodina.

Dwie najbardziej znane i rozpoznawalne rzeźby francuskiego Mistrza, zarazem dość kontrowersyjne, a przynajmniej jedna z nich to słynny „Pocałunek” oraz Myślący”.

Moim zdaniem „Pocałunek” to jedno z najdoskonalszych przedstawień pożądania, jakie kiedykolwiek powstało w sztuce.

Historia słynnego „Pocałunku” ma swój początek w roku 1889, w którym to rzeźba powstała jako część monumentalnego portalu z brązu pt. „Brama Piekieł”. Pierwotnie „Pocałunek” zatytułowano „Francesca da Ramini”, jako, że w zamyśle Rodina miał on przedstawiać kobietę z „Boskiej komedii” Dantego – Francescę. Francesca zakochała się w Paolo Malateste, młodszym bracie swojego męża. Dante zainspirowany był prawdziwymi wydarzeniami. Kochankowie zostali nakryci podczas jednego z miłosnych spotkań, w trakcie którego czytali historię Lancelota i Ginevry i zamordowani przez zazdrosnego męża. Temat dwojga kochanków bardzo często pojawiał się w wielu innych utworach czy to literackich, czy malarskich. Smutne losy pary i ich namiętny pocałunek wzruszały wielu artystów, szczególnie w wieki XIX, z którego też pochodzi najsłynniejsza rzeźba kreująca ich wizerunek, rzeźba stworzona przez Auguste Rodina „Pocałunek”.

Przyjrzyjmy się „Pocałunkowi” …

PocałunekAuguste-Rodin-The-Kiss

Jak wiele treści niosą za sobą nie stykające się twarze nagich bohaterów. Czyżby zostali nakryci w momencie próby pocałunku? Czyżby ich usta nigdy nie poznały swego smaku?  Czyżby Rodin tworząc „Pocałunek” inspirował się nie tylko Dantem, lecz również własnymi przeżyciami?

Intrygujące, namiętne, podniecające, ale jakże kontrowersyjne w obliczu społecznego wykładnika etykiety moralnej dzieło. Dla wielu „owoc zakazany”, o którym ani nie wolno, ani nie powinno się mówić czy pisać.  A ja oczu oderwać nie potrafię …

Dwoje Kochanków. Kobieta obejmuje szyję mężczyzny, on zaś trzyma swoją dłoń na jej biodrze. Jawny czy niejawny erotyzm? Dlaczego o erotyzmie jawnym jawnie nie chce się mówić? O erotyzmie jawnym, który każdy z nas ma na co dzień. Czyżby moralna pani Dulska rozpoczęła panowanie tylko i wyłącznie w obrębie swoich czterech ścian już na zawsze?

Dlaczego wstydzimy się mówić otwarcie, szczerze, bez retuszu i upiększeń bez zawstydzenia, o aspektach erotycznych, w których tyle piękna spotkać by można, jeśli z „czucia i wiary” uczynić by „Mędrca szkiełko i oko”?

Nadal mam przed oczami „Pocałunek” Rodina, nadal czuję zachwyt i niewyobrażalną energię wypływającą z tej rzeźby, tak silną, że aż wręcz hipnotyzującą. Oboje są nadzy, proporcjonalnie zbudowani, piękni i młodzi. Kochankowie siedzą na skalnej podstawie, kobieta obejmuje lewym ramieniem szyję mężczyzny, przyciągając go ku sobie. On opiera swoją prawą rękę na jej udzie poddając się pocałunkowi i oddając chwili. Ich białe, marmurowe ciała stapiają się namiętnie ze sobą. Delikatnie wyrzeźbiony sutek kobiety muska marmurową pierś Kochanka, nadając całej rzeźbie zabarwienia erotycznego. Zabarwienia w moim mniemaniu erotycznego pięknie! Bez zbędnego wyuzdania i wulgaryzmu. Wszystkie mięśnie i żyły Kochanków wydają się drżeć i pulsować własnym życiem. W powietrzu unosi się aura lekkiego zawstydzenia i szczęśliwości jednocześnie.

Nie zauważysz i nie odczujesz tego dając ze swojego życia tej rzeźbie minutę bądź dwie. Potrzeba czasu, aby w „Pocałunku” Rodina ujrzeć głęboko wyrzeźbiony sens i zamysł jego Twórcy.

Śpieszmy się kochać ludzi, tak szybko odchodzą – powiadają. Parafrazując: śpieszmy się dostrzegać piękno w pracy Artystów, zanim odejdą.

Auguste Rodin podobnie jak wielu twórców tamtejszej epoki nie zyskał zbyt szybko miana rzeźbiarza wybitnego. Minęły lata zanim i jego rzeźby wzbudziły pozytywne zainteresowanie. Nieokiełzany i nietrzymający standardów ówczesnej sztuki „Pocałunek”, od samego początku budził najwięcej kontrowersji. Na wystawie w Chicago praca Auguste w obrębie środowiska artystycznego zyskała do tego stopnia miano nieprzyzwoitej, iż naciskano nawet na zmianę nazwy rzeźby. Co prawda pozwolono wystawić Rodinowi rzeźbę, lecz w osobnej, bocznej Sali, do której wstęp miały tylko zainteresowane osoby, smutne, jednak prawdziwe …

„Pocałunek” w marmurze, wyrzeźbiony w 1888 roku przez Rodina na zamówienie francuskiego rządu, do dziś znajduje się w Muzeum przy Avenue Vernne 77. Piękny, bezgranicznie tajemniczy, boski, monumentalny, porażający swoją magią i hipnotyzujący swoją erotyką w ponadludzki sposób. Czuć tu pracę nie tylko jednej ręki, ale całego serca, całej duszy. Każdy ruch wydaje się być przemyślany, każde rzeźbienie uduchowione jakąś bliżej nieokreśloną energią, która przyciąga wzrok zwiedzającego.  „Pocałunek” wcale nie jest najlepszą i najbardziej erotyczną rzeźbą Rodina. Piszę o „Pocałunku” ponieważ mną zawładnął on najbardziej.

Artysta wypuścił spod swojego dłuta i przy pomocy rąk pracujących dla niego rzeźbiarzy wiele innych bardzo cennych i ciekawych rzeźb, godnych uwagi.

Ja przyznam Wam szczerze – zakochałam się niemalże we wszystkich. Wiadomo, w „Pocałunku” najbardziej. Rzeźby Rodina są tak piękne, tak urzekające, tak tajemnicze i proste zarazem, tak moje, że mogłabym w ogrodzie Auguste Rodina nawet zamieszkać na stałe.

Aby bardziej poczuć wypływającą z dzieł Rodina prawdę, warto chociaż odrobinę zainteresować się samą postacią Twórcy tychże rzeźb!!!

Auguste Francois Rodin rzeźby uczył się od najlepszych mistrzów swoich czasów – Lecoqa de Boisbaudrana, J.B. Carpeaux i A.L. Barye’a, najpełniej realizował się w rzeźbie pomnikowej, przeznaczonej do przestrzeni publicznej. W środowisku artystycznym – jak już wspominałam wyżej – zyskał uznanie stosunkowo późno. Nie było rzeczą łatwą dopasować się gustem do ówczesnego „Paryskiego Salonu” artystycznego. Niewielu było buntowników z wyboru. Buntowników, na których świat poznał się z czasem, i o których warto przypominać.

Pierwszą rzeźbą ukazaną przez Rodina szerszej publiczności był Człowiek ze złamanym nosem. Rzeźba wykonana w roku 1864 została odrzucona przez jury Paryskiego Salonu, gdyż ukazywała zbyt wiele – jak uznali zgromadzeni artyści – fizycznej brzydoty. Praca ta wśród wszystkich prac Rodina stanowi jeden z najważniejszych aspektów jego twórczości, zdradza bowiem kierunek artystycznej myśli młodego wówczas rzeźbiarza.

W rzeczywistości prawdziwym debiutem trzydziestoletniego już Rodina była rzeźba Wiek brązu, która w środowisku artystycznym wywołała gwałtowną i ostrą krytykę, co oczywiście nie pozostało bez znaczenia – Rodin dzięki temu zamieszaniu zyskał także uznanie. Podobnie było w przypadku zaprezentowanej trzy lata później rzeźby Jan Chrzciciel. Można powiedzieć, że właściwie od tego momentu nowatorski geniusz Auguste Rodina został na poważnie zauważony, co zaowocowało pierwszymi, istotnymi dla dalszej jego kariery zamówieniami publicznymi.

W roku 1880 artysta otrzymał zamówienie państwowe na projekt bramy z brązu dla Muzeum Sztuk Dekoracyjnych w Paryżu. Zamówieniem tym są słynne, do dziś nieukończone Wrota Piekieł (Brama Piekieł). W zamierzeniu już ukształtowanego twórczo rzeźbiarza dzieło to miało być sumą jego dotychczasowych poszukiwań i doświadczeń, miał to być swoisty obraz dziejów ludzkości. Praca nad dziełem trwała 37 lat. Artysta studiował dzieła Dantego, „Rajskie wrota” Ghibertiego z Florencji oraz brązowe drzwi kościoła Świętej Magdaleny w Paryżu, przedstawiających dziesięć przykazań. W rzeźbie widoczne są również inspiracje wywołane „Kwiatami zła” Baudelair’a. Wiele figur tej monumentalnej kompozycji stanowi odrębne rzeźby, wykonane w trakcie pracy nad Bramą. Do najbardziej znanych należy „Myśliciel”, umieszczony w centrum kompozycji.

Brama Piekieł

DSC00585Brama Piekieł

Brama Piekieł skrywa w sobie autobiograficzną historię Auguste Rodina. Przy pracy nad kompozycją poznał bliżej Camille Claudel, początkującą, młodą rzeźbiarkę która tak na dobrą sprawę w obłędny sposób zawładnie sercem Rodina – co w sposób całkowity zrozumiał artysta dopiero wtedy, gdy było już za późno.

Krótko o Camille, bo nie da się pisać o Auguste nie wspominając Camille. Dziewczę pochodziło z mieszczańskiej rodziny. Kształciło się w Akademii Colarossiego, do której wstęp miały także kobiety.  Claudel dołączyła wówczas do grupy jedynych trzech rzeźbiarek, którym lekcji udzielał Boucher. Camille studiowała wytrwale pod okiem profesora. W 1983 roku Boucher wyjechał na stypendium do Rzymu,  przed wyjazdem przekazując opiekę nad studentami sławnemu już wtedy Rodinowi.

I w tym momencie Rodin i Claudel spotkali się po raz pierwszy. Rzeźbiarz miał wówczas czterdzieści lat, Camille zaledwie dziewiętnaście. Dziś byśmy powiedzieli kryzys wieku średniego. Jednak w przypadku Auguste i Camille mamy do czynienia z czymś więcej.

Namiętność nie wybuchła nagle, choć żywiołowość dziewczyny fascynowała Rodina niemalże od początku ich znajomości. Z czasem rzeźbiarz zaprosił Claudel do przyłączenia się do grupy praktykujących młodych rzeźbiarzy, którzy pracowali  razem z nim nad Wrotami Piekieł, a następnie przy Mieszczanach z Calais, monumentalnych dziełach powstających na zamówienie publiczne.

Les Bourgeois de Calais

W mieszczącym się przy ulicy de l’Universite atelier artysty, Camille pracowała cicho, mocno i wytrwale, dzięki czemu wyrobiła sobie ogromny szacunek wśród kolegów, jak i u samego mistrza. Z czasem między Rodinem i Claudel nawiązała się nić specyficznego porozumienia artystycznego, porozumienia podsycanego namiętnością, miłością i pożądaniem.

Camille bardzo szybko stała się godną zaufania, mądrą i mającą „dobre oko” współpracownicą. Co zauważył również sam Mistrz, zapraszając ją coraz częściej do udziału w „tworzeniu” jego własnych prac. W wielu kwestiach pytał młodziutką rzeźbiarkę o zdanie, powierzał jej również najtrudniejsze w rzeźbie do wykonania elementy, czyli stopy i dłonie. Jakże ogromna musiała być siła determinacji zakorzeniona w tej młodziutkiej, filigranowej istocie, jaką była Camille? Siła determinacji w walce o własne marzenia, w świecie, w którym kobieta – rzeźbiarka była dla wielu „nic nie znaczącym epizodem”, nad którym nie warto pochylać głowy.

Związek Mistrza z Uczniem od samego początku nie grzeszył łatwością. W życiu Rodina była bowiem inna kobieta – dawna modelka Rose Beuret. Co prawda Rose, nie była oficjalną żoną artysty jednak w kręgach artystycznych za takową uchodziła. I pomimo, że nie dostarczała Rodinowi intelektualnych podniet i nie fascynowała go tak, jak Claudel – Mistrz nigdy się z nią nie rozstał. A ponieważ w środowisku artysty uchodziła za jego żonę to dbający o swoją dobrą opinię i reputację rzeźbiarz starał się utrzymać romans z Camille w tajemnicy, co temperamentnej rzeźbiarce nie do końca się podobało, łudziła się i okłamywała, że kiedyś Rodin będzie tylko jej. Na próżno.

Przez długi okres czasu Claudel i Rodin dzielili pracownię, inspirując się nawzajem, prowadząc długie dyskusje na temat podejmowanych działań czy nowych pomysłów. Wielu uważa, że to Auguste przejął wiele od intrygującego stylu młodej artystki, która pomagała mu, asystowała i wykańczała najważniejsze w twórczości Rodina rzeźby. Z okresu tego pochodzi także rodinowska Danaida, która obrazuje Camille.

Donaid Rodain vorneDonaid, Rodin

Ale nie tylko Danaida. Postać Camilli ukazana została w licznych rzeźbach artysty – wystarczy wymienić Pocałunek, Tors boginki, Wieczną Wiosnę czy Przemijającą miłość.

W 1890 roku Claudel postanowiła opuścić pracownię Rodina. I chyba to był koniec. Artystka powoli zaczęła uświadamiać sobie, że miłość jej życia po prostu nie ma już sensu.  Zdała sobie sprawę, że nie przeskoczy pasji i stałych nawyków, jak i że będąc przy swym mistrzu, na zawsze pozostanie w jego cieniu. Zaczęła mieć poważne problemy zdrowotne, być może spowodowane w wyniku przeprowadzenia aborcji, do której miał ją zmusić Rodin. Trochę jeszcze walczyła o swoja karierę. W jej życiu nawet na moment zawitał inny mężczyzna – kompozytor Claude Debussy. Jednak na próżno. Niebawem rzeźbiarka całkowicie odcięła się od świata i zaczęła stopniowo popadać w obłęd. Obwiniając siebie, Rodina, miłość. W 1902 roku w szale  zniszczyła swoje rzeźby i podjęła drastyczną decyzje, że już nigdy więcej nie stworzy żadnej.

Niektórzy twierdzą, że Rodin oświadczył się Camille koło 1904 roku, kiedy mieli być ponownie razem. Ale nie jest to informacja potwierdzona. Istotne jest to, że jeśli nawet był, to był to gest zbędny, wykonany zbyt późno.  Jak pisze Małgorzata Czyńska:

„Dziesięć lat wcześniej Camille wystawia „Wiek dojrzały”, rzeźbę niezwykle osobistą. Starzejący się bóg zostaje porwany przez starość, a młoda dziewczyna, błagając na kolanach, rozpaczliwie próbuje go zatrzymać. […]Rzeźba wstrząsnęła Rodinem. W 1932 roku marszand Eugene Blot pisał do Camille: „Widziałem go głaskającego metal i płaczącego… Tak, płaczącego jak dziecko. W rzeczywistości kochał tylko panią, Camille, mogę to dzisiaj powiedzieć. Cała reszta, te godne litości przygody, to śmieszne życie światowe tego, który w gruncie rzeczy pozostał człowiekiem ludu, było tylko wyżyciem się niezwykłej natury… Pani za bardzo wycierpiała przez niego. Czas nada wszystkiemu właściwe proporcje”.

W 1913 roku artystka trafiła do szpitala psychiatrycznego. Zmarła w 1943 roku. Pochowano ją na cmentarzu komunalnym, traktując jako zapomnianą, bezdomną i niemalże bezimienną kobietę.

Po śmierci Camille w 1943 roku jej brat Paul Claudel pisał: „Moja siostra! Tragiczna egzystencja! Kiedy mając lat trzydzieści, zorientowała się, że Rodin ani myśli jej poślubić, wszystko zawaliło się wokół niej i nie oparły się temu władze umysłowe”.

Tyle o historii miłosnej. Bez wątpienia związek Auguste i Camille był owocny dla obydwojga, wywarli oni na siebie duży wpływ, zarówno na podłożu prywatnym, jak i zawodowym.

 Jakiś czas temu zadano mi pytanie „jak mógł zainteresować Cię Przybyszewski?”

Ano mógł. Dlatego napisałam o nim książkę. Tak napisałam książkę o kobieciarzu, demoralizatorze pozbawionym wszelkich zasad etycznych i moralnych, o smutnym Szatanie niszczącym na swojej drodze wiele bezbronnych istnień. Napisałam książkę o duchowym prekursorze, meteorze Młodej Polski, który tchnął w nasze umysły słynne „na początku była chuć”, „nagą duszę” oraz „sztukę dla sztuki”.

Napisałam książkę o człowieku, który swoją twórczością „zawojował” artystyczny Berlin, a winiarnię pod „Czarnym Prosiakiem” wypełnił po brzegi środowiskiem artystycznym nie tylko ówczesnego Berlina, ale także Skandynawii, Europy Środkowej.

Napisałam książkę o człowieku, którego twórczość i unoszące się nad nim opary legendy mnie zafascynowały, do tego stopnia, iż zechciałam Wam to przemycić za pomocą słowa pisanego.

Nic bardziej mylnego, iż „zakochałam się” w całym Przybyszewskim, dobrym i złym. Jako istota ludzka nie zgadzam się z wieloma ludzkimi, wynaturzonymi po trochu zachowaniami Stanisława Przybyszewskiego. Tak samo go potępiam, jak i kocham. A może bardziej kocham niż potępiam ?!

Podobnie działa na mnie Auguste Rodin. I uwielbiam go i nienawidzę, zwłaszcza za Camille. Nie jestem jednak w stanie osądzić żadnego człowieka, tylko pod wpływem jego osobistych działań, pod wpływem jego trudnego do zaakceptowania przez społeczeństwo życia. Nie potrafię osądzić zwłaszcza jednostki artystycznej. Jednostki najczęściej zagubionej i nie rozumianej przez otaczający ją świat. Dlatego wybieram miłość, wybieram miłość do rzeźby, do słowa pisanego.

Dzieła Rodina są cudowne! Są ukoronowaniem tendencji obecnych w rzeźbie XIX wieku. Otworzyły one drogę nowym prądom, które zrewolucjonizowały rzeźbę w początkach XX wieku. Auguste Rodin wprowadził realistyczny sposób przedstawiania ludzkiego ciała, charakteryzujący się śmiałością stylu i ekspresją.

Jego gipsowe i marmurowe istoty ignorujące „akademickie zasady swoich czasów” to coś niezwykłego, coś niebywałego, co hipnotyzuje najmniejszym swoim elementem. Warto spojrzeć w głąb, wyciszyć się.

Widoczne jest to we wszystkich rzeźbach Rodina. Zapytany kiedyś Auguste o to, jak tworzy się arcydzieła odpowiedział: „Trzeba wziąć kawał marmuru i odrąbać wszystko, co w nim niepotrzebne”.

Wspomnijcie te słowa odwiedzając muzeum Rodina w Paryżu, bo warto!

DSC00589

DSC00550DSC00551

DSC00570

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *