Wszystko przez Ducha i dla Ducha …. czyli Słowacki mniej znany (1809-1849) II

Follow my blog with Bloglovin

Dziś kolejny, obiecany wpis o człowieku, o którym każdy z nas kiedyś słyszał. Słowacki mniej znany part II.

Aby, bliżej pokazać, o czym będzie mowa, zaczniemy trochę, rzekłabym pragmatycznie. Nota bene „pragmatyzm” to słowo, które od kilku dni, często towarzyszy mojej osobowości.  Zatem uzależniając prawdziwość twierdzeń od ich praktycznych skutków kilka słów dziś o filozofii genezyjskiej Słowackiego … a że misją Intelektualnych Drogowskazów jest przekazywanie za pomocą słowa pisanego treści trudnych do zrozumienia w lekkiej formie to mam nadzieję, że wspólnie osiągniemy upragniony cel.

Twórczość Słowackiego można podzielić, jak wielu z nas bardzo dobrze się orientuje na trzy okresy. Tak zwany – dość ciekawy – okres przedmistyczny do roku bodajże 1841 bądź 1840 – nie pamiętam. Drugi – do roku 1844 – mistyczny, niestety bardziej nudny i jednostajny, jeden z wielu, w tamtejszej rzeczywistości opisujący nadprzyrodzone wizje wszelakie … i nie tylko, oraz ostatni, do roku 1849, zatem do śmierci pisarza – mój ulubiony pełen neuronowych zawirowań wypuszczających na zewnątrz fascynujące myśli jednostki ludzkiej – okres genezyjski.

Na początku było ….

Parafrazując słowa Ewangelii św. Jana „na początku było Koło Towiańskiego”. Pewnego pięknego lipcowego dnia, roku Pańskiego 1842 postanawia Julek wstąpić do koła Mistrza Andrzeja Towiańskiego. Stając się tym samym członkiem Koła tzw. Sprawy Bożej. Jak to często bywa: intrygująco brzmi – gorzej z praktyką.

Zauroczony Słowacki chłonął naukę Towiańskiego całym sercem i umysłem. Z egzaltacją głosił zasady nowej wiary, pragnąc jak najlepiej wypełnić obowiązujące wewnątrz Koła Sprawy Bożej prawa. Julek odmienił się nadzwyczajnie. Stał się bardziej wrażliwy, uległy. Jego zaufanie do nowej idei, jej twórców, wyznawców było pełne. Jak sam mówił Towiański pozwolił mu „przejrzeć w krainę wiedzy”. Czyli jednym słowem wytłumaczył, że rzeczywistość ma naturę duchową, że wszystko, co istnieje to przez Duch i dla Ducha a nic dla cielesnego celu, że jesteśmy duchami doskonalącymi się w procesie reinkarnacji a jednocześnie OFIARAMI tejże doskonałości.
Słowacki wykorzystał wszystkie te pomysły budując własną koncepcję. Bez Towiańskiego nie sposób sobie – tak naprawdę – wyobrazić przemiany Wieszcza w mistyka. Nie sposób oddzielić jednych prawd od drugich. Nie sposób wyprzeć się wpływu jednego na drugiego.

Zatem jak niezwykła musiała być siła i potęga osobowości Towiańskiego, skoro tak szybko zawładnęła nieufnym i niełatwo ulegającym obcym wpływom Słowackim, który nie orientował się wtedy jeszcze, że wraz z Towiańskim wchodzi na drogę „nie mniej maleńką i nie mniej fałszywą” ???

Potęga była ogromna, silna, a jednocześnie słaba na tyle, aby odłączyć się od Koła Towiańskiego i stać się twórcą nowej filozofii, nowej idei, nowego Genezis z Ducha.

Zaczęło się – jak to często bywa od objawienia …

„na skałach oceanowych [w Pornic] postawiłeś mnie Boże, abym przypomniał wiekowe dzieje ducha mego, a jam się n a g l e uczuł w przeszłości Nieśmiertelnym, Synem Bożym, stwórcą widzialności i jednym z tych, którzy Ci miłość dobrowolną oddają na złotych słońc i gwiazd girlandach”.

Na pierwszy rzut oka wydawać by się mogło, że filozofia Słowackiego, to nic innego jak „matka córka” filozofii religii chrześcijańskiej. Nic mylnego Kochani ! Co nie oznacza, że Słowacki Boga się wypiera!

Czym zatem była i o czym mówi filozofia genezyjska Juliusza Słowackiego?

Julek opracował swoistego rodzaju teorię odkrywającą tajemnicę stworzenia i dalszej egzystencji.
Na początku był Bóg, w którym istniały Duchy. Pamiętajmy jednak, iż według Słowackiego owe Duchy nie zostały stworzone przez Boga. Poprosiły go jednak w pewnym, momencie, aby On nadał im kształt, aby mogły się przejawiać, być „namacalne”.
I zaczęły się przejawiać w postaci wszelakich sił fizycznych, takich jak – ruch, magnetyzm – które u Słowackiego nazwane zostały siłami DUCHOWYMI.
Brzmi magicznie, nadzmysłowo, nierealnie, niezrozumiale – ale brzmi – wierzcie mi – brzmi intrygująco.

Duchy Słowackiego nie poprzestają na kształcie otrzymanym od Absolutu tylko dążą do wcielania się w formy coraz doskonalsze. Poczynając od bezkształtnych i pozbawionych ruchu skał, poprzez formę ludzkiego ciała, do niezliczonych innych wcieleń ku upragnionemu Absolutowi. Mówiąc prościej filozofia Słowackiego polega na nieustannym podnoszeniu się Ducha, naszego Ducha, na wyższy stopień doskonałości.
Jakże łatwo przenieść filozofię Julka w dzisiejszy świat.
Jak prosto zauważyć, że każdy z nas, próbuje się doskonalić, przenosząc własne „ja”, własnego Ducha w inny, wyższy wymiar w stosunku do życia „w danej chwili”.

Przejście z jednego kształtu materialnego do drugiego, z prostszego do bardziej rozwiniętego, to marzenie każdego z nas.

Jednak droga doskonalenia Ducha – jak mówi Słowacki – nie dokonuje się łagodnie. I co teraz?
Duch musi zgodzić się na śmierć formy dotychczasowej (najprościej zauważyć ten etap w kończeniu jednego związku partnerskiego a rozpoczynaniu nowego – bardziej doskonałego! (sic!)), należy porzucić formę starą aby uzyskać nową. Przemiany te dokonują się na drogach straszliwych kataklizmów bo ofiara i cierpienie najczęściej towarzyszą w zdobyciu przez Ducha innej doskonałości.
I – jak twierdzi Słowacki – tylko poprzez śmierć duchy mają szansę odrodzenia się w nowych kształtach …

Jednym słowem: reinkarnacja ?!

Nie ma jednak łatwo! jak to w życiu bywa, tak i w filozofii musi być jakieś „ale”. Bo Duchy się buntują. Moment kluczowy następuje wtedy, gdy zamiast rozbłysnąć światłem – wybierają ciepło. Zaczyna się oddziaływanie nadanej Duchowi formy na niego samego. Chcąc przedłużyć swój byt materialny forma hamuje postęp Ducha, prowokuje go do „zaleniwienia”. I tylko poprzez ciężką pracę duch może wyzwolić się spod jej władzy, stać się formy gwałcicielem, być rewolucjonistą i walczyć.

Jakże ówczesne, prawda ? Jakże codzienne ? Jakże „ludzkie” !?

Rzućmy okiem na nasze przyzwyczajenia, strach przed nowym, lęk o jutro, które sprawiają, że nasz Duch się „zaleniwia”, wybierając przyjemne ciepło, wybierając, to co znane i zatrzymując się w procesie duchowej ewolucji.
A gdyby tak tchnąć Ducha w Nas, Ducha wiary i walki przede wszystkim o Nas samych, nie tylko o Nasze TU i TERAZ ale jutro, pojutrze, kiedyś.

Słowacki w swojej filozofii powiada, że nie ma rozwoju bez niszczenia starych form, hamujących rozwój Ducha. Nie ma rozwoju bez porażki, bez cierpienia a nawet grzechu, który dla Słowackiego ma wymiar nader racjonalny. Julek bowiem uważał, iż jednym z największych grzechów, jakie może popełnić Duch, to jego własne „zaleniwienie” w drodze postępu, to niechęć działania, niechęć walki o wyższy stopień doskonałości.

Nie chciałabym Was zanudzić. Nie chciałabym także, sprowadzać filozofii genezyjskiej Słowackiego tylko do przyziemnych spraw, życiowych. Pisarz zawarł bowiem w niej wiele innych aspektów, także aspekt narodowościowy, aspekt Polski i Polaków, który w całej koncepcji filozofii genezyjskim także jest wart uwagi.

Moim celem jest jedynie, choćby odrobinę przybliżyć Wam fakt samego istnienia teorii filozofii genezyjskiej oraz postać jej twórcy. Teorii na pierwszy rzut oka zagmatwanej i trudnej do zrozumienia. W gruncie rzeczy jednak cały plan genezyjski Słowackiego to pewnego rodzaju „religia”, pewne rodzaju siła sprawcza, siła MOTYWUJĄCA. Do działania. Do walki o naszą przyszłość. Do walki o nas samych. Do walki w celu doskonalenia się i przyjmowania coraz to lepszych form. Do walki o lepsze jutro, kiedy nam źle. Do walki na końcu której jawi się dobro, bo to ono jest głównym celem planu Słowackiego.

Parafrazując już nie Słowackiego, a Helenę Modrzejewską:
Walczmy … bo walka jest potrzebną…!!!
Gdy walczę, wiem, że żyję. Wielka rozpacz rodzi samobójców. Tylko słabe dusze uciekają przed męczarniami życia.(…). Być albo nie być hamletowe odbija się echem po całej ziemi.
Ja mówię: być! być! być! Wszystkie moce duszy zebrać i iść dalej ciągle – i ciągle wyżej !!!

Juliusz Słowacki został pochowany na paryskim Cmentarzu Montmartre. 14 czerwca 1927r. ekshumowano jego szczątki , które następnie (28 czerwca 1927r.) na polecenie marszałka Józefa Piłsudskiego pochowano w krypcie katedry wawelskiej, obok sarkofagu Adama Mickiewicza. W ten sposób nastąpiło symboliczne pojednanie obu wielkich poetów.

Wierzcie mi Kochani, cudowne to uczucie, nawet w najbardziej zagmatwanej, niezrozumiałej, wydawać by się mogło nie wartej uwagi iskrze – znaleźć coś dobrego, coś godnego uwagi, coś co nas motywuje i udoskonala. Ja to odnalazłam – nie w całym przekazie filozofii genezyjskiej Słowackiego, a w jego części i za to mu chwała! A teraz „pozwól mi, o Boże, drugi raz jakby odczuć pracę moją przedludzką … pracę dnia szóstego, którą duch mój odbył, mądry już pięciodniową nauką, tworząc wszystko na nowo, tak wszakże, żeby mu nic z wypracowanych już darów i własności nie zaginęło” [Genezis z Ducha, Juliusz Słowacki]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *