W lekkim powiewie

Follow my blog with Bloglov

Dotykasz, a gdzie indziej swe serce skierowałaś.
Zagmatwane migawki ludzkich uczuć w haft zimny zamieniasz
Do niczego mi niepotrzebny.

Emocje jak ziarenka piasku w klepsydrze naszego wspólnego życia
Sypią się w dół.
Nie cofnę ani sekundy, ani minuty, wodospad myśli przerasta to, co nowe.

Ściskam w dłoni garstkę tamtych chwil stojąc nad miłości dziurą zagubioną w otchłani.
Trzech groszy niewarte cierpienie powraca próbując ujarzmić zakamuflowany trąd.
Jesteś niczym świeca, wypalasz się każdego dnia.
Niczym robak, który zżera od środka.
Niczym kamień – żyjesz a milczysz.
Struchlały ból oplata moje ciało.

Moje serce to nie drzwi w domu wspomnień, przez które wchodzisz, kiedy chcesz i wychodzisz.
Nienawidzę swojej jałowości, słabości i hibernacji.
Ciągle te same pytania …
Podążam za głosem swojej duszy – tylko tyle i aż tyle.
Jak złoty pył zdmuchiwany z dłoni – kiedyś znikniesz.
Serce spisało testament.

[AD 14.09.2017]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *