“somewhere between the heavens and earth”

Follow my blog with Bloglov

Gdzieś pomiędzy niebem a ziemią
W otulinie myśli zahipnotyzowanych
Z obrazem ludzi pędzących za swoim wyścigiem donikąd
Opadam bezwiednie, szczęśliwa do szpiku kości, że bieg ten już nie moim.
Z uśmiechem wtopionym w bezgraniczny błękit
Trwam, wdzięczna życiu, za płaszcz, którym mnie chroni przed deszczem.

Zatapiam się we mgle dotykając kropli porannej rosy.
Na lewo papierowe łódki dryfują po mieliźnie
Na prawo domy z piasku kruszące się kamień po kamieniu
Dookoła przemęczone od przenikliwości zadań na „asap” twarze.
Quo vadis Przyjacielu?

Mętność spowija ulice ukochanego miasta.
Odrętwienie ludzkie pozornym szczęściem przykryte rozprzestrzenia się na Powiśle.
Gdzie jest granica, kto komu zabroni psychicznego garba się dorobić?
Szuwary emocji na dorobku w smog przeistoczone
Duszą wielu.

Życie bez wyjścia ewakuacyjnego, siłą franka przyćmione, więzieniem wolności się stało
Kto sobie życzył? Żaden.
W marzeniach sprytnie ukryty diabeł, niezauważalny chytry lis człowieczego spokoju
Zadał ból nieświadomy stając się ciężarem na lata
Ciągnąc za sobą cały szpaler bagiennego dobrobytu.

Tu choroba, tam choroba.
Tu zmartwienie, tam zmartwienie.
Tu hibernacja, tam hibernacja.
Tu kłótnia, tam kłótnia.
Tu niezadowolenie, tam niezadowolenie.
Tu nadgodziny, tam nadgodziny.
Tu nicość, tam nicość.
Tu depresja, tam depresja.

Mułowatość. Odrętwienie. Agonia.
Prowizoryczny uśmiech na potrzeby świata zewnętrznego.
Rach – ciach i po krzyku.
Popiół. Proch. Pył.

AD. 21.09.2017

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *