„Podróż do Edo. Japońskie drzeworyty ukiyo-e z kolekcji Jerzego Leskowicza”.

Do niedzieli, 7 maja, w Muzeum Narodowym w Warszawie można podziwiać wystawę „Podróż do Edo. Japońskie drzeworyty ukiyo-e z kolekcji Jerzego Leskowicza”. I naprawdę warto. Można obejrzeć ponad 300 drzeworytów z końca XVIII i pierwszej połowy XIX w. Wszystkie pochodzą ze zbioru mieszkającego we Francji Jerzego Leskowicza. Zbiór ten zdaniem badaczy ukiyo-e należy do najcenniejszych na świecie. Na wystawie znajdziecie drzeworyty takich artystów jak Katsushika Hokusai czy Utagawa Hiroshige.

Nigdy nie interesowałam się drzeworytami, nie jestem też ich znawcą, jednak, jak wielu z Was marzę o podróży do krainy kwitnącej wiśni chyba od dzieciństwa, od momentu wojowniczych księżniczek posiadających nadprzyrodzoną moc: woda, powietrze, ogień. I tak, dzięki wystawie mogłam choć na chwilę przenieść się w krainę marzeń. Dzisiejszy poranek i południe upłynęły mi w towarzystwie zapachu kwitnącej wiśni – i za to dziękuję.

Wystawa jest dla mnie jak podróż przez krainę, o której marzę. Oglądając drzeworyty wyruszyłam w nieznane.

Zanim wybrałam się na wystawę czytałam na forach wszelakich różne „za” i „przeciw”. Oczywiście wystawa, z racji tego, iż jej twórcą jest Tato, mojego dobrego Przyjaciela, ma dla mnie ogromną wartość sentymentalną, jednak zależało mi, na tym, aby spojrzeć na kolekcję także Waszymi odczuciami, aby się z nimi zmierzyć, sprawdzić, które z nich są moje, a które zupełnie obce.

Godzina 10.00 rano. Dzień wolny od pracy. Tak wiem, pora zabójcza. Słońce dawało o sobie znać, raz po raz, przenikliwy, chłodny wiatr również. Kupiłam bilet i z głową pełną Waszych „za” i „przeciw” wstąpiłam w królestwo bajkowej krainy. Dookoła mnie rozbrzmiewała kojąca duszę i ciało muzyka, wystarczyło się jej poddać, aby droga w świat drzeworytów stała się nietuzinkową.

Ogromne gratulacje dla Pana Jerzego. Gdyby nas – takich, jak Pan – było więcej na świecie, świat nie byłby taki pusty, a kolorowy, zachęcający jeszcze bardziej. Z kolekcji przebija pasja, zamiłowanie, uwielbienie, momentami afirmacja i niewyobrażalnie niewinna miłość do drzeworytu. Chapeau bas!

Zacznę od oświetlenia, o którym chyba najwięcej negatywnych opinii przeczytałam. Japońskie domy, miejsca odpoczynku, pracy artystycznej kojarzą mi się z uroczym, zachwycającym półmrokiem. To swego rodzaju ukojenie. Dla mnie był to element wzmacniający całość. Nie wiem, jakie zamiary miał Pan Jerzy, nie rozmawialiśmy na ten temat. Natomiast półmrok i tak unosząca się muzyka była dla mnie przysłowiową „wisienką na torcie”. Miałam czas, nie zegarek. Czas, aby odbyć podróż w głąb siebie. Dziękuję.

Co do zbiorów. Mam taką niepisaną zasadę z samą sobą, że podczas każdej wizyty w muzeum wybieram „dzieło dnia”. I czynię to także podczas powtórnych wizyt danej wystawy. Każdy dzień bowiem jest inny, inna jestem ja, zmienia się czas, emocje. Tak mam – lubię to robić.

Drzeworyty mają coś w sobie, ja nazwałam to duszą. Sama praca wykonania drzeworytu kojarzy mi się z pracą „o stworzeniu świata”. Stopniowo powstają kolejne elementy tworzące całość, która jest po prostu piękna. Precyzyjność wykonania, wszystko tu ma swoje miejsce i czas, delikatność i ten spokój. Uwielbiam te, która przedstawiają zimową aurę kraju kwitnącej wiśni. Jest w nich coś nieprzewidywalnego i hipnotyzującego jednocześnie. Coś, co sprawia, że zamierasz przez chwilę. Nie doświadczyłam tego przy pierwszym podejściu. Dopiero przy kolejnym dostrzegłam to, co mnie zaintrygowało. Drzeworyty są z reguły kolorowe, zwłaszcza te z aurą wiosenną, nad rzekami, w polu. Te zimowe przenika biel. Biel, która nadaje pewnego rodzaju magii i bajkowości. Potrzeba nie lada precyzyjności i wyobraźni przede wszystkim, aby etapami stworzyć przekaz, który żyje. Każdy z drzeworytów ma swoją historię, trzeba wejść w dzieło, poznać jego filozofię. Aby lepiej zrozumieć van Gogha nie wystarczy kojarzyć słynnych „Słoneczników”. Nie zapominajmy o jego pierwszych szkicach, jeszcze we Francji, w zagłębiu kopalnianym. Są przepiękne.

Drzeworyty wybrane przez Jerzego Leskowicza tworzą jakby historię. Zabierają nas w podróż po kolejnych regionach Japonii, odkrywając przed nami jej piękno i naturalność. Mijamy po drodze handlarzy podążających na targi rybne, ludzi wykonujących codzienne czynności, czy też tych, którzy uczestniczą w religijnych świętach. Przyglądamy się kurtyzanom przechadzającym się nad brzegiem rzeki. Przecinamy w bród rzekę, przez którą tragarze przenoszą podróżnych w lektykach. Wreszcie oglądamy podobizny sławnych aktorów teatru kabuki, a w tle bardzo często towarzyszy nam góra Fudżi. Warto dodać, iż wybrane  grafiki  tworzą panoramę życia w dawnej Japonii, ukazując  krajobrazy dwóch  głównych szlaków komunikacyjnych łączących Edo z Kioto (cykle „Pięćdziesiąt trzy stacje na gościńcu Tokaido”, „Sześćdziesiąt dziewięć stacji na gościńcu Kisokaido”) oraz pejzaże  Edo (cykl „Sto widoków Edo”) i podobizny jego mieszkańców – portrety aktorów kabuki, wizerunki pięknych dziewcząt.

„Na wystawie prześledzimy sposób, w jaki powstawał drzeworyt. – Przy tworzeniu jednej odbitki zaangażowanych było kilku artystów. Na początku był malarz, który tworzył kompozycję. Rysował ją, nadawał barwy. Potem jego prace przetwarzał w drewnianych klockach rytownik – opowiada Jerzy Leskowicz. Ponieważ warstwy kolorystyczne nakładane były kolejno dla każdej ryciny, sporządzano po kilka kloców drzeworytniczych. Musiały być starannie dopasowane do siebie”. Każdą plamę koloru kładziono oddzielnie.

Na wystawie znajdziecie również barwniki, które wykorzystywane są w sztuce drzeworytniczej. Paleta barw nie jest ogromna, czego nie można zauważyć na samych drzeworytach.  Kolory do drzeworytów ukiyo-e zaczęto wprowadzać stopniowo. Warto o tym pamiętać zwiedzając wystawę. Najpierw dwa, potem trzy.  Drzeworyt nie byłby drzeworytem bez drukarza. Jest to bardzo ważna postać w całym procesie tworzenia. To on nadaje nacisk, sposób rozprowadzenia farb, gradację, odpowiednią wyrazistość koloru czy też cieniowanie.

Macie jeszcze tylko 5 dni. Zachęcam wstępem, abyście więcej sami skosztowali, wybierając się do Muzeum Narodowego, aby odbyć własną Podróż do Edo.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *