Sex & Drugs & Rock & Roll

Follow my blog with Bloglovin

Sex, drugs and Rock’n’Roll – … unicestwieni muzyką!?

Sex? Drugs? Rock&Roll? – wehikuł czasu.

Ostatnio często wybieram się w podróż w czasie. Mamy rok 2015. Mam wrażenie, iż prawdziwy rock został „pogrzebany”, złożony na piedestale ludzkich historii, pogrzebany wraz z własnym unicestwieniem przedstawicieli tego gatunku – buntowników z wyboru albo konieczności.

Wczoraj, Andryi zapytał mnie, czy mam dużo wrogów?
Odpowiedziałam – tak!
Andryi – od dziś mam ich jeszcze więcej.

Słowo pisane sprawia bowiem, że w ludziach rozbudza się pewne emocje, pewne nieprawidłowości, pewną skrajną deformację własnych myśli i własnego „jestestwa”. Jestem fanką Rock&Roll’a. A od niedawna miłośniczką filmów biograficznych, zwłaszcza biografii muzycznych. Najcudowniejszy „Control” – ale o nim kiedy indziej. Potem „Miłość” i wiele innych. Dziś będzie o Sex Pistols.
„Sid i Nancy” – na pierwszy rzut oka niekwestionowany obraz w reżyserii Alexa Cox’a przedstawiający historię basisty Sex Pistols – Sida Vicious’a.
Jak zawsze. Nie będzie to recenzja filmu ani chęć zachęcenia Was do obejrzenia choćby dziesięciu minut z wyreżyserowanych 112. Mam niewyobrażalną ochotę wykręcić 112, aby wydrzeć z siebie

„Ratujmy Rock&Roll! Prawdziwy Rock&Roll”!

I nie mam tu na myśli dźwięków, bo w ówczesnym świecie mamy wiele ciekawych brzmień typu Blur. Ratujmy historię…
To nie jest hymn ku czci Sex Pistols. To hymn ku czci tych, którzy w oparach absurdalnego odrzucenia przez społeczeństwo, zatopienia we własnym świecie, nie potrafili wydrzeć się ze szponów narkotykowego uzależnienia odchodząc za wcześnie. Nie potrafili przetrwać, aby zawalczyć o prawdziwy przekaz Rock&Roll’a.

Niezaprzeczalnym dowodem na to jest Sid Vicious. Bohater filmu Cox’a. Filmu o zbliżaniu się do siebie ludzi, zatopionych w rockowej (punk-rockowej) muzyce, wyalienowanych outsiderów, którzy nawet własne ciała traktowali jak wrogów.

Jaki był świat widziany oczami Sida Vicious’a i dlaczego wielu dostrzega w nim tylko samo „zło” zapominając, jak kruchy potrafi być człowiek zbuntowany, wrażliwy, przepełniony wiarą w dźwięk?

Jak bardzo można stoczyć się przez narkotykowy nałóg, i jak wiele nie potrafimy dojrzeć patrząc na życie pewnego indywiduum tylko przez pryzmat uzależnienia?

O różnych formach eskapizmu na przykładzie Sida i Nancy …

Krótko o historii Rock&Rolla. Ten kulturalno – socjalny fenomen pojawił się w naszych umysłach na początku lat 50-tych, stanowił synonim buntu przeciwko zniewoleniu, oznaczał ucieczkę od problemów związanych z życiem społecznym, z otaczającą codziennością, trudną do pokonania rzeczywistością w alternatywny własny świat iluzji i wyobrażeń. Wprowadzał chaos i nieporządek. Odwrócona rola przyniosła mu sławę aż po XXI wiek.

Buntownicy z wyboru czy z przymusu ?

Przenoszący się we własny wykreowany świat, świat okryty twardym pancerzem buntu przeciwko rzeczywistości, przeciwko własnemu „ego”, przeciwko życiu. Sid i Nancy przeżyli ze sobą i wbrew sobie kilkanaście bądź co bądź dla nich szczęśliwych miesięcy. Pili, ćpali, prowadzili awanturniczy tryb życia. Zamknięci w wytworzonej przez siebie alternatywnej rzeczywistości. Zmarli jedno po drugim. Ona wykrwawiła się na śmierć w pokoju numer 100 słynnego hotelu Chelsea gromadzącego w ówczesnym czasie wielu znakomitych muzyków. On – oskarżony o jej zamordowanie (?) zmarł zaraz po zwolnieniu z aresztu ….. Przedawkował!

Oglądając biografię Sex Pistols dręczyło mnie jedno pytanie: Jak bardzo musieli cierpieć Ci, którzy czuli więcej, więcej w jednym małym dźwięku, którego wielu z nas nie czuje?

Nie uważam się za specjalistkę od Rock&Roll’a. Nie jestem specjalistą żadnego gatunku muzycznego. Nie znam dat. Czasami historii. Nie podnieca mnie rzucanie tytułem albumów poszczególnych wykonawców (sic!) a szkoda.
Największy stan uniesienia pojawia się w momencie kiedy „pusty” dźwięk uderza jak deszcz o mocną szybę wydobywając z niej „jęk cudownego ukojenia”.

Rock&Roll pojawił się na scenie muzycznej w momencie, kiedy „starzy” (jak w romantyzmie) nie rozumieli „młodych”, czyli nadchodzącej fali nowego brzmienia. Brzmienia na piedestale którego widniał postulat: stop nierównościom społecznym!

I to pociągało, jednoczyło, tych, którzy widzieli więcej. To właśnie – dla mnie – wydobywa się z człowieczeństwa Sida i Nancy. To w nich ukryta została prawdziwa idea, której nie potrafili przekazać światu, albo świat nie chciał jej odkryć, zobaczyć, posmakować.
Dlatego też wartość najwyższa, z której narodził się Rock&Roll z czasem zaczęła puszczać ogień w zupełnie innym kierunku. Ślepcy słabej wiary zaadoptowali sobie slogan ‘Sex, drugs and rock’n’roll’, a dążenie i walka o wyższe ideały zostały przyćmione awanturniczym, z zewnątrz buńczucznym zachowaniem prekursorów tychże brzmień, wpadających w wir hedonistycznych uniesień, pozostawiając w nas odbiorcach nie – prawdziwy wymiar brzmień – a jedynie obraz upadku znarkotyzowanego człowieka, nośnika seksualnej rewolucji, depczącego obyczaje i wszelkie istniejące morale.

Doszło do pogwałcenia świadomości wyższego celu. Drugs – w nadmiarze (!!!) stały się siłą owijającą ciała i umysły, doprowadzającą z jednej strony do powstania ponadczasowej muzyki, z drugiej – dla tych, którzy, w wyniku zwykłej ludzkiej słabości poddali się – do uśmiercenia wielu niepowtarzalnych ikon Rock&Roll’a, wydzierając nam na zawsze możliwość dalszego smakowania ich twórczości.

Dziś już rock przestał buntować. Wynika to po części zapewne z wielu społecznych zmian. Warto jednak pamiętać, że dawne gwiazdy rocka pochodziły w większości z klasy robotniczej i to w dużym stopniu wpłynęło na powody ich buntu. Buntu przeciw hierarchiom społecznym. Muzyka, dźwięk, brzmienie były dla nich sposobem na przekazanie jakże ważnego postulatu nam wszystkim: człowiek jest człowiekiem, ja = Ty, my. Szkoda, że w swojej walce zatopili się w otchłani różnego rodzaju uzależnień.

Sid odszedł mając zaledwie 22 lata …

Aby oddać „hołd” jego prawdziwej, wewnętrznej osobowości, ukrytej pod pancerzem buntu narkotykowo – alkoholowego, aby oddać „hołd” wielu innym artystom rockowym, których kojarzymy tylko przez pryzmat rockowego sloganu, aby Was Drodzy Czytelnicy choć odrobinę zachęcić do skosztowania, poczytania, obejrzenia filmów, przedstawień teatralnych tworzonych ku czci tych, którzy poprzez muzykę (nie ważne jaką) próbowali zmienić świat piszę ten tekst z nadzieją, że oglądając choćby film „Sid i Nancy” czy „Control” spojrzycie na Vicious’a czy Courtis’a z perspektywy prawdziwego celu, jaki stawiała sobie muzyka rock.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *