Przybysz – Skandalista

Follow my blog with Bloglovin

http://www.anagram.com.pl/product/359098

Zanim tryumfalnie wjechał do Krakowa otoczony był legendą, która wciąż jeszcze miała narastać. Wiedział, jak wzniecać spory, jak znaleźć się w ogniu fascynacji i zgorszenia, jak hipnotyzować rzesze młodych artystów, spragnionych maga swoich czasów, który mógłby przywodzić cyganerii, być jej szatańskim mistrzem. Bez niego Młoda Polska byłaby mniej barwna – i niewielu z Was o tym wie – choć zawsze na dnie podziwu dla Smutnego Szatana pojawiać się musiały wątpliwości, czy piekło ludzi, których przywiódł do samobójstwa, łańcuch krzywd i niegojących się ran z premedytacją zadawanych bliskim – to dobra cena za barwy artystycznego pejzażu epoki?

Stanisław Przybyszewski – jaki był, kim był, z kogo i dla kogo się narodził, jaka przedstawiała się krocząca z nim legenda, dlaczego powstała, o czym mówiła, co przesądziło o jej żywotności, a przede wszystkim społecznej atrakcyjności, jaki wpływ na jej ciągłość miało otaczające artystę środowisko, jaki wpływ na jej ciągłość miał sam pisarz, kogo z niego uczyniła w oczach odbiorców, kogo z niego uczyniła w jego własnych oczach i czy nadal jest Przybyszewski postrzegany przez jej pryzmat?

IMG_0216.jpgA„Przybysz. Skandalista. Legenda Stanisława Przybyszewskiego w okresie berlińskim”, Warszawa 2015, Katarzyna Więcławska

Skandal życia

Zdarzyło się, że jednemu z najgłośniejszych kapłanów literackiej kaplicy umarła przyjaciółka, dobra, serdeczna dziewczyna, i to w sposób dość podejrzany, do której wtrąciła się nawet policja śledcza. Kilka dni po jej zgonie obwieścił dekadent w gminie wyznawców swoich, że pragnąc usłyszeć szelest śmierci, skąpać się w mistycznej rozkoszy satanizmu i czuć trupie tchnienie własnej ofiary, spędził wraz z żoną swoją noc całą w mieszkaniu zmarłej. – Co za noc, co za noc! – powtarzał – oszaleć można. – Dwa dni później jednak dowiedziano się o bliższych szczegółach tej szatańskiej uczty. Oto mieszkanie dekadenta było od Bóg wie ilu miesięcy nie zapłacone, gospodarz zarządził eksmisję, więc biedak nie mogąc znaleźć na razie innego przytułku, upił się z rozpaczy za cudze pieniądze, a potem półprzytomny udał się z konieczności do pustego mieszkania zmarłej przyjaciółki i tam przenocował, śpiąc twardo jak kamień.

Skandal twórczości

Przybyszewski był człowiekiem oryginalnym, o nieprzeciętnych talentach, jednym z nielicznych Polaków, któremu środowisko artystycznych Niemiec dało miano geniusza. Wytwarzał wokół siebie magnetyczne pole przyciągania, fascynacji, entuzjazmu i negacji. Na innych działał jego urok osobisty, magia zniewalającej wymowy, którą zdobywał nie tylko wszystkie kobiety, lecz również co wrażliwszych przedstawicieli ówczesnego środowiska artystycznego. Do tego wszystkiego dorzucił swoje wczesne utwory, chyba najlepsze ze wszystkiego, co kiedykolwiek stworzył, utwory poświęcone charakterystyce psychologii jednostki twórczej i apoteozie sztuki, napisane w większości po niemiecku, tym dziwnym i niezrozumiałym dla wielu językiem. Raz Chrystus, anioł o ogromnym sercu, raz szatan. Zarzucano mu wiele, jak wspominałam już na początku: aspołeczny stosunek do życia, niemoralność, skandaliczny tryb życia, absolutną negację moralnej i społecznej odpowiedzialności (gruntem do tego były przede wszystkim liczne romanse Przybyszewskiego i nie unormowane życie osobiste). A dalej: chorobliwy erotyzm, bluźniercze „Na początku była chuć”, „nagą duszę” oraz przysłowiowe „sztuka dla sztuki”. Ale czy wszystkie te oskarżenia były podstawne?

Skandal towarzyski

Był mistrzem w czynieniu z siebie interesującym, nie będąc takim. We wszystkich dziedzinach był trochę dyletantem. Nie tylko w literaturze, ale też w muzyce, a nawet w polityce. W swoich zachowaniu miał coś z Chrystusa i szarlatana, był ciągle otoczony glorią męczeństwa i tajemnych prześladowań. Potrafił genialnie szaleć na fortepianie, nie troszcząc się o rytm i harmonię. Wśród niemuzykalnych ludzi mógł uchodzić nawet za muzycznego geniusza – na wpół wykształceni entuzjaści i ambitne literackie damy mogły go okrzyczeć Nowym Mesjaszem Literatury. W kręgach politycznych mógł natomiast być uważany za męczennika swego patriotyzmu. Był więc wzorem modnego pisarza.

„Przybysz Skandalista. Legenda Stanisława Przybyszewskiego w okresie berlińskim”
Katarzyna Więcławska

O tym wszystkim możecie przeczytać w mojej pierwszej książce ( z serii pięciu). Właściwie nie pierwszej napisanej a pierwszej wydanej.

Pierwszą napisałam 10 lat temu, dla siebie, egzemplarz nie „na wydanie”:-)

4 thoughts on “Przybysz – Skandalista

  1. No ja czekam na tę książkę niecierpliwie, kiedy wreszcie będę mogła ją wziąć do rąk i pożreć w całości w jedną noc 🙂

    1. Witaj Anusiaku! dziś dostałam bardzo dobrą wiadomość. Nowe, świeże egzemplarze właśnie „zeszły z taśmy”. Dziś egzemplarze zostaną wysłane do księgarni najbardziej potrzebujących czyli do Olesiejuka oraz Super siódemki (księgarni w Lublinie). We wtorek Anagram dostarczy egzemplarze do Księgarni im. Bolesława Prusa na Krakowskim Przedmieściu oraz Tarabuka na Powiślu. Zatem znowu do kupienia 🙂 łagodnego, wytrwałego czytania. Przybysz bowiem to zupełnie inna „bajka” niż ten blog. With Love, K.

  2. Posługując się dzisiejszym językiem, można powiedzieć, że mój przodek dbał o swój PIAR, choć raczej instynktownie. Także interesownie. Ktoś przecież płacił rachunki za to, co Stach wypił… Denerwujące jest to, jak bardzo większość stwierdzeń autorki dotyczących mojego zapomnianego przodka pasuje do moich zachowań. Zwłaszcza z czasów, gdy byłem rzecznikiem prasowym i brylowałem na salonach. No cóż, jednak mój PIAR został wyszlifowany na rocznym studium podyplomowym SGH… Wracając do sławnego, choć zapomnianego dziada; był przecież moment w historii, gdy ponoć „otarł” się o literacką nagrodę Nobla. Może warto byłoby zainteresować dzisiejszy świat artystyczny (nie celebrycki) wskrzeszeniem Przybyszewskiego. Jest szansa, że tym razem nie zagrałby Jego postaci pan Olbrychski…I bardzo dobrze.
    Pozdrawiam serdecznie

    1. Panie Jerzy,
      jakie to szczęście, móc Pana spotkać choćby wirtualnie.
      cieszą mnie ogromnie Pana słowa, żal, że nie spotkaliśmy się wcześniej, tyle myśli w głowie, które wymagałyby dopracowania – wiem!
      doświadczenia wzbogacają – to prawda!
      serdeczności przeogromne, z radością w sercu nieopisaną
      pozdrawiam,
      Katarzyna Więcławska

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *